Rozdział 26

33 4 1
                                        



Środa, dwa dni przed rozprawą

Meredith siedziała w kancelarii, otoczona stosami akt i dokumentów. Jej biurko wyglądało jak pole bitwy – porozrzucane notatki, kilka długopisów, z których większość już nie pisała, oraz kubek zimnej kawy, który od godziny powinna była wyrzucić. Przerzucała strony jednego z nudniejszych raportów finansowych, starając się skupić, ale jej myśli uciekały gdzieś indziej.

Zegar na ścianie tykał jednostajnie, przypominając jej, że powinna zrobić sobie przerwę. Miała jeszcze do przejrzenia kilka umów, sprawdzić harmonogram spotkań na przyszły tydzień i odpisać na zaległe e-maile. Gdzieś pośród tego wszystkiego znajdowały się też dokumenty Gabriela na jego rozprawę, ale na razie postanowiła się nimi nie zajmować.

Ostatnie dni były intensywne, ale nie czuła stresu, praca pod presją była dla niej normą. Na początku tygodnia złożyła wniosek do sądu o dopuszczenie nowego dowodu w postaci pendrive'a oraz listy świadków do przesłuchania podczas rozprawy. Już wczoraj otrzymała zgodę, co dawało jej przewagę, ale oznaczało też, że musiała dokładnie przygotować się do przesłuchań. Przesłuchania świadków mogły być kluczowe, więc musiała dopracować strategię obrony Gabriela. Nie chciała się nad tym teraz zastanawiać, ale myśli i tak krążyły wokół sprawy.

Westchnęła, odchylając się na krześle i masując skronie. Wizja kolejnych godzin spędzonych nad papierami nie napawała jej entuzjazmem.

Wtedy właśnie jej telefon zawibrował na biurku. Spojrzała na wyświetlacz.

– Hej. – odebrała, opierając się wygodnie o fotel.

– Witam przyjaciółkę, masz jakąś rozprawę czy coś? – zapytała Scarlett, w tle słychać było gwar ulicy.

– Dzisiaj nie.

– Świetnie. Mam przerwę i nie zamierzam jej spędzić sama. Chodź na kawę.

Meredith spojrzała na stertę dokumentów, a potem na zimną kawę.

– Dobra, daj mi dziesięć minut. – powiedziała w końcu, zamykając teczki i odstawiając je na bok. Chwila oddechu dobrze jej zrobi.

– Super, spotkajmy się w tej kawiarni na rogu, wiesz tam gdzie zawsze podają najlepsze latte.

– Jasne, zaraz będę. – rzuciła Meredith, rozłączając się.

Wzięła płaszcz, wrzuciła telefon do kieszeni spodni i ruszyła w stronę wyjścia. Pogoda była chłodna, ale świeże powietrze od razu podziałało na nią orzeźwiająco.

Kawiarnia była niewielka, ale przytulna – pachniało świeżo mieloną kawą i cynamonowymi bułeczkami. Meredith weszła do środka i od razu dostrzegła Scarlett, która zajęła stolik w rogu, przy oknie.

– W końcu. – powiedziała z uśmiechem, gdy Meredith zajęła miejsce naprzeciwko. – Myślałam, że się rozmyślisz.

– Miałam taką myśl. – przyznała Meredith, zdejmując płaszcz. – Ale perspektywa lepszej kawy niż ta biurowa skutecznie mnie przekonała.

– No widzisz? Znam się na rzeczy. – Scarlett uniosła brew, a potem podała jej menu. – To co zamawiasz?

– Klasyczne latte. – powiedziała bez wahania. – Potrzebuję czegoś, co postawi mnie na nogi.

Scarlett roześmiała się.

– To może od razu espresso?

– Nie jestem jeszcze na tym etapie desperacji.

Złożyły zamówienie, a po chwili Meredith spojrzała na Scarlett badawczo.

– No dobra, a teraz opowiadaj, co u ciebie. Masz mi coś do powiedzenia, prawda? – Meredith spojrzała na nią znacząco. – Chodzi o tamto spotkanie.

ApparentOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz