Oddychałam ciężko, wpatrując się w dekoracje z pszczelimi motywami — tak słodkimi, że aż robiło mi się mdło. Próbowałam wmówić sobie, że dam radę, że przecież nic złego mnie tu nie spotka. Ale serce biło mi szybciej z każdą chwilą.
Nagle, tuż obok mnie, pojawiła się kobieta o jasnych włosach, w eleganckiej pastelowej sukience. Smukła, z pewnym siebie spojrzeniem, które przeszło po mnie niczym skaner w sklepie.
– Alicja, tak? – zapytała, unosząc brew.
– Tak, Alicja – odpowiedziałam, starając się brzmieć pewnie.
– Jestem Wiktoria, siostra Witka. – uśmiechnęła się szeroko, ale ten uśmiech nie sięgał jej oczu. – Chciałam tylko zapytać... skąd się znacie?
– Poznaliśmy się w kawiarni – odpowiedziałam, nerwowo ściskając pasek torebki.
– W kawiarni? Och, czyli... obsługiwałaś go?
Zamrugałam, poczułam, że moje policzki płoną.
– Nie, bardziej... rozmawialiśmy, dzieliliśmy się pasją do wypieków.
– Rozumiem. – jej mina była trudna do odczytania. – Cóż, witaj w rodzinie.
Zabrzmiało to tak, jakby w rodzinie miałam być tylko na chwilę, na próbę.
– Mam nadzieję, że odnajdziesz się wśród nas. To nie jest proste, wiesz? – dodała spokojnym, prawie czułym tonem, ale wyczułam w tym ukryty przytyk.
– Dam sobie radę – odpowiedziałam, zaciskając usta.
– Oby. – uśmiechnęła się raz jeszcze i odeszła, unosząc głowę wysoko, jakby jej szyja była stworzona tylko do noszenia korony.
***
Zostałam sama. Wzięłam głęboki wdech i spojrzałam w tłum, szukając Witka.
Znalazłam go bardzo szybko. I w tej samej sekundzie poczułam, że coś mnie przeszywa na wskroś.
Stał obok ciemnowłosej dziewczyny w czerwonej sukience, śmiał się do niej szeroko. Dziewczyna wybuchła śmiechem, a wtedy on — zupełnie jakby to było najnormalniejsze na świecie — przyłożył jej rękę do jej pośladka, jeszcze ją poklepał.
Zamurowało mnie.
Patrzyłam, jak się bawi, jak czuje się pewny siebie, otoczony znajomymi, a ja? Ja byłam tylko dodatkiem do jego idealnej historii.
Poczułam gulę w gardle. Miałam ochotę podejść i mu przyłożyć.
Zacisnęłam pięści.
Nie dam mu tej satysfakcji, że zobaczy moje łzy.
Odwróciłam się na pięcie i odeszłam kilka kroków, by złapać oddech.
W tej chwili zadzwonił mój telefon.
Telefon drżał w mojej dłoni, serce waliło jak oszalałe.
– Ala? – usłyszałam głos Amelii. – Coś się dzieje... mam skurcze, jeszcze nie regularne, ale się boję, że to już zaczyna się na poważnie.
– O Boże, Amelka! Już?
– Tak... chyba powinnam jechać do szpitala, ale sama się boję...
– Jasne, zaraz do ciebie jadę – wyrzuciłam z siebie od razu.
Rozłączyłam się i odetchnęłam głęboko, czując w brzuchu strach i panikę. Odwróciłam się, żeby podejść do Witka i powiedzieć mu, że muszę jechać.
Był tam. Stał w tej samej grupce. Wciąż śmiał się z ciemnowłosą dziewczyną, a ta trzymała go za ramię. Kiedy podeszłam, jeszcze raz zauważyłam, jak muska jej biodro dłonią.
Miałam ochotę go rozszarpać.
– Witek! – warknęłam, podchodząc stanowczo.
Odwrócił się, trochę zdziwiony.
– Co się dzieje?
– Możesz mi wytłumaczyć, dlaczego dotykasz tej dziewczyny?!
Jego mina od razu się zmieniła.
– Przestań, to tylko żart!
– Żart?! Ty sobie żartujesz na moich oczach, łapiąc kogoś za tyłek?
– Alicja, nie rób sceny. To przyjaciółka, wyluzuj.
– Wyluzuj?! Mam patrzeć, jak mnie traktujesz jak powietrze i jeszcze się dobrze bawisz?
Westchnął, odwracając wzrok, jakby już miał mnie dość.
– Nie teraz, dobrze? Nie psuj mi wesela.
– Twojego wesela?! – prawie krzyknęłam. – Ty mnie wziąłeś tutaj jak ozdóbkę, a potem dotykasz innych? I jeszcze masz czelność mówić, żebym nie psuła ci zabawy?
Goście zaczęli się rozglądać, więc próbował mnie odciągnąć w bok.
– Możemy nie robić dramatu przy wszystkich?
– Nie robię dramatu, tylko mówię ci prawdę!
Zacisnęłam dłonie tak mocno, że paznokcie wbiły mi się w skórę.
– I jeszcze jedno – dodałam przez zaciśnięte zęby. – Muszę jechać do siostry. Zaczyna rodzić.
Jego oczy otworzyły się szerzej.
– Teraz?!
– Tak, TERAZ!
– Alicja, serio? To jest ślub mojej siostry, możesz zostać chociaż do pierwszego tańca!
Zatkało mnie.
– Ty nie jesteś normalny. Mam wybrać TWÓJ BAL zamiast rodzącej siostry?!
– Nie przesadzaj, przecież to nie trwa dwie minuty, zdążysz potem...
Patrzyłam na niego i nie poznawałam go.
– Wiesz co? – wysyczałam. – Chyba się pomyliłam co do ciebie.
– Alicja, poczekaj...
Ale już nie czekałam. Odwróciłam się i wyszłam, nie oglądając się za siebie.
Nie miał prawa mnie zatrzymywać. Nie miał prawa mnie tak traktować.
CZYTASZ
Nieznany Numer
RomanceCzy wszystkie zdarzenia w życiu dzieją się po coś? Dwudziestoletnia Alicja miała powody, by zadawać sobie to pytanie. Jej życie przebiegało spokojnym rytmem, dopóki nie dostała telefonu od nieznajomego. Niby zwykła pomyłka, ale do Alicji dotarło, ja...
