Minęło kilka dni od emisji reportażu. Świat stanął na głowie. Telefony nie przestawały dzwonić — najpierw od dziennikarzy, potem od ludzi z pracy, którzy mi dziękowali, że się odezwałam. Jedni płakali, inni tylko powtarzali „wreszcie".
A potem zadzwonił prawnik.
– Pani Alicjo? Dzwonię w imieniu kancelarii reprezentującej państwa w sprawie ugody.
– Ugody? – prawie zakrztusiłam się powietrzem.
– Państwa były pracodawca wyraża chęć wypłacenia odszkodowania oraz zadośćuczynienia za szkody moralne.
Przez chwilę nic nie powiedziałam. Widać, że się bał.
Nie zrobił tego z litości — tylko dlatego, że poczuł oddech prokuratora na karku.
Przyjęłam propozycję. Kwota była tak duża, że w głowie mi się zakręciło.
Odłożyłam telefon i poczułam ulgę.
Wreszcie sprawiedliwość.
Wieczorem poszłam do kawiarni, w której zawsze było bezpiecznie. Potrzebowałam chwili ciszy, by ogarnąć chaos w głowie.
Usiadłam przy stoliku, zamówiłam kawę i patrzyłam, jak krople deszczu spływają po szybie.
Nagle przede mną pojawił się cień.
– Mogę?
Podniosłam wzrok a przede mną stał Michał.
Wyglądał na starszego, trochę zniszczonego, ale wciąż miał ten sam głos, który kiedyś działał na mnie jak balsam.
– Jasne – odpowiedziałam chłodno.
Usiadł naprzeciwko, nerwowo kręcąc łyżeczką w swojej filiżance kawy.
– Alicja... widziałem ten reportaż. Jesteś... niesamowita. Odważna.
– Dzięki.
Milczał chwilę, ciężko nabierając powietrza.
– Wiesz... często myślę, co by było, gdybym nie spieprzył wszystkiego. Gdybym nie związał się z... no, wiesz z kim.
– Z Pauliną – dokończyłam za niego, a on się skrzywił.
– Tak, z Pauliną. – Michał pokiwał głową, wbity w ziemię. – Teraz mamy dziecko, ale... to nie jest szczęśliwe życie.
Zrobiło mi się zimno, ale już mnie to nie bolało.
– Dlaczego mi to mówisz?
– Bo chcę, żebyś wiedziała, że żałuję. Naprawdę. Jesteś najodważniejszą osobą, jaką znam, i... cholernie mi przykro, że cię straciłem.
Poczułam w gardle suchość.
– Michał... nie wracaj do tego. To przeszłość. Ty masz swoje dziecko, swoje życie. Ja mam swoje.
Zamilkł.
– Gdybyś kiedyś chciała pogadać...
– Nie sądzę – ucięłam spokojnie.
Westchnął, wstał powoli i odszedł, jakby zgarbiony pod ciężarem własnych błędów.
Popatrzyłam za nim i poczułam spokój.
To nie jest już moja historia.
***
Po powrocie do mieszkania otworzyłam laptopa i zaczęłam spisywać przepisy do mojej książki kulinarnej.
Byłam wolna.
I gotowa na kolejny rozdział mojego życia.
A kiedy tak stukałam w klawiaturę, w głowie znów pojawił się Witek. Może i zachował się jak skończony dupek na tym weselu, ale... prawda była taka, że uratował mi życie. Dzięki niemu miałam odwagę odejść z miejsca, które mnie niszczyło. Dzięki niemu uwierzyłam, że moje słowa, moje przepisy, mogą mieć wartość.
Może właśnie dlatego dziś miałam w sobie tę moc, żeby pisać dalej.
I wierzyć w siebie.
CZYTASZ
Nieznany Numer
RomantikCzy wszystkie zdarzenia w życiu dzieją się po coś? Dwudziestoletnia Alicja miała powody, by zadawać sobie to pytanie. Jej życie przebiegało spokojnym rytmem, dopóki nie dostała telefonu od nieznajomego. Niby zwykła pomyłka, ale do Alicji dotarło, ja...
