Rozdział 25

26 3 1
                                        




Wrzesień przyniósł chłodniejsze wieczory, ale między Meredith a Brandonem atmosfera była coraz bardziej napięta. Kłótnie zdarzały się częściej, a ich spotkania nie przypominały już tych sprzed kilku miesięcy. Brandon wydawał się być inny – bardziej zdystansowany, zamyślony, a czasem wręcz obojętny. Meredith czuła, że coś jest nie tak, a jej niepokój tylko narastał, gdy zauważyła, że coraz rzadziej do niej pisał i unikał dłuższych rozmów.

Nie mogąc już dłużej tłumić swoich podejrzeń, postanowiła pojechać do warsztatu jego ojca, gdzie Brandon często zostawał po godzinach. Wiedziała, że tam go zastanie. Gdy weszła do środka, serce jej zabiło mocniej – Brandon stał przy jednym z samochodów, śmiejąc się z dziewczyną. Tą samą, którą spotkali na festynie.

– Co tu się dzieje? – zapytała spokojnym, lecz wyraźnie napiętym tonem, a jej wzrok wbity był w Brandona.

Brandon podniósł na nią oczy, a jego uśmiech momentalnie zniknął.

– Meredith? Co ty tutaj robisz?

– Przejeżdżałam i pomyślałam, że wpadnę. – skłamała, choć jej wzrok nadal śledził ich uważnie. – Nie wiedziałam, że masz towarzystwo.

Jess uśmiechnęła się lekko, jakby sytuacja ją bawiła.

– Może dlatego, że nie musisz wiedzieć wszystkiego? – rzuciła z nutą ironii. – Ale nie martw się i tak już wychodzę.

Sięgnęła po swoją torebkę i spojrzała na Brandona.

– Pamiętaj, co mówiłam. – dodała znacząco. – Na pewno będzie zachwycona.

Meredith zmarszczyła brwi, ale zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, Jess ruszyła w stronę drzwi.

– Do zobaczenia, Brandon. – rzuciła na pożegnanie i zniknęła na zewnątrz.

Brandon stał przez chwilę w milczeniu, po czym westchnął i odwrócił się w stronę stołu warsztatowego, przeglądając jakieś narzędzia. Meredith nie zamierzała tego zostawić. Poszła za nim i stanęła obok.

– Brandon, co się dzieje? – zapytała, a w jej głosie pobrzmiewała nuta zranienia. – Ostatnio prawie się nie odzywasz, unikasz mnie... A teraz widzę cię tutaj z Jess, śmiejecie się, rozmawiacie. Powiedz mi, co się dzieje.

Brandon zacisnął szczękę, nadal unikając jej wzroku.

– Nic się nie dzieje. – mruknął.

– Naprawdę? – Meredith nie odpuszczała. – Bo wygląda na to, że coś przede mną ukrywasz.

Brandon odwrócił się i spojrzał na nią z irytacją.

– Meredith, przestań! – powiedział ostrzej niż zamierzał. – Nie muszę ci się ze wszystkiego tłumaczyć.

– Może i nie, ale jeśli coś jest nie tak, to wolałabym wiedzieć. – odparła, świdrując go wzrokiem.

– Na litość boską, Meredith! – warknął Brandon, uderzając dłonią w stół. – Nie mam siły na te ciągłe podejrzenia!

– Dajesz mi powody! – wykrzyknęła Meredith, a jej głos zadrżał ze złości. – Myślisz, że nie widzę, jak się zmieniłeś?! Jak mnie unikasz?!

– Może dlatego, że chciałem to zrobić dobrze, do cholery! – krzyknął Brandon, zaciskając pięści. – Chciałem, żeby to było niespodzianką, ale skoro nie dasz mi spokoju, to powiem ci wprost!

Meredith spojrzała na niego z wściekłością, ale i niepokojem. Serce biło jej jak oszalałe.

– Powiesz mi co?! – rzuciła ostro.

Brandon nabrał głęboko powietrza i niemal wykrzyczał:

– Chcę ci się, kurwa, oświadczyć!

Nastała głucha cisza, którą przerywał jedynie szum wiatru zza okien. Meredith wpatrywała się w niego szeroko otwartymi oczami, nie wiedząc, co powiedzieć.

Brandon odwrócił wzrok i odszedł kilka kroków dalej, jakby potrzebował przestrzeni, by się uspokoić. Dopiero po chwili dodał cichszym, ale nadal pełnym emocji głosem:

– Jess pomagała mi wybrać pierścionek.

Meredith stała w miejscu, czując, jak jej serce wali jak oszalałe. Nie wiedziała, co powiedzieć. Tyle emocji kotłowało się w niej naraz, złość, ulga, zdziwienie.

Brandon spojrzał na nią zmęczonym wzrokiem.

– Po co ten cały cyrk, Meredith? – powiedział w końcu. – O co ci tak naprawdę chodzi?

– O to, że nic mi nie mówisz. – odpowiedziała cicho, choć w jej głosie wciąż było słychać emocje. – Unikasz mnie, zachowujesz się, jakbyś miał coś do ukrycia, a teraz nagle wyskakujesz z czymś takim?

Brandon potrząsnął głową.

– Bałem się, że... że nagle coś popsuję. Ale zamiast mi zaufać, od razu zakładasz najgorsze.

Meredith zacisnęła usta. Przez chwilę panowała między nimi napięta cisza, aż w końcu spuściła wzrok.

– Nie wiem, co mam teraz myśleć... – szepnęła.

Brandon podszedł do niej, jego spojrzenie złagodniało. Nie czekając na jej reakcję, objął ją ramionami i przyciągnął do siebie. Początkowo była sztywna, ale po chwili poczuła, jak jej ciało się rozluźnia.

– Przepraszam. – szepnął, a jego usta musnęły jej czoło. – Nie chciałem, żeby to tak wyszło.

Meredith westchnęła i powoli podniosła wzrok. Ich spojrzenia się spotkały, a Brandon delikatnie uniósł jej podbródek, po czym pocałował ją – czuło, ale z wyczuwalnym napięciem, jakby chciał zatrzeć cały ból, który między nimi narósł.

Gdy się od siebie odsunęli, Meredith cicho westchnęła.

– Brandon...

– Kocham cię, Meredith. – powiedział miękko, patrząc jej prosto w oczy.

Meredith nie odpowiedziała od razu, ale czuła, że serce bije jej mocniej. Przytuliła się do niego mocniej, pozwalając sobie na chwilę ulgi.

ApparentOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz