30. Akcja i Reakcja Babeczki

157 26 10
                                        

Wszystkie produkty dla noworodka Amelii okazały się całkowicie wypełniać bagażnik. Dodatkowo dowiedziałam się, że jednak moje ręce są słabe. Po targaniu wszystkich pieluch i innych produktów dostanę zakwasów w rękach. Nie sądziłam, że aż tak jest ze mną źle.

- Jak się z tym wszystkim czujesz? - pyta Amelia, gdy już ostatnie produkty wnoszę do jej mieszkania.

- Że zostanę ciocią? Wspaniale. -Odpowiedziałam.

- Nie, że Michał jest z Pauliną.

- A co mnie to interesuje. - obawiam się, że mój głos zabrzmiał zbyt teatralnie.

- Przecież wcześniej Michał był dla ciebie ważny.

- No właśnie, wcześniej był. Teraz już nie jest, ma swoje życie. - Rozglądam się po jej mieszkaniu. - Gdzie ci te wszystkie rzeczy przełożyć?

Za każdym razem, gdy Alicja próbowała rozpocząć znów ten temat, próbowałam przerwać jej już na wstępie. Nie chce o nim myśleć, o jego wybrance, a co dopiero o ich wspólnym dziecku. Wiem, że martwi się o mnie i o moje emocje, jednak mam wrażenie, że jak zacznę o nich rozmawiać to rozdmucham je w sobie na dobre.

Przed wyjściem, Alicja namówiła mnie, żebym następnym razem przyniosła jej babeczki. Zaznaczyła jednak, że zamiast cukru, mam użyć erytrol.

- Proszę kakaowe z jakimś ciekawym dodatkiem. Ty w to umiesz, coś dobierzesz. - Mówiła do mnie Amelia, kiedy próbowałam ubrać buty, jak się później okazało, spuchnięte od zmęczenia stopy.

- Pewnie, do zobaczenia później.

Wspólny uścisk był niemalże niemożliwy. Między nami był ogromny brzuch Amelii, który ograniczał swobodne dostanie się do jej ramion. Na tyle ile mogliśmy okazaliśmy sobie i wyszłam z jej mieszkania. Totalnie wykończona fizycznie, ale przez całą akcję z Michałem, również psychicznie.

***

Zastanawiałam się, czy tylko ja tak mam, że pod wpływem zmęczenia mózg wchodzi w inny tryb trawienia pewnych problemów. Szuka rozwiązań, które jako jedyne są logiczne.

W mieszkaniu dotarło do mnie, że spotkanie Michała w sklepie było też pewnego rodzaju szczęściem. Upewnił mnie, że przypuszczenia Witka były i są poprawne. Nie zostało mi nic innego jak zakończyć tą pracę na moich własnych zasadach. Dlatego musiałam to zrobić teraz, póki nie zmienię zdania. Sięgnęłam po telefon i wykonałam połączenie.

- Hej, chciałam tylko powiedzieć, że wchodzę w to. - Powiedziałam, gdy tylko usłyszałam dźwięk potwierdzający odbiór.

- Cześć Chmurko, bardzo się cieszę. Ja w międzyczasie pracowałem dalej. Mam dla ciebie instrukcje jak rozmawiać ze swoim kierownikiem. Zaraz ci podeśle. Dobrze by było, żeby zadziało się to jeszcze w tym tygodniu.

- Czekam więc na instrukcje. - Odpowiadam pewnie.


Dobrze, że nie widzi mojej miny. Próbuje mieć pewną siebie minę sugerującą, że wiem co robię. Chociaż w głowie jeszcze kręci się lekki misz masz.

- A tak w ogóle, jak przygotowania do ślubu? Masz już sukienkę?

W tym wszystkim zapomniałam o tym, że będę osobą towarzyszącą Witka na ślubie, który będzie już w ten weekend. Sukienki nie miałam żadnej przygotowanej. Nie zostało mi nic innego niż kłamać w tej sprawie. Nie chcę go niepokoić.

- Pewnie, wszystko gotowe.

- Świetnie, kupiłem Ci bilet na pociąg na piątek wieczorem. Ślub będzie w sobotę o godzinie 14, więc spokojnie będziesz miała czas na przygotowanie się. Pomyślałem też, że w piątek możemy sobie gdzieś wyjść, pokaże ci miasto.

- Bardzo się cieszę. Już dawno chciałam je zwiedzić.

- A ja już dawno chciałem z tobą spędzić tu czas.

Znów czuje motyle w brzuchu. 

Nieznany NumerOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz