35. Stresujące Ozdabianie

97 15 8
                                        

Do moich oczu dotarły pierwsze promienie słońca, przebijające się przez białe firany w pokoju. Dotarło do mnie, że zaczyna się kolejny dzień. Przetarłam powieki, próbując pozbyć się resztek snu. Otworzyłam oczy i dopiero wtedy uświadomiłam sobie, gdzie jestem i w jakich okolicznościach.

Spałam w łóżku z Witkiem.

Odruchowo dotknęłam się, sprawdzając, czy wszystko mam na sobie. Piżama, którą założyłam, była na miejscu, a sznurek od spodni związany tak, jak zawsze.

Do niczego nie doszło.

Poczułam ulgę, jakby spadł mi z serca ogromny kamień. Nie jestem pewna, czy bym tego nie chciała — ale wolałabym, żeby zdarzyło się to w bardziej wyjątkowym momencie, w pełni świadomie. Wczoraj wypiliśmy sporo wina. Spojrzałam na nocne szafki — dwie lampki opróżnione do końca.

Odwróciłam głowę w lewo i zobaczyłam jego. Witek spał obok mnie. Jego klatka piersiowa unosiła się spokojnie i rytmicznie. Wyglądał tak spokojnie... jego piękne, duże oczy ukryte pod powiekami. Ogarnęło mnie poczucie ciepła.

To było jak z filmu — wieczór z chłopakiem moich marzeń, wspólna noc, a dzisiaj idziemy razem na wesele jego siostry. Takie rzeczy dzieją się w amerykańskich filmach. A dzisiaj to ja gram główną rolę.

Po przebudzeniu Witek poszedł do kuchni i przygotował nam śniadanie. Omlet z fetą i kawa z ekspresu smakowały wybornie. A może byłam po prostu głodna?

– Jak się czujesz? – zapytał, zanim wziął pierwszy kęs.
– Dobrze, właściwie zaczynam w końcu odpoczywać. Ostatnio miałam sporo stresu.
– To normalne. Dużo u ciebie się działo. – zakaszlał lekko. – Cieszę się, że mogłaś tu odetchnąć.
– Dziękuję. Mam pytanie... kiedy pojawi się reportaż o mojej firmie i moim szefie? – jego wzrok uciekł na talerz, jakby szukał słów.
– Postaram się, żeby poszedł w poniedziałek. Większość materiału mam, muszę tylko posklejać i ustalić czas antenowy. Z tym nie powinno być problemu.
– Rozumiem.
– Stresujesz się tym?
– Tak. Jeszcze nigdy nie byłam w takiej sytuacji.

Witek wyciągnął w moim kierunku dłoń, a ja podałam mu swoją. Oplotł ją swoimi palcami i delikatnie ścisnął. Dreszcz przeszedł mi przez całe ciało.

– To, co zrobiłaś, było słuszne. Masz w sobie odwagę. Jestem z ciebie dumny – powiedział patrząc mi prosto w oczy.

Poczułam się spokojniej. Może ma rację? Postąpiłam dobrze. Po raz pierwszy ktoś powiedział mi, że jest ze mnie dumny. Dotarło do mnie, że nigdy wcześniej nikt nie wypowiedział tych słów w moim kierunku.

Ile jeszcze nowych emocji przy nim odkryję?

– Dziękuję. Teraz zostało mi szukanie nowej pracy.
– Na to też może coś zaradzę.
– Jak to?

Nawet w najśmielszych snach nie wyobrażałam sobie, że Witek pomoże mi w szukaniu pracy.

– Na razie nic nie mówię, bo nie wiem, czy dam radę to załatwić. Ale coś planuję.
– Mogłeś mi o tym powiedzieć wcześniej.
– Po co, skoro nie wiem, czy wyjdzie?
– Żebym miała kolejny powód do wdzięczności?
– Nie robię tego dla wdzięczności.

Reszta śniadania minęła w spokojnej atmosferze. Witek opowiadał o planie dnia. Dowiedziałam się, że ślub odbędzie się nad brzegiem morza — logistycznie trudne, ale pogoda dzisiaj sprzyjała.

***

Nienawidzę się malować. Mam wrażenie, że kredka do brwi zawsze jest za ciemna, kreski wychodzą nierówno, a róż robi ze mnie świnkę Peppę. Rzęsy? Zbyt krótkie. A może po prostu za dużo od siebie wymagam? Stałam już pół godziny przed lustrem i próbowałam naprawić to, co stworzyłam na twarzy. Dzisiaj chcę wyglądać idealnie.

– Wyglądasz idealnie, Chmurko – usłyszałam głos zza uchylonych drzwi. Witek.

Kamień spadł mi z serca.

Z większą pewnością siebie wyszłam wreszcie z łazienki. Witek już gotowy, wystarczyła mu koszula, spodnie, buty i dwa ruchy ręką. My, kobiety, potrzebujemy całej wieczności i walizki kosmetyków. To chyba nie jest sprawiedliwe.

Ubrałam niebieską sukienkę — właściwie w kolorze indygo. Witek miał koszulę w niemal identycznym odcieniu.

– Wyglądamy jak para – powiedział, drapiąc się po głowie, wyraźnie zakłopotany.
– Tak, aż trudno uwierzyć, że się nie umawialiśmy.
– Wielkie umysły myślą podobnie. I chciałem ci jeszcze powiedzieć... jesteś naprawdę piękna. Jestem szczęściarzem, że idziesz dziś ze mną. – zrobił krok bliżej, jego oddech poczułam na skórze.

Zadrżałam.

– Dziękuję – wyszeptałam, sztywniejąc. Komplementy zawsze mnie peszyły.

Witek objął mnie w pasie i poprowadził w stronę drzwi.

Przygodo, zaczynaj się!

Nieznany NumerOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz