Koniec sierpnia nadszedł szybciej, niż Meredith się spodziewała. Wakacyjne dni mijały nieubłaganie, a ona coraz bardziej uświadamiała sobie, że za miesiąc już rozpocznie nową przygodę życia. Jednak tego wieczoru nie myślała o studiach, pracy ani o przyszłości, bo Brandon właśnie sprawił jej niespodziankę.
Telefon zadzwonił nagle, przerywając jej czytanie książki. Spojrzała na ekran – Brandon.
– Hej, mała. Masz jakieś plany na wieczór? – zapytał z tajemniczym uśmiechem w głosie.
– Nie... A powinnam mieć? – odpowiedziała, unosząc brew.
– W takim razie bądź gotowa za pół godziny. Ubierz się wygodnie, ale nie zdradzę ci, dokąd jedziemy.
Zaintrygowana, od razu pobiegła do szafy. Wybrała letnią, jasnoniebieską sukienkę, która delikatnie podkreślała jej figurę, i wygodne sandały. Włosy zostawiła rozpuszczone, a na usta nałożyła odrobinę błyszczyka. Nie miała pojęcia, co wymyślił Brandon, ale serce biło jej szybciej na myśl o tej niespodziance.
Punktualnie trzydzieści minut później przed jej domem zatrzymał się znajomy samochód. Wysiadł z niego Brandon, ubrany w ciemne jeansy i koszulkę w kolorze butelkowej zieleni, która idealnie podkreślała jego sylwetkę. Uśmiechnął się szeroko, widząc Meredith.
– Wyglądasz pięknie. – powiedział, otwierając jej drzwi.
– No dobrze, a teraz zdradzisz mi, dokąd jedziemy? – zapytała z udawaną powagą, zapinając pasy.
– Jeszcze chwilę tajemnicy ci nie zaszkodzi. – zaśmiał się i ruszył w drogę.
Po kilkunastu minutach jazdy, kiedy dotarli na miejsce, Meredith zrozumiała jego plan. Festyn. Kolorowe światła, dźwięki wesołej muzyki i zapach waty cukrowej wypełniały powietrze. Wszędzie widać było roześmiane dzieci i pary trzymające się za ręce.
– Festyn? Naprawdę? – zapytała z uśmiechem, patrząc na Brandona.
– Pomyślałem, że to będzie fajny sposób, żeby się trochę rozerwać. Co ty na to? – spojrzał na nią pytająco.
– Uwielbiam to. – chwyciła go za rękę i pociągnęła w stronę pierwszej atrakcji.
Najpierw spróbowali swoich sił w strzelaniu do puszek – Brandon wygrał dla niej pluszowego misia, którego Meredith od razu przytuliła. Potem kupili po kubku lemoniady i spacerowali między stoiskami, śmiejąc się i żartując. Przejechali się na diabelskim młynie, gdzie Meredith, choć na początku udawała odwagę, w końcu ścisnęła dłoń Brandona, gdy znaleźli się na samej górze.
– Widzisz? Nie było tak strasznie. – powiedział, obejmując ją ramieniem.
– No, może trochę... – przyznała, ale jej oczy błyszczały ekscytacją.
W pewnym momencie, gdy szli w stronę kolejnej atrakcji, podeszła do nich dużo starsza niż Meredith dziewczyna. Miała długie blond, falowane włosy i szeroki uśmiech. Bez chwili wahania podeszła do Brandona i przywitała się z nim ciepło.
Brandon uśmiechnął się uprzejmie.
– Hej Jess. Dawno się nie widzieliśmy. Co u ciebie? – zapytał.
– Jakoś leci, po staremu.– wzruszyła ramionami.
Meredith stała obok, obserwując ich rozmowę. Jess była ładna, pewna siebie i najwyraźniej dobrze znała Brandona. Po chwili dziewczyna spojrzała na Meredith.
– Mer, to jest Jessica. Córka znajomych moich rodziców. Jess, to moja dziewczyna, Meredith. – Brandon przedstawił.
Jessica uśmiechnęła się do Meredith i podała jej rękę, ale Mer poczuła ukłucie niepokoju. Jej ton był uprzejmy, ale nie mogła się pozbyć wrażenia, że dziewczyna przygląda się jej z zaciekawieniem, może nawet zbyt długo. Po krótkiej rozmowie Jessica pożegnała się i odeszła, a Meredith nie mogła powstrzymać się od lekkiego skrzywienia.
– No więc... kto to był? – zapytała, krzyżując ręce na piersi.
Brandon westchnął i spojrzał na nią ciepło.
– Hej, to tylko znajoma. Nie masz się czym martwić. – powiedział cicho.
– Po prostu... to było trochę dziwne. – przyznała szczerze.
Brandon spojrzał jej w oczy i lekko się uśmiechnął.
– Jesteś jedyną, która się dla mnie liczy.
Przygryzła wargę, ale widząc jego szczerość, poczuła, jak napięcie w niej powoli opada.
– No dobrze... wybacz, po prostu... – wzruszyła ramionami.
Brandon uśmiechnął się i nachylił, by pocałować ją w czoło.
– Nie masz za co przepraszać. Chodź, spróbujemy przejażdżki na karuzeli. – zaproponował, chcąc poprawić jej nastrój.
Wieczór upłynął im na kolejnych atrakcjach, rozmowach i śmiechu. Podczas spaceru Meredith powiedziała mu o swojej nowej pracy.
– Muszę ci coś powiedzieć. – zaczęła, gdy usiedli na ławce. – Podjęłam pracę w kawiarni. Chciałam trochę zarobić przed studiami. Byłam już kilka razy zobaczyć czy w ogóle mi to podejdzie i jak na razie nie zamierzam zmienić decyzji. – spojrzała na niego.
– Jestem z ciebie dumny. Bardzo się cieszę, że znalazłaś coś, co ci się podoba. – odpowiedział obejmując ją ramieniem. – Jak ci się tam pracuje?
– Właścicielka jest przesympatyczna, a poznałam też kilka świetnych osób, w tym Scarlett. Jest szalona, ale w najlepszy możliwy sposób. Jak wczoraj miałam swój pierwszy dzień i już zapytała mnie czy jestem chętna na skok na spadochronie. – powiedziała kręcą głową rozbawiona. – To totalne przeciwieństwo mnie, szalona, spontaniczna, a jednak od razu się dogadałyśmy
Brandon spojrzał na nią z uznaniem.
– Może trochę cię zarazi tą swoją spontanicznością? – zażartował, unosząc brew.
Meredith przewróciła oczami, ale nie mogła powstrzymać uśmiechu.
– Wątpię. Skok na spadochronie? Nigdy w życiu. – pokręciła głową stanowczo, ale w jej oczach błysnęło rozbawienie.
Brandon zaśmiał się cicho i ścisnął jej dłoń.
– Nigdy nie mów nigdy. Kto wie, może za jakiś czas sama wyskoczysz z samolotu, a Scarlett będzie na dole czekała, żeby ci pogratulować.
– Bardzo zabawne. – mruknęła, szturchając go lekko w ramię. – Ale tak serio, to miła odmiana. Poznałam kogoś, kto jest zupełnie inny ode mnie, a mimo to od razu znalazłyśmy wspólny język.
Brandon pokiwał głową, patrząc na nią ciepło.
– Cieszę się, Mer. To ważne, żeby mieć wokół siebie fajnych ludzi. A co do pracy... jeśli będziesz miała kiedyś ochotę, chętnie wpadnę do tej kawiarni i zobaczę cię w akcji.
– Tylko nie próbuj być tym wymagającym klientem, co narzeka na wszystko. – zaśmiała się, patrząc na niego ostrzegawczo.
– Ja? Nigdy w życiu. – zaśmiał się Brandon, przyciągając ją lekko do siebie. – Po prostu chcę zobaczyć, jak spełniasz się w tym, co robisz.
Meredith uśmiechnęła się, czując, jak ciepło rozlewa się w jej sercu. Wieczór zakończyli oglądaniem pokazu sztucznych ogni, a gdy Brandon odwoził ją do domu, zatrzymał się na chwilę i spojrzał jej w oczy.
– Dziękuję, że jesteś. – powiedział cicho.
Meredith nie odpowiedziała, tylko pocałowała go delikatnie na pożegnanie.
**
CZYTASZ
Apparent
RomansaBezuczuciowa, szorstka i okropnie piękna adwokat Meredith June, poznaje powoda swojej nowej sprawy. A jak to mówią, ocean jest szeroki i głęboki... a także człowiekowi nie do końca znany. ©seamooncx, 2022,2023,2024,2025.
