Rozdział 29

27 3 1
                                        


Słońce leniwie przesuwało się po niebie, rzucając złociste refleksy na turkusową taflę oceanu. Powietrze pachniało solą i tropikalnymi kwiatami, a lekki wiatr przynosił ze sobą cichy szum fal. Meredith i Brandon spacerowali wzdłuż białego, miękkiego jak mąka piasku plaży Cable Beach. Ich bose stopy zanurzały się w ciepłym piasku, a chłodne fale muskały ich kostki.

– Mogłabym tu zostać na zawsze. – westchnęła Meredith, patrząc na spokojny horyzont, gdzie niebo łączyło się z wodą w idealnej harmonii.

Brandon uśmiechnął się, ściskając jej dłoń mocniej.

– Może kiedyś spełnimy to marzenie. – odpowiedział tajemniczo, a jego oczy błyszczały w blasku słońca.

Przez cały dzień zatracali się w rozmowach i drobnych gestach czułości. Zjedli lunch w urokliwej restauracji przy plaży, delektując się świeżymi owocami morza i orzeźwiającymi koktajlami. Brandon z rozbawieniem obserwował, jak Meredith z zachwytem próbowała lokalnych smaków, a jej oczy rozświetlały się za każdym razem, gdy odkrywała coś nowego.

Po południu wynajęli małą motorówkę i popłynęli wzdłuż wybrzeża, odkrywając ukryte zatoczki i snorkelując w krystalicznej wodzie, gdzie kolorowe ryby tańczyły wokół nich jak w podwodnym balecie. Czas mijał im na śmiechu, rozmowach i czułych spojrzeniach, które mówiły więcej niż tysiąc słów.

Kiedy słońce zaczęło powoli chować się za horyzontem, Brandon poprowadził Meredith do eleganckiej restauracji usytuowanej na drewnianym pomoście wychodzącym w głąb oceanu. Stolik, przy którym usiedli, był oświetlony delikatnym blaskiem lampionów, a szum fal tworzył magiczną symfonię w tle.

– Dziś jesteś jeszcze piękniejsza niż zwykle. – powiedział, patrząc na nią intensywnie.

Meredith uśmiechnęła się, lekko zarumieniona.

– Tylko dziś? – zażartowała, podnosząc kieliszek szampana.

– Z każdym dniem coraz bardziej. – odparł, unosząc swój kieliszek, by stuknąć się z jej.

Kolacja była perfekcyjna – egzotyczne dania, zapach morza i romantyczna atmosfera sprawiały, że Meredith czuła się jak w bajce. Jednak nic nie mogło przygotować jej na to, co miało się wydarzyć.

Po zakończonym posiłku Brandon wstał i podał jej rękę.

– Chodź, mam dla ciebie niespodziankę.

Poprowadził ją na koniec pomostu, gdzie czekał przygotowany na tę okazję półokrągły baldachim ozdobiony zwiewnymi białymi tkaninami i subtelnymi światełkami. Na ziemi ułożone były płatki róż, a w powietrzu unosił się zapach wanilii i kokosa.

Meredith otworzyła usta ze zdumienia.

– Brandon... to jest... – jej głos ugrzązł w gardle, gdy spojrzała na niego.

Wtedy on uklęknął na jedno kolano i wyjął małe, aksamitne pudełeczko. Otworzył je, ukazując błyszczący pierścionek z delikatnym brylantem, który odbijał blask lampionów.

– Meredith, od chwili, gdy cię poznałem, wiedziałem, że moje życie nigdy nie będzie już takie samo. Każdy dzień z tobą to najpiękniejsza podróż, pełna śmiechu, radości i miłości. Wiem, że jesteśmy młodzi, ale chcę spędzić z tobą każdą chwilę do końca. Chcę przeżywać z tobą każdą chwilę, budzić się obok ciebie i zasypiać z myślą, że jesteś przy mnie. Czy zostaniesz moją żoną?

Meredith patrzyła na niego, czując, jak jej serce bije jak szalone. Łzy wzruszenia napłynęły jej do oczu, a usta wykrzywiły się w drżącym uśmiechu.

– Tak... Tak! – wyszeptała, rzucając się w jego ramiona.

Brandon wsunął pierścionek na jej palec, a gdy ich usta spotkały się w pełnym emocji pocałunku, nad nimi rozbłysły fajerwerki, odbijając się w spokojnej tafli oceanu.

** 

następny rozdział..to <333

ApparentOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz