Rozdział 23

9.1K 349 15
                                        

Po dwóch tygodniach ciężkiego pobytu w szpitalu wreszcie zostałam wypisana do domu. Marcel odwiedzał mnie codziennie, zarówno rano, jak i wieczorem, próbując nawiązać ze mną rozmowę, lecz odpowiadałam mu jedynie ciszą. Siedział na krześle, zajmując się pracą, czekając na choć jedno moje słowo. Był uparty i nie odpuszczał, opowiadając mi wciąż o różnych sprawach, ale moja uwaga była gdzie indziej.

Carol także regularnie wpadała do mojej sali, zabierając mnie na spacery w ciągu dnia oraz przynosząc ciepłą herbatę ze stołówki. Z nią rozmawiałam, głównie dlatego, że jako jedyna nie wracała do tematu dziecka czy mojego męża. Odciągała moją uwagę od wszystkiego, opowiadając różne historie i żartując.

Moi rodzice odwiedzili mnie raz, pytając o moje samopoczucie. Ojciec nie odezwał się ani słowem na temat sytuacji z Matthew, ale zauważyłam, że był jeszcze poobijany. Matka natomiast ciągle mówiła o dziecku, co ledwo wytrzymałam. W końcu powiedziałam rodzicom, że potrzebuję odpocząć, i poszłam spać.

W powolnym tempie wstaję z łóżka, czując delikatny ból w brzuchu. Sięgam po ubrania, które miałam w torbie - szare dresy, białą koszulkę na ramiączka i bluzę z kapturem tego samego koloru. Ostrożnie zakładam ubrania, starając się nie przesadzić z ruchami, żeby nie zwiększyć bólu. Kiedy kończę, związuję włosy w niechlujny kok, ale nagle przypominam sobie, że zapomniałam o butach.

Wtem drzwi się otwierają, a w nich pojawia się Marcel.

"Gotowa?" pyta z troską w głosie.

Kiwam głową, ale kiedy próbuję się schylić po buty, ból w brzuchu staje się mocniejszy i ledwo sięgając po nie, łapię się za bok. Widząc to, Marcel podchodzi szybko do mnie. "Podnieś nogę," mówi delikatnie, pomagając mi w założeniu butów. Robi to samo z drugą nogą, uważając, aby nie sprawić mi bólu. 

Następnie pomaga mi wstać, zbierając moje ostatnie rzeczy i pakując je do torby, którą trzymał na łóżku. Gdy już wszystko spakowane, zapina torbę i wyciąga w moją stronę dłoń. Przełykam ślinę, ale zdecydowanie chwytam za jego dłoń, kiedy prowadzi mnie ku wyjściu.

Kiedy wychodzimy z budynku, zauważam dwóch mężczyzn, którzy prowadzą nas do samochodu. Jeden z nich otwiera mi drzwi, a ja wsiadam powoli na przednie siedzenie. Drugi mężczyzna zamyka za mną drzwi, a Marcel siada obok mnie. Samochód rusza spod budynku, a ja zapatrzona jestem w mijające ulice Toronto, zastanawiając się, dokąd zmierzamy. "Dokąd jedziemy?" pytam, odwracając się w stronę Marcela.

"Remont się już skończył, wszystko jest już przeniesione," mówi, skupiony na ekranie telefonu. Przegryzam wargę, odwracając wzrok w stronę szyby. Po półgodzinnej jeździe samochód skręca z głównej drogi i kieruje się w stronę domu.

Wysiadając z samochodu, moje oczy przykuwa wspaniała posiadłość, której otoczenie rozpościera się na obszarze zielonych łąk i przepięknych drzew. Czuję już radosny dreszcz oczekiwania na spacer wzdłuż jeziora, które znajduje się zaledwie kilka kroków od domu. Kieruję swoje kroki za Marcelem, który prowadzi mnie ku drzwiom wejściowym, otwierając je z uśmiechem i czekając na mnie.

Wchodząc do środka, zauważam od razu, że niektóre rzeczy uległy zmianie. Ściany otrzymały nową warstwę farby, co sprawiło, że dom jest jaśniejszy i bardziej przytulny. Kilka mebli również zostało wymienionych, co dodaje pomieszczeniom nowego wyrazu. Marcel prowadzi mnie przez nowo urządzony gabinet, a ja zauważam, że wygląda on tak, jak przypuszczałam: mrocznie i chłodno, pasując do charakteru Marcela.

Postanawiam szybko zmienić temat. "Myślę, że wybiorę się na spacer," oświadczam, kierując się w stronę drzwi prowadzących na taras. Marcel tylko przytakuje, pozwalając mi odejść, ale jego wzrok jeszcze długo ciągnie się za mną.

Jesteś mojaOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz