Do moich oczu dotarły pierwsze promienie słońca, przebijające się przez białe firany w pokoju. Dotarło do mnie, że zaczyna się kolejny dzień. Przetarłam powieki, próbując pozbyć się resztek snu. Otworzyłam oczy i dopiero wtedy uświadomiłam sobie, gdzie jestem i w jakich okolicznościach.
Spałam w łóżku z Witkiem.
Odruchowo dotknęłam się, sprawdzając, czy wszystko mam na sobie. Piżama, którą założyłam, była na miejscu, a sznurek od spodni związany tak, jak zawsze.
Do niczego nie doszło.
Poczułam ulgę, jakby spadł mi z serca ogromny kamień. Nie jestem pewna, czy bym tego nie chciała — ale wolałabym, żeby zdarzyło się to w bardziej wyjątkowym momencie, w pełni świadomie. Wczoraj wypiliśmy sporo wina. Spojrzałam na nocne szafki — dwie lampki opróżnione do końca.
Odwróciłam głowę w lewo i zobaczyłam jego. Witek spał obok mnie. Jego klatka piersiowa unosiła się spokojnie i rytmicznie. Wyglądał tak spokojnie... jego piękne, duże oczy ukryte pod powiekami. Ogarnęło mnie poczucie ciepła.
To było jak z filmu — wieczór z chłopakiem moich marzeń, wspólna noc, a dzisiaj idziemy razem na wesele jego siostry. Takie rzeczy dzieją się w amerykańskich filmach. A dzisiaj to ja gram główną rolę.
Po przebudzeniu Witek poszedł do kuchni i przygotował nam śniadanie. Omlet z fetą i kawa z ekspresu smakowały wybornie. A może byłam po prostu głodna?
– Jak się czujesz? – zapytał, zanim wziął pierwszy kęs.
– Dobrze, właściwie zaczynam w końcu odpoczywać. Ostatnio miałam sporo stresu.
– To normalne. Dużo u ciebie się działo. – zakaszlał lekko. – Cieszę się, że mogłaś tu odetchnąć.
– Dziękuję. Mam pytanie... kiedy pojawi się reportaż o mojej firmie i moim szefie? – jego wzrok uciekł na talerz, jakby szukał słów.
– Postaram się, żeby poszedł w poniedziałek. Większość materiału mam, muszę tylko posklejać i ustalić czas antenowy. Z tym nie powinno być problemu.
– Rozumiem.
– Stresujesz się tym?
– Tak. Jeszcze nigdy nie byłam w takiej sytuacji.
Witek wyciągnął w moim kierunku dłoń, a ja podałam mu swoją. Oplotł ją swoimi palcami i delikatnie ścisnął. Dreszcz przeszedł mi przez całe ciało.
– To, co zrobiłaś, było słuszne. Masz w sobie odwagę. Jestem z ciebie dumny – powiedział patrząc mi prosto w oczy.
Poczułam się spokojniej. Może ma rację? Postąpiłam dobrze. Po raz pierwszy ktoś powiedział mi, że jest ze mnie dumny. Dotarło do mnie, że nigdy wcześniej nikt nie wypowiedział tych słów w moim kierunku.
Ile jeszcze nowych emocji przy nim odkryję?
– Dziękuję. Teraz zostało mi szukanie nowej pracy.
– Na to też może coś zaradzę.
– Jak to?
Nawet w najśmielszych snach nie wyobrażałam sobie, że Witek pomoże mi w szukaniu pracy.
– Na razie nic nie mówię, bo nie wiem, czy dam radę to załatwić. Ale coś planuję.
– Mogłeś mi o tym powiedzieć wcześniej.
– Po co, skoro nie wiem, czy wyjdzie?
– Żebym miała kolejny powód do wdzięczności?
– Nie robię tego dla wdzięczności.
Reszta śniadania minęła w spokojnej atmosferze. Witek opowiadał o planie dnia. Dowiedziałam się, że ślub odbędzie się nad brzegiem morza — logistycznie trudne, ale pogoda dzisiaj sprzyjała.
***
Nienawidzę się malować. Mam wrażenie, że kredka do brwi zawsze jest za ciemna, kreski wychodzą nierówno, a róż robi ze mnie świnkę Peppę. Rzęsy? Zbyt krótkie. A może po prostu za dużo od siebie wymagam? Stałam już pół godziny przed lustrem i próbowałam naprawić to, co stworzyłam na twarzy. Dzisiaj chcę wyglądać idealnie.
– Wyglądasz idealnie, Chmurko – usłyszałam głos zza uchylonych drzwi. Witek.
Kamień spadł mi z serca.
Z większą pewnością siebie wyszłam wreszcie z łazienki. Witek już gotowy, wystarczyła mu koszula, spodnie, buty i dwa ruchy ręką. My, kobiety, potrzebujemy całej wieczności i walizki kosmetyków. To chyba nie jest sprawiedliwe.
Ubrałam niebieską sukienkę — właściwie w kolorze indygo. Witek miał koszulę w niemal identycznym odcieniu.
– Wyglądamy jak para – powiedział, drapiąc się po głowie, wyraźnie zakłopotany.
– Tak, aż trudno uwierzyć, że się nie umawialiśmy.
– Wielkie umysły myślą podobnie. I chciałem ci jeszcze powiedzieć... jesteś naprawdę piękna. Jestem szczęściarzem, że idziesz dziś ze mną. – zrobił krok bliżej, jego oddech poczułam na skórze.
Zadrżałam.
– Dziękuję – wyszeptałam, sztywniejąc. Komplementy zawsze mnie peszyły.
Witek objął mnie w pasie i poprowadził w stronę drzwi.
Przygodo, zaczynaj się!
CZYTASZ
Nieznany Numer
RomanceCzy wszystkie zdarzenia w życiu dzieją się po coś? Dwudziestoletnia Alicja miała powody, by zadawać sobie to pytanie. Jej życie przebiegało spokojnym rytmem, dopóki nie dostała telefonu od nieznajomego. Niby zwykła pomyłka, ale do Alicji dotarło, ja...
