Przez całą noc nie mogłam zmrużyć oka. Myślę, że to przez plan jaki stworzył dla mnie oraz dla samego siebie Witek. Moje myśli biją się czy to na pewno jest słuszne podążać za jego pomysłem. Nigdy nie byłam osobą awanturniczą, nie lubiłam konfrontacji, a wszelkie nieprzyjemne sytuacje dla mnie zamiatałam pod dywan.
Z drugiej strony zastanawiam się czy takie podejście jest akceptowalne dla osoby dorosłej, dojrzałej. Może powinnam nauczyć się w końcu rozwiązywać problemy jakie się napotkały na mojej drodze życia. Mama, zanim umarła, zawsze powtarzała mi, że kobiety muszą być silne. Przez to rozumiała, niezależne od każdego innego. Taka też była. Odkąd zostawił nas ojciec, to ona musiała sprostać zadaniom jakim świat przepisuje dwóm osobom - matce i ojcu. Sama radziła sobie z konfliktami, problemami i przy tym wszystkim dbała, żeby nam nic nie zabrakło. Jednak teraz jest mi tak bardzo potrzebna, jej nie ma. Już żadna porada z jej ust nie trafi do mnie. Przytłacza mnie ta myśl.
Ona by chciała, żebym zaczęła walczyć o siebie. Mój kierownik mnie skrzywdził, więc jemu należy się kara.
Zmęczona brakiem spania postanowiłam, że ten dzień przeleżę na kanapie. Potrzebuje odpoczynku, odstresowania się od wszystkiego, co mi siedzi w głowie. Sięgnęłam po mój ulubiony szary koc. Jest on ogromny, spokojnie dwie osoby mogłyby się nim przykryć. Na szczęście jestem jedyną właścicielką tego koca, więc jest tylko dla mnie. Położyłam się wygodnie na kanapie i włączyłam telewizor stojący na przeciwko niej. W telewizji jak zwykle nie mogłam znaleźć czegokolwiek, co mogło mnie zainteresować, więc postanowiłam przejrzeć Neftlixa z myślą, że będzie tam coś wciągającego. Udało mi się wybrać jeden z top seriali i postanowiłam całkowicie oddać się fabule.
Zajrzałam do telefonu w momencie, gdy jedna ze scen zaczęła mnie przynudzać. Jak się spodziewałam, mogłam tam znaleźć wiadomość od Witka.
Wścibski nieznajomy: Jak samopoczucie Chmurko?
Odpisałam mu szczerze.
You: Źle spałam, męczyły mnie myśli. Nie wiedziałam, czy to już nie jest dla mnie zbyt wiele.
Wścibski nieznajomy: Rozumiem, zawsze ze mną możesz o tym pogadać. Masz ochotę?
Nie, jestem zbyt zmęczona żeby cokolwiek analizować w tej chwili.
You: Napisze jak się troszkę prześpię. Pa.
Wścibski nieznajomy: Dobranoc, Chmurko.
Zapadłam w sen przez cały poranek. Kanapa okazała się wygodniejsza do spania niż moje łóżko. Po drzemce czułam się zdecydowanie lepiej. Dzień wyglądał na wyjątkowo słoneczny jak na tą porę roku. Poczułam jakąś siłę do działania, być może był to dobry moment na napisanie kolejnych przepisów na swoje wypieki. Złapałam za telefon odruchowo by sprawdzić powiadomienia zanim wstanę z kanapy.
Czekała na mnie wiadomość od siostry.
Amelia: Gdzie Ty do cholery jesteś?
O nie, przecież dzisiaj jest wtorek!
***
- Naprawdę bardzo cię przepraszam. Mam nadzieję, że długo na mnie nie czekałaś?
- Zdążyłam zamówić dodatkowego pączka, możesz sobie obliczyć jak ten czas.
- Mam nadzieję, że mi wybaczysz!
Alicja próbowała ze mną żartować jednak wiedziałam, że średnio jest jej do śmiechu. Obiecałam jej, że będę ją wspierać w tym trudnym dla niej okresie, a teraz nawaliłam na całego. Tuż po zbiórce umówiliśmy się na wspólne zakupy do wyprawki dla dziecka. Grzegorz ostatnio bardzo dużo pracuje, jeździ również na wsparcie do innych miast, gdy pożary zaczynają być coraz potężniejsze. Amelia, mimo wszystko, została sama w tej nowej roli jaką zaraz przyjdzie jej pełnić. Rolę Mamy. I choć wiem, że jej też tak bardzo brakuje mamy jak mi, to też wiem, że nie ma zamiaru się do tego przyznać na głos. Będzie zgrywać twardziela, a to tak naprawdę to ja powinnam teraz przejąć tą rolę.
Weszłyśmy do centrum handlowego na docelowe zakupy. Czułam wewnętrzne szczęście, że w budynku nie ma aż tylu ludzi. Myślę, że wszyscy jeszcze czekają na zakupowe szaleństwo w czasie przygotowań do świąt. Nigdy nie lubiłam wtedy galerii handlowych bo rzesza osób jaka tam była, całkowicie mnie przytłaczała. Dzisiaj jest na tyle komfortowo, że nie muszę się martwić czy za chwilę nie wpadnę na innego przechodniego.
- Przyjechałaś tu swoim autem czy autobusem? - Zapytała Amelia rozglądając się po witrynach mijanych sklepów.
- Przyjechałam autem.
- Świetnie, planowałam kupić już zapas pieluch. Nie chcę stresować się po porodzie, że nie mam ich wystarczająco dużo. A ty masz większe auto, więcej dopchamy rzeczy do ciebie.
Tak też właśnie było. W sklepie dziecięcym Amelia znalazła regały wypełnione wyłącznie pieluchami. Dla mnie, jako dla osoby, która nigdy nie opiekowała się dzieckiem, była to czarna magia. Nie miałam pojęcia, że są dedykowane rozmiary dla noworodków, a później dla kolejno rosnącego dziecka większe. Niby każdy może zostać rodzicem, jednak wiedzę o tym wszystkim muszą się ludzie dowiadywać sami. Amelia dobrała również kilka opakowań chusteczek, płynów do mycia, oliwki, malutkie nożyczki do paznokci. Było tego naprawdę wiele. Sukcesywnie ładowała produkty do wózka, które usilnie próbowałam prowadzić w tym samym kierunku, co zmierzała Amelia.
- Tego naprawdę robi się dużo. - Powiedziałam głośniej w kierunku Amelii.
- Wiem, może poczekaj tu z tym wózkiem, a ja jeszcze skoczę do działu z ubrankami.
- Jak sobie życzysz.
Stanęłam w jednej z alejek z wózkiem zawalonym po brzegi przez produkty dla dzieci. Nie mogło do mnie dojść jak tak mały człowiek może potrzebować tak wielu rzeczy i to tylko na czas narodzin. Uporczywie rozglądałam się po sklepie z nadzieją, że znajdę jeszcze kogoś, kto ma dokładnie tak samo zapełniony wózek jak my. Kątem oka dostrzegłam młodego mężczyznę z wózkiem zapchanym przez pieluchy. Nie był on zbyt wysokim i tęgim mężczyzną, więc miałam wrażenie, że to wózek kontroluje jego, a nie on go. Siłą udało mu się go odwrócić i dopiero dostrzegłam, że znam tego mężczyznę.
- Alicja, Cześć. Co ty tutaj robisz?- Przerwał. - Rany, czy ty...
- Nie!
------
Od Autora
Przeżyliśmy styczeń! Czy jest jeszcze ktoś kto tak bardzo się z tego powodu cieszy jak ja?
Mam wrażenie, że ten rozdział jest inny od pozostałych. Dajcie znać, czy wy też czujecie to samo?
Chciałam tylko też Wam napisać, że czasami jest to okej, gdy nie macie siły na nic i potrzebujecie poleżeć na kanapie (tak jak Alicja). Nie wymagajmy od siebie przenoszenia gór, bądźmy just enough!
Jak zwykle czekam na Wasze komentarze oraz gwiazdki pod rozdziałem. Dalej ogrom siły do pisania daje mi to, że jesteście razem ze mną <3
CZYTASZ
Nieznany Numer
RomanceCzy wszystkie zdarzenia w życiu dzieją się po coś? Dwudziestoletnia Alicja miała powody, by zadawać sobie to pytanie. Jej życie przebiegało spokojnym rytmem, dopóki nie dostała telefonu od nieznajomego. Niby zwykła pomyłka, ale do Alicji dotarło, ja...
