39. Krucha sprawiedliwość

109 14 9
                                        

Minęło kilka dni od emisji reportażu. Świat stanął na głowie. Telefony nie przestawały dzwonić — najpierw od dziennikarzy, potem od ludzi z pracy, którzy mi dziękowali, że się odezwałam. Jedni płakali, inni tylko powtarzali „wreszcie".

A potem zadzwonił prawnik.

– Pani Alicjo? Dzwonię w imieniu kancelarii reprezentującej państwa w sprawie ugody.

– Ugody? – prawie zakrztusiłam się powietrzem.

– Państwa były pracodawca wyraża chęć wypłacenia odszkodowania oraz zadośćuczynienia za szkody moralne.

Przez chwilę nic nie powiedziałam. Widać, że się bał.

Nie zrobił tego z litości — tylko dlatego, że poczuł oddech prokuratora na karku.

Przyjęłam propozycję. Kwota była tak duża, że w głowie mi się zakręciło.

Odłożyłam telefon i poczułam ulgę.

Wreszcie sprawiedliwość.

Wieczorem poszłam do kawiarni, w której zawsze było bezpiecznie. Potrzebowałam chwili ciszy, by ogarnąć chaos w głowie.

Usiadłam przy stoliku, zamówiłam kawę i patrzyłam, jak krople deszczu spływają po szybie.

Nagle przede mną pojawił się cień.

– Mogę?

Podniosłam wzrok a przede mną stał Michał.

Wyglądał na starszego, trochę zniszczonego, ale wciąż miał ten sam głos, który kiedyś działał na mnie jak balsam.

– Jasne – odpowiedziałam chłodno.

Usiadł naprzeciwko, nerwowo kręcąc łyżeczką w swojej filiżance kawy.

– Alicja... widziałem ten reportaż. Jesteś... niesamowita. Odważna.

– Dzięki.

Milczał chwilę, ciężko nabierając powietrza.

– Wiesz... często myślę, co by było, gdybym nie spieprzył wszystkiego. Gdybym nie związał się z... no, wiesz z kim.

– Z Pauliną – dokończyłam za niego, a on się skrzywił.

– Tak, z Pauliną. – Michał pokiwał głową, wbity w ziemię. – Teraz mamy dziecko, ale... to nie jest szczęśliwe życie.

Zrobiło mi się zimno, ale już mnie to nie bolało.

– Dlaczego mi to mówisz?

– Bo chcę, żebyś wiedziała, że żałuję. Naprawdę. Jesteś najodważniejszą osobą, jaką znam, i... cholernie mi przykro, że cię straciłem.

Poczułam w gardle suchość.

– Michał... nie wracaj do tego. To przeszłość. Ty masz swoje dziecko, swoje życie. Ja mam swoje.

Zamilkł.

– Gdybyś kiedyś chciała pogadać...

– Nie sądzę – ucięłam spokojnie.

Westchnął, wstał powoli i odszedł, jakby zgarbiony pod ciężarem własnych błędów.

Popatrzyłam za nim i poczułam spokój.

To nie jest już moja historia.

***

Po powrocie do mieszkania otworzyłam laptopa i zaczęłam spisywać przepisy do mojej książki kulinarnej.

Byłam wolna.

I gotowa na kolejny rozdział mojego życia.

A kiedy tak stukałam w klawiaturę, w głowie znów pojawił się Witek. Może i zachował się jak skończony dupek na tym weselu, ale... prawda była taka, że uratował mi życie. Dzięki niemu miałam odwagę odejść z miejsca, które mnie niszczyło. Dzięki niemu uwierzyłam, że moje słowa, moje przepisy, mogą mieć wartość.

Może właśnie dlatego dziś miałam w sobie tę moc, żeby pisać dalej.

I wierzyć w siebie.

Nieznany NumerOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz