- Hej. Pobudka. - Powiedział Alec słodko do śpiącego na łóżku mężczyzny.
Magnus zasłonił twarz ramionami i jęknął. Znowu go budzą... dobrze że tym razem nie wiadrem zimnej wody. Przekręcił się na łóżku.. zaraz, zaraz, na jakim łóżku?! Przecież zasnął na fotelu. Odwrócił się i spojrzał na chłopaka, ten patrzył na niego jak na kogoś średnio interesującego, w ręku trzymał ten niesamowity napój bogów, który leczy kaca. Magnus usiadł nie do końca jeszcze rozbudzony i wyżłopał podany napój. Czuł się o niebo lepiej.
- Boże... która godzina?
- Za dwadzieścia dwudziesta. Idź się umyj, za półgodziny przychodzą Izzy i Catarina... Chyba tak miała na imię ta twoja przyjaciółka? W każdym razie spróbuj wyglądać reprezentatywne.
Magnus zacisnął zęby. Nie miał ochoty na durne posiadówki z przyjaciółmi (i wrogiem).
- Jakim prawem się tu włamujesz, a teraz jeszcze sprowadzasz do mojego domu jakiś ludzi?
- To nie jacyś ludzie tylko twoi przyjaciele, którzy się o ciebie zamartwiają. Pokaż im, że jakoś dajesz sobie radę. Choć tak im się odwdzięcz. - Powiedział Alec, nie zwracając uwagi na ostry ton mężczyzny, w jego oczach było coś dziwnego, smutnego. - Może myślisz, że tylko ty jesteś tu pokrzywdzony, ale oni też cierpią. Nie bądź egoistą.
Alec spoglądał na niego tak dziwnie,że aż chciał się skurczyć i schować w mysiej dziurze. Jednak chłopak wstał i wyszedł bez słowa, zanim zdążył to zrobić. Magnus poczuł się głupio. Wolał gdy Alec z niego drwił i patrzał jak na robaka, zamiast tego spokojnego głosu i smutnego spojrzenia. Zadrżał na samo wspomnienie. Westchnął i w końcu ruszył by się umyć.
A potrzebował tego. Bardzo. To niesamowite jak bardzo możesz się pobrudzić po prostu pijąc w domu alkohol... Po dziesięciu minutach pod prysznicem poczuł się niesamowicie. Jak nowo narodzony. Detoksykacja organizmu szła pełną parą i Magnus był tak trzeźwy i rozbudzony jak jeszcze nigdy w ciągu ostatnich dwóch tygodni. Ubrał się, ciągle w zwykłe ciuchy, ale świeże, prosto z pralki. Nie miał pojęcia co Alec robił w jego domu w czasie kiedy on spał, ale wszystkie dostępne pokoje były wysprzątane, nawet to pranie zrobione. Czy on pracuje jako kura domowa, czy coś? Byłby niezłą żonką.
A gdy zaszedł do kuchni zobaczył intruza, który coś gotował, co było niezbyt zaskakujące przez cudowny zapach rozchodzący się po całym domu. Magnus, żyjący od wielu dni na chińszczyźnie, pizzy i zupkach instant, ale i tak najczęściej na samym alkoholu, poczuł się niesamowicie wręcz głodny. Korzystając z tego, że chłopak stał tyłem Bane oparł się o futrynę i przyglądnął mu się.
Pomyślał, że gdyby ktoś przyglądał im się z daleka, pomyślałby pewnie, że są zwykłą parą szykującą kolacje.
Ta jedna myśl zniszczyła cały dobry humor. Zacisnął zęby do bólu. Czy naprawdę Bóg tak go nienawidzi, że musi mu pokazywać te wszystkie rzeczy, których nigdy nie miał?!Co to za skurwysyński świat, który pcha mu wizje chwil, których tak pragnie. Nie na świecie, w którym jest ciągle zdradzany i odpychany!
- Magnus! Długo tam stoisz? - Powiedział zaskoczony Alec, który obrócił się w czasie gdy Magnusa napadły depresyjne myśli.
Magnus spojrzał na niego mrocznie.
- Co robisz? - Zapytał niebezpiecznie spokojnym tonem.
Alec spojrzał w jego puste oczy i jęknął w duchu. Co jest? Jeszcze parę chwil temu udało mu się przywołać emocje na tej ślicznej buzi, a nagle mężczyzna stał się zimny jak lód. Opuścił łyżkę na blat, by mieć wolne ręce jeśli Magnus postanowi mieć nagły napad złości.
- Gotuje. Przyjdą tu za dziesięć minut, wszystko gotowe.
- Aha.
Z niewiarygodną szybkością Magnus ruszył w stronę kuchenki, ale Alec był szybszy. Złapał go wpół zanim zdążył cokolwiek dotknąć w kuchni.
- Puszczaj!!! - Wrzasnął mężczyzna wściekły, że jego nieproszony gość śmiał go dotknąć. - Puść! Puść!!!
Próbował się wyrwać, ale Alec miał żelazny uchwyt. Jego twarde mięśnie amortyzowały wszystkie uderzenia łokci w brzuch, a chłopak zaraz poprawił uchwyt. Przycisnął ręce niższego mężczyzny do boków, skrzyżowane w ramionach i trzymał pewnie, ale nie za mocno.
Magnus, któremu zablokował wszystkie dostępne ruchy dyszał z wściekłości, wiercąc się, nawet skacząc, ale nie mógł nic poradzić. Mógł tylko wrzeszczeć obraźliwe wulgaryzmy w stronę chłopaka.
- Magnus, magnus... - Alec powtarzał jego imię jak mantrę, aż w końcu mężczyzna go usłyszał, przez czerwoną mgłę wściekłości. W końcu uspokoił się na tyle by zamilknąć i wsłuchać się w ten spokojny głos. - Spokojnie... Wdech i wydech.
Alec zaczął mówić i oddychać w spokojnym tempie. Niedługo potem Magnus nieświadomie zaczął go naśladować.
- Co się stało? - Zapytał Alec, uznając, że mężczyzna jest wystarczająco spokojny.
- Póść. - Dostał odpowiedź, tym razem z normalną złością, nie zimna, kalkulująca wściekłość.
- Nie dopóki nie powiesz mi co się stało.
- To będziemy tu stali całą wieczność.
Alec uśmiechnął się rozbawiony.
- Nienawidzisz mnie, co? Ale możesz mi wierzyć, wiem co czujesz.
Magnus prychnął wściekle.
- Jasne. Wiesz jak to jest gdy każdy do którego coś czujesz cię zdradza? Chcesz ty.. tylko.... - Otworzył usta, ale nie mógł wykrztusić słowa. Zaczął się trząść, ledwie opanowując szloch.
- Rozumiem. - Powiedział Alec cicho.
Nagle Magnusa przeszedł dreszcz. W pokoju zapanowała cisza.
- Chcesz posłuchać mojej historii? - Zapytał Alec powoli puszczając jego nadgarstki. Zrobił pół kroku w tył.
Magnus odwrócił się, przechylił głowę z dziwacznym błyskiem w oku. Wyglądał jak małe dziecko przypalające mrówki lupą i zastanawiające się dlaczego tak dziwnie się wyginają.
- Tak.
CZYTASZ
Wariatkowo --- Malec AU
FanfictionPowalona historia, powalonych ludzi. AU: Magnusa po raz kolejny zdradzono. Traci chęć do projektowania mody, kochania, a wkrótce i do życia. W końcu jego przyjaciele zmuszają go do pójścia na terapie. Podobno bardzo pomogła już bratu Izzy, modelki i...
