37. Słodko-Gorzka Polewa

119 19 8
                                        

Oddychałam ciężko, wpatrując się w dekoracje z pszczelimi motywami — tak słodkimi, że aż robiło mi się mdło. Próbowałam wmówić sobie, że dam radę, że przecież nic złego mnie tu nie spotka. Ale serce biło mi szybciej z każdą chwilą.

Nagle, tuż obok mnie, pojawiła się kobieta o jasnych włosach, w eleganckiej pastelowej sukience. Smukła, z pewnym siebie spojrzeniem, które przeszło po mnie niczym skaner w sklepie.

– Alicja, tak? – zapytała, unosząc brew.

– Tak, Alicja – odpowiedziałam, starając się brzmieć pewnie.

– Jestem Wiktoria, siostra Witka. – uśmiechnęła się szeroko, ale ten uśmiech nie sięgał jej oczu. – Chciałam tylko zapytać... skąd się znacie?

– Poznaliśmy się w kawiarni – odpowiedziałam, nerwowo ściskając pasek torebki.

– W kawiarni? Och, czyli... obsługiwałaś go?

Zamrugałam, poczułam, że moje policzki płoną.

– Nie, bardziej... rozmawialiśmy, dzieliliśmy się pasją do wypieków.

– Rozumiem. – jej mina była trudna do odczytania. – Cóż, witaj w rodzinie.

Zabrzmiało to tak, jakby w rodzinie miałam być tylko na chwilę, na próbę.

– Mam nadzieję, że odnajdziesz się wśród nas. To nie jest proste, wiesz? – dodała spokojnym, prawie czułym tonem, ale wyczułam w tym ukryty przytyk.

– Dam sobie radę – odpowiedziałam, zaciskając usta.

– Oby. – uśmiechnęła się raz jeszcze i odeszła, unosząc głowę wysoko, jakby jej szyja była stworzona tylko do noszenia korony.

***

Zostałam sama. Wzięłam głęboki wdech i spojrzałam w tłum, szukając Witka.

Znalazłam go bardzo szybko. I w tej samej sekundzie poczułam, że coś mnie przeszywa na wskroś.

Stał obok ciemnowłosej dziewczyny w czerwonej sukience, śmiał się do niej szeroko. Dziewczyna wybuchła śmiechem, a wtedy on — zupełnie jakby to było najnormalniejsze na świecie — przyłożył jej rękę do jej pośladka, jeszcze ją poklepał.

Zamurowało mnie.

Patrzyłam, jak się bawi, jak czuje się pewny siebie, otoczony znajomymi, a ja? Ja byłam tylko dodatkiem do jego idealnej historii.

Poczułam gulę w gardle. Miałam ochotę podejść i mu przyłożyć.

Zacisnęłam pięści.

Nie dam mu tej satysfakcji, że zobaczy moje łzy.

Odwróciłam się na pięcie i odeszłam kilka kroków, by złapać oddech.

W tej chwili zadzwonił mój telefon.

Telefon drżał w mojej dłoni, serce waliło jak oszalałe.

– Ala? – usłyszałam głos Amelii. – Coś się dzieje... mam skurcze, jeszcze nie regularne, ale się boję, że to już zaczyna się na poważnie.

– O Boże, Amelka! Już?

– Tak... chyba powinnam jechać do szpitala, ale sama się boję...

– Jasne, zaraz do ciebie jadę – wyrzuciłam z siebie od razu.

Rozłączyłam się i odetchnęłam głęboko, czując w brzuchu strach i panikę. Odwróciłam się, żeby podejść do Witka i powiedzieć mu, że muszę jechać.

Był tam. Stał w tej samej grupce. Wciąż śmiał się z ciemnowłosą dziewczyną, a ta trzymała go za ramię. Kiedy podeszłam, jeszcze raz zauważyłam, jak muska jej biodro dłonią.

Miałam ochotę go rozszarpać.

– Witek! – warknęłam, podchodząc stanowczo.

Odwrócił się, trochę zdziwiony.

– Co się dzieje?

– Możesz mi wytłumaczyć, dlaczego dotykasz tej dziewczyny?!

Jego mina od razu się zmieniła.

– Przestań, to tylko żart!

– Żart?! Ty sobie żartujesz na moich oczach, łapiąc kogoś za tyłek?

– Alicja, nie rób sceny. To przyjaciółka, wyluzuj.

– Wyluzuj?! Mam patrzeć, jak mnie traktujesz jak powietrze i jeszcze się dobrze bawisz?

Westchnął, odwracając wzrok, jakby już miał mnie dość.

– Nie teraz, dobrze? Nie psuj mi wesela.

– Twojego wesela?! – prawie krzyknęłam. – Ty mnie wziąłeś tutaj jak ozdóbkę, a potem dotykasz innych? I jeszcze masz czelność mówić, żebym nie psuła ci zabawy?

Goście zaczęli się rozglądać, więc próbował mnie odciągnąć w bok.

– Możemy nie robić dramatu przy wszystkich?

– Nie robię dramatu, tylko mówię ci prawdę!

Zacisnęłam dłonie tak mocno, że paznokcie wbiły mi się w skórę.

– I jeszcze jedno – dodałam przez zaciśnięte zęby. – Muszę jechać do siostry. Zaczyna rodzić.

Jego oczy otworzyły się szerzej.

– Teraz?!

– Tak, TERAZ!

– Alicja, serio? To jest ślub mojej siostry, możesz zostać chociaż do pierwszego tańca!

Zatkało mnie.

– Ty nie jesteś normalny. Mam wybrać TWÓJ BAL zamiast rodzącej siostry?!

– Nie przesadzaj, przecież to nie trwa dwie minuty, zdążysz potem...

Patrzyłam na niego i nie poznawałam go.

– Wiesz co? – wysyczałam. – Chyba się pomyliłam co do ciebie.

– Alicja, poczekaj...

Ale już nie czekałam. Odwróciłam się i wyszłam, nie oglądając się za siebie.

Nie miał prawa mnie zatrzymywać. Nie miał prawa mnie tak traktować.

Nieznany NumerOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz