Rozdział 30

58 3 6
                                        



Piątek – dzień rozprawy

Meredith siedziała przy stole na sali rozpraw, wetując swoje notatki i dokumenty związane z dzisiejszą rozprawą. Jej długopis sunął po kartkach, gdy przeglądała zapiski, analizując każdą możliwą linię obrony. Dzisiaj miała się zmierzyć ze sprawą, na którą przygotowywała się tygodniami. Odrzuciła włosy, które opadły jej bezwładnie po policzku i cicho wzięła głęboki oddech. Czuła się pewnie jak zawsze. Miała doskonałe dowody pogrążające Olivię a zarazem udowadniające niewinność Gabriela. Dodatkową pewność zapewniał jej elegancki ubiór, który świadczył o tym, że czarnowłosa świetnie odnajduje się w swojej roli. Po chwili drzwi do sali rozpraw otworzyły się a do środka wszedł wysoki i dobrze zbudowany mężczyzna. Pewnym krokiem udał się do znanej mu kobiety, zasiadając na fotelu obok niej. Spojrzał na nią uważnie, z cieniem uśmiechu na ustach.

— Więc tak to teraz wygląda? — rzucił cicho, opierając się wygodnie. — Cały tydzień unikasz mnie jak ognia, a teraz nawet nie raczysz spojrzeć w moją stronę?

Meredith nie przerwała przeglądania notatek.

— Skupiam się na pracy.

— Oczywiście. — prychnął. — I to dlatego nagle odwołałaś naszą kolację? Bo „praca"?

Meredith zacisnęła szczękę, ale nie odpowiedziała od razu. W końcu westchnęła i odłożyła długopis.

— To nieprofesjonalne, Gabriel. Jestem twoją prawniczką, a nie... kimś więcej. Nie powinno być żadnej kolacji.

Gabriel uśmiechnął się gorzko, kręcąc głową.

— Czyli tak po prostu zamierzasz się odciąć? Po wszystkim?

Meredith odwróciła na niego wzrok a ten przeszył go na wskroś. Miał idealnie ułożoną burzę niesfornych brązowych głosów i kilkudniowy zarost. Ubrał się tak jak zwykle czarne eleganckie spodnie, koszula i tego samego koloru marynarka z małym logiem Ralph Lauren. Wyglądał jak model wyjęty z okładki Vogue'a.

— To nie ma znaczenia. Skup się na rozprawie.

Nim Gabriel zdążył odpowiedzieć, Meredith usłyszała ciche „Mer!" zza pleców. Odwróciła się delikatnie i dostrzegła Scarlett siedzącą obok Enzo na widowni. Scarlett machała do niej z uśmiechem, a Enzo wystawił szybko rękę witając się z nią z dala. Meredith skinęła głową i odpowiedziała ledwie zauważalnym uśmiechem, po czym odwróciła się z powrotem odnajdując wzrok w dokumentach.

Zaraz po tym zaczęło napływać coraz więcej ludzi – dziennikarze ustawiali kamery, publiczność szeptała między sobą, a atmosfera stawała się coraz bardziej napięta.

– Wiesz, że tego tak nie zostawię. – powiedział pochylając się w jej kierunku.

Meredith spojrzała na niego kątem oka z obojętnością.

Drzwi otworzyły się i do środka wszedł protokolant.

— Proszę powstać! – jego głos przeszył przestrzeń. – Sąd Stanowy Nowego Jorku, Wydział Cywilny, w sprawie Kilton przeciwko Coven, jest teraz w sesji. Przewodniczy sędzia Anthony Rosario.

Wszyscy wstali.

Sędzia Rosario wszedł pewnym krokiem i zajął miejsce na podwyższeniu. Był to mężczyzna w średnim wieku z okrągłymi okularami, o oliwkowej cerze i uważnym spojrzeniu. Jego czarna toga układała się na ramionach z niemal wojskową precyzją.

— Proszę usiąść.

Dźwięk przesuwanych krzeseł wypełnił salę.

Sędzia Rosario rozejrzał się po sali, zatrzymując wzrok na stronach postępowania. Po chwili skinął głową do protokolanta.

ApparentOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz