19. Gościnnie u Babeczki

188 35 16
                                        

Jak zaplanowałam, tak zrobiłam. Postanowiłam przez cały tydzień dawać z siebie dwieście procent w pracy. Maszynę znam już na tyle dobrze, że łatwo odnalazłam miejsca do podkręcenia parametrów. W trakcie robienia jednej z rzeczy przygotowałam się do drugiej. Ograniczyłam również wizyty w toalecie, co też skutkowało lepszymi rezultatami. Ostatecznie osiągnęłam rezultat wyższy od zamierzonego mi planu. Wszystko to notowałam sobie w notatniku na potrzeby późniejszej konfrontacji.

Piątek wieczór był to mój ostatni dzień w pracy. Byłam całkowicie wykończona, powieki same kleiły się do siebie. Mimo to musiałam przygotować się na spotkanie z Witkiem. Moją jedyną otuchą w całym tym zawirowaniu. Celem było przygotowanie dużej ilości babeczek, tak by przekonać do siebie chłopaka.

Jeśli nie polubi mnie, to może polubi słodkości?

Tak sobie myślałam. Wszystkie potrzebne produkty kupiłam w sklepie. Część z nich już miałam, jednak uznałam, że lepiej będzie, gdy owoce będą świeże.

Wścibski nieznajomy: Przeprowadzam wywiad z samego rana. W związku z tym będę mógł być u Ciebie jutro o 14. Do zobaczenia Chmurko.

You: Nie mogę się doczekać!

Nie pisaliśmy ze sobą przez ten tydzień. Raz napisał do mnie i życzył mi miłej pracy. Pozostałe dni okazały się bez rozmów. Chyba oboje się szykujemy na jutrzejszy wieczór.

Zmęczenie zaczynało wygrywać ze mną. Dodatkowo pojawiły się zakwasy w kończynach. Uznałam, że lepszym pomysłem będzie, jak pójdę się nieco zdrzemnąć. Następnie wstanę i zacznę przygotowywać to, co musi zostać wykonane perfekcyjnie. W końcu zależy mi na spotkaniu z Witkiem.

***

Do moich uszu dobiega dźwięk dzwonka moich drzwi. Zastanawiam się, którą mamy godzinę i dlaczego ktoś próbuje się do mnie dobić.

Jest godzina 14.00. Dzisiaj byłam umówiona na spotkanie z Witkiem.

Nawet nie zdawałam sobie sprawy, jak mój organizm był przemęczony tygodniową pracą ponad stan. Byłam wściekła na siebie. Być może zbliża się najlepszy wieczór dla mnie, a ja się do tego nie przygotowałam. Spojrzałam na siebie w lustrze. Moje włosy rozchodzą się na każdą możliwą stronę. Dodatkowo mam na sobie podarte ciuchy. To nie jest odpowiedni strój na powitanie swojego obiektu westchnień.

Z drugiej strony już mnie widział z dziecięcymi chmurkami na brwiach.

Dzwonek daje o sobie znaki po raz drugi, więc musiałam podjąć decyzję tu i teraz, co powinnam zrobić.

- Cześć- mówię gdy dłonie naciskają na klamkę od drzwi.

Ujrzałam Witka. W niebieskiej lnianej koszuli i czarnych spodniach. Jego twarz zdobił jego idealny uśmiech.

Moje nogi stały się jak waty.

-Cześć, wpuścisz mnie do środka?

- Yy, Ja...tak, wejdź. - dopiero do mnie doszło, że stałam jak wryta i patrzyłam się na niego, zamiast zaprosić do środka. - Przepraszam cię bardzo.- rozszerzyłam drzwi tak, by mógł wejść do mieszkania- miałam bardzo trudny tydzień i niestety zaspałam.

- Dobrze się czujesz? - spytał, gdy podawał mi ze swojej torby butelkę wina.

No tak, każda kobieta bez makijażu wygląda na chorą. Zapominam o takich prostych skojarzeniach.

- Tak, jak najbardziej. - przerywam. - proszę, rozgość się, ja pójdę się przebrać w normalne ciuchy.

Widzę, jak Witek rozgląda się po mieszkaniu. Ocenia jego wystrój? Odkąd nasza mama odeszła praktycznie nic nie zmieniałam w tym mieszkaniu. Zależało mi na tym, by czuć się dalej jak w domu. Tak jakby ona ciągle tu była.

Poszłam do sypialni i nerwowo otworzyłam szafę. Nic wcześniej sobie nie przygotowałam do ubrania. Z plusów tej sytuacji wiem, jak ubrał się Witek na nasze spotkanie, stąd mogę stonować swój ubiór do tego samego poziomu. Szukam czarnych spodni, które pasują do wszystkiego. Do tego dobieram bawełnianą bluzkę w kolorze butelkowej zieleni. Będzie ona podkreślać zielony kolor moich oczu. W związku z tym, że jest to dla mnie wyjątkowy moment, postanawiam też mieć rozpuszczone włosy. Moje długie, jasne włosy wyzwoliły się niechlujnego koka, w którym wcześniej spałam. Wyczesałam je tak, by przypominały strumień wody opadający na moje plecy. Nie chciałam zbyt długo zostawiać Witka samego, dlatego zrezygnowałam z nakładania makijażu, jednak nie mogłam sobie odpuścić kremu nawilżającego na twarz, a także pomalowałam pachnącym błyszczykiem usta.

Teraz mogę się mu pokazać.

- Naprawdę bardzo Cię przepraszam za moje nieprzygotowanie. W tym tygodniu tyle się działo, że mój organizm całkowicie stracił rachubę.

Witek siedział na kanapie w salonie. W mojej głowie wyobrażałam sobie, że będziemy rozmawiać przy stole. Wtedy też zakładałam, że będę miała babeczki.

Stół byłby dla mnie również bezpieczną sferą.

- Spokojnie. Rozumiem jak najbardziej. - przerwał. - Czy mówił ktoś Tobie, że jesteś piękna?

Mój mózg nie mógł tego przetrawić. Ja? Piękna? To nie jest możliwe. Odkąd zaczęłam dojrzewać, nigdy nie pomyślałam o sobie, że mogę podobać się płci przeciwnej. Owszem, spoglądałam na chłopaków ze szkoły. Nawet jeden z nich wydawać by się mogło, że mógłby być dla mnie wyjątkowy. Jednak nigdy nie sądziłam, że u któregokolwiek miałabym jakąś szansę. Witek wydawał się dla mnie być nieco inny. Jednak dalej nie mogę dopuścić do głowy szansy, że komukolwiek mogę się podobać.

- Ja? No coś ty. Tak tylko mówisz. - odpowiadam zakłopotana.

- Nie, masz piękne oczy.- wstał z kanapy i podszedł do mnie.- Zielone. Wiesz, że zielony, to najrzadszy kolor oczu? Przez to są bardzo wyjątkowe.

- Dziękuję. - Nie wiedziałam, co mam mu odpowiedzieć na to, więc postanowiłam zmienić temat. - Chciałbyś wina?

Sam sobie przyniósł, to niech się wypije.

***

Przez okres pół godziny rozmawialiśmy o totalnych bzetach. Opowiadał mi o swoim wywiadzie z Wojewodą Województwa. Twierdził, że straszny z niego sztywniak. Ja mu z kolei opowiadałam o tym jak zmieniała się władza w naszych rejonach.

- Ale nuda z tą polityką co? Nienawidzę relacjonować zdarzenia w polityce. - podsumował.

- Wymaga na pewno większego skupienia. A co lubisz najbardziej relacjonować?- zapytałam. Może poznam go nieco lepiej.

- Najlepiej nic. Jak już Ci mówiłem, dziennikarstwo to marzenie mojego ojca.

- Rozumiem.

- A jak Ci idzie szykowanie babeczek. Dzisiaj nie ma tu nic. Mam nadzieje, że nie porzuciłaś tego pomysłu.

- Nie, ciągle zbieram pomysły na babeczki do mojej książki. - odpowiedziałam zawstydzona.

Jaka ze mnie gospodyni, skoro nie postawiłam nic na stół do jedzenia. Moja mama byłaby na mnie wściekła.

- Pokaż.- machnął głową w moim kierunku.

- Co mam Ci pokazać.

- Zdjęcia swoich pomysłów. Powiem Ci, czy na samą myśl robię się głodny. 


-------

Od Autora

Rozdziale 19, witaj na Wattpadzie.

Musicie wiedzieć, że pisałam go 3 razy. Mój prawdziwy pierwszy kryzys w tej historii.

Poradziłam sobie? Co sądzicie o tym rozdziale? Wszelka konstruktywna krytyka mile widziana. 

A jak wy radzicie sobie z kryzysami w pisaniu? Macie jakieś triki na to?

Nieznany NumerOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz