Rozdział 24

51 3 2
                                        



Dzień później noc była gęsta, a powietrze wypełnione elektryzującym napięciem. Gabriel stał oparty o czarnego Range Rovera, powoli dopalając papierosa. Jego niebieskie oczy, przeszywające jak stal, obserwowały przestrzeń przed nim. Czekał na dobrze znaną mu osobę.

Niedaleko zaparkował Enzo. Wysiadł z samochodu, poprawiając skórzaną kurtkę i podchodząc do przyjaciela. Za nim przyjechali ludzie, którzy byli zaangażowani w jego mafię. Tej nocy pełnili funkcję ochroniarzy. Rozstawili się w strategicznych punktach, gotowi na każdy rozwój wydarzeń.

— Już powinni być. — jego głos był jak zwykle spokojny, ale napięcie wyczuwało się w każdym słowie.

— Mam złe przeczucia. — mruknął Gabriel, gasząc papierosa i prostując się.

— Jak zawsze. — Enzo uniósł brew. — Może po prostu naucz się relaksować.

Gabriel posłał mu krótkie, chłodne spojrzenie. Enzo westchnął, wyciągnął paczkę gumy do żucia i wsunął jedną do ust.

Zanim zdążył odpowiedzieć, na horyzoncie pojawił się konwój trzech czarnych SUV-ów. Światła przecinały mrok, a silniki warczały złowieszczo.

— Czas na interesy. — mruknął Gabriel i ruszył w stronę pojazdów. Nacisnął słuchawkę w uchu. – Panowie bądźcie w gotowości.

Drzwi pierwszego SUV-a otworzyły się, a z wnętrza wyszło trzech mężczyzn — John, Josh i Liam.

Ci sami z którymi grał w pokera wraz z czarnowłosą.

— Mamy towar. — oznajmił Josh, rzucając Gabrielowi spojrzenie pełne rezerwy.

— Pieniądze? — zapytał Gabriel chłodno.

— Wszystko gotowe. Transakcja przebiegła gładko. Praliśmy kasę przez kilka fałszywych firm, jak chciałeś. — John spojrzał na niego z lekkim uśmiechem, jakby był dumny z dobrze wykonanej roboty.

— Dobrze. Sprawdźmy to. — Gabriel skinął na Enza.

Wszystko wydawało się iść zgodnie z planem. Aż do momentu, gdy usłyszeli pierwszy strzał, który padł w ich kierunku.

— Zasadzka! — ryknął jeden z ludzi Gabriela, wyciągając broń.

Nagle wokół nich rozbłysły czerwone i niebieskie światła, a z bocznych ulic wyjechało kilka pojazdów. Nie byli to gliniarze. To była konkurencja. Ktoś ich sprzedał.

— Kurwa, wiedziałem! — Gabriel syknął, sięgając po broń.

— Ile mamy czasu?! — krzyknął John, chowając się za otwarte drzwi SUV-a.

— Żadnego! — warknął Gabriel, oddając kilka strzałów w kierunku napastników.

Strzały przeszyły powietrze, a chaos pochłonął całą okolicę. Gabriel odskoczył, pociągając za sobą Enza, aby go ochronić, ale jeden z pocisków trafił go w nogę.

Upadł, zaciskając zęby z bólu.

— Kurwa! — warknął, chwytając się za krwawiącą ranę.

— Trzymaj się, stary! — Enzo rzucił się do niego.

– Szefie! – krzyknął jeden z ludzi podbiegając do tej dwójki jednocześnie osłaniając ich ogniem.

Reszta mężczyzn rozbiegła się, strzelając w kierunku napastników.

— Musimy się stąd wydostać! — krzyknął Enzo.

— Zdradzili mnie... — Gabriel spojrzał na Enza. — Wiedziałem, że ci skurwiele coś knują!

ApparentOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz