36. Miód wesele

108 18 8
                                        

Witek przez całą drogę do auta trzymał mnie delikatnie za biodro. Czułam się trochę onieśmielona, ale i szczęśliwa.

Pod budynkiem czekało eleganckie, białe Audi A6. W środku białe skórzane siedzenia wyglądały tak luksusowo, że aż poczułam się nie na miejscu. Moje stare auto nie mogło się nawet równać.

Czy ja naprawdę pasuję do takiego świata?

Witek przypomniał mi, żebym zapięła pasy. Zupełnie o tym zapomniałam, więc pospiesznie je zapięłam. Silnik zagrał miękko, a radio włączyło się na popularnej stacji. Akurat leciała „Lovers" Taylor Swift. Uśmiechnęłam się odruchowo.

– Uwielbiam tę piosenkę – zagaiłam.
– Taylor Swift? No tak, każda dziewczyna ją słucha.
– Coś w tym złego?
– Myślałem, że nie jesteś „każda".

Czy to był komplement?

– No cóż, Taylor Swift to życie.
– Czyli każda dziewczyna ma rację... może też zacznę jej słuchać? – roześmiał się.
– Bardzo dobry pomysł.

Droga na wesele minęła szybko, może pół godziny. Rozmawialiśmy o drobiazgach, choć ja czułam narastający stres. Nigdy wcześniej nie byłam niczyją osobą towarzyszącą. Bałam się, czy dobrze wypadnę, czy makijaż się nie rozmaże, czy sukienka się nie pogniotła. I czy Witek nie pożałuje, że mnie zabrał.

Gdy dotarliśmy na miejsce, zobaczyłam przepiękny pałacyk z wielkim ogrodem. Obok był staw, a nad nim mostek i mnóstwo kwiatowych dekoracji. Raj.

– Pięknie tu! – zachwyciłam się.
– Jest stres? – spytał Witek, parkując.
– Trochę... ale pięknie jest.
– Zawsze tu urządzamy wesela. Jak będziemy mieli chwilę, oprowadzę cię. Tam dalej są nawet kozy – pokazał ręką w dal.
– Serio? Świetnie, chętnie zobaczę.
– I dziękuję ci, że jesteś tu dziś ze mną. To dla mnie ważne.
– Też się cieszę, że mnie zaprosiłeś.

Motyle w brzuchu wpadły w istny obłęd.

Witek otworzył mi drzwi, a potem objął mnie w pasie. Weszliśmy razem na teren przyjęcia.

– Gotowa? – zapytał jeszcze.
– Tak – nabrałam głęboko powietrza.

Dekoracje okazały się inspirowane miodem — wszędzie motywy plastrów, pszczółek, złoto-żółte kolory.

Witek witał się z rodziną: „Cześć ciociu, cześć wujku". Po kilku wymianach uprzejmości przedstawiał mnie jako swoją osobę towarzyszącą. Miałam wrażenie, że wszyscy mierzą mnie wzrokiem od stóp do głów i analizują, czy jestem „wystarczająco dobra".

Nie byłam przyzwyczajona do takich ocen.

Po chwili Witek odciągnął mnie na bok, pod ścianę.

– Jak się czujesz?
– Wszyscy bardzo mili... – odpowiedziałam, ale sama nie wiedziałam, czy to prawda.
– Tak, taka jest moja rodzina. Zawsze uśmiechnięta i zawsze miła – rzucił teatralnie.

Musiałam zapytać o miód.

– Witek, czemu tu tyle pszczelich dekoracji?
– Pamiętasz, jak ci mówiłem, że czasem nazywają mnie „Pszczoła"?
– Tak, ale co to ma wspólnego z tym?
– No cóż... kojarzysz markę „Miód Pszczelarza"?
– Jasne, przecież to hit!
– Właśnie. Ja i moja siostra Wiktoria jesteśmy dziećmi właściciela tej marki.

Szok.

Nagle podszedł do nas młody mężczyzna, cały spocony.

– Witek, możesz podejść do gospodarczego? Potrzebujemy cię tam.

– Zaczekaj tu chwilę, zaraz wrócę – powiedział i zniknął.

A ja zostałam sama z myślą, że mężczyzna, z którym spędziłam noc... jest synem najbogatszego człowieka w tej części kraju.

Nieznany NumerOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz