Odnaleziona

1.6K 138 32
                                        

Gabriel spoglądał jak kawałek jego "nowej rodziny" odjeżdża w poszukiwaniu babci. Partner taty (więc chyba tez tata?) pomachał mu, więc odmachał. Teraz został sam z z kimś kto czuł się niezręcznie w jego towarzystwie. Spojrzał na niego do góry. Mężczyzna spojrzał na niego.

- To co robimy?

Czy to było pytanie retoryczne? Nie ma zamiaru odpowiadać na takie głupie pytanie. Chyba mieli się wszyscy wyszykować i iść na plaże. Już zapomniał?

- Okej... - Powiedział mężczyzna w powietrze. - Ojciec... To znaczy dziadek dał ci parę rzeczy, to idziemy cię przebrać?

Sam mógł się przebrać, ale dobra, niech mu będzie to "-my".  Skinął głową, a tamten odwrócił się i ruszył. Gabriel nie miał zamiaru iść. W tym domu było mu dobrze, wszyscy robili o co poprosił, a nawet nosili go na rękach. Babcia nie mogła tego robić. Więc wykorzysta to w jak największym stopniu. 

Poczekał aż mężczyzna zorientuje się, że nie idzie i się odwróci. Chłopczyk podniósł ręce i popatrzył mu w oczy. Chce na rączki!

Tata westchnął, ale wziął go na ręce, jak najdalej od siebie. Zadowolony Gabriel oplótł go rękami za szyję i przytulił, policzek przytulając do jego szyi. Mężczyzna wydał się tym przez moment zaskoczony, ale w końcu zrelaksował. 

- Awww, Magnus z dzieciaczkiem. Chyba pierwszy raz widzę was ze sobą. - Powiedziała Pani, która kazała nazywać się ciocią.

- Izzy. Alec pojechał z rodzicami poszukać jego babci, więc...

- Ach, no, coś jej nie ma nie?

- Tak. Nie ma jej tutaj...

- Hej słodziaku. - Powiedziała ciocia, przechodząc by widzieć jego buzię. Pogłaskała go po policzku.

Gabriel naprawdę ją lubił. Była taka miła i wesoła. Jak babcia. Więc się uśmiechnął. A kobieta wydała z siebie strasznie durny odgłos.

- Idziemy się przyszykować do wyjścia. - Powiedział tata.

- No tak. Większość już tam popędziła, ja też jestem gotowa. Przybywajcie szybko! - Zaśmiała się i poszła swoją drogą.

 - Dobra, idźmy bo nie będzie na nas miejsca.

Ruszyli do jego pokoju. Magnus odstawił go, a mały ruszył do szafki po ubrania. Dziadek pokazał mu gdzie ma co.

- Wiesz jak się przebrać i tak dalej...? - Zapytał Magnus skrępowany i podrapał się po głowie.

- Tak, tato. - Odpowiedział trzymając w ręku świeże kąpielówki. - Wiem. Tu mam swoje rzeczy. - Pokazał szafkę.

- Dobrze, dobrze. To wrócę za moment. Przygotuj się i weź co chcesz...

Wyszedł, a Gabriel zabrał się za przebieranie.


Alec i rodzice Magnusa dotarli do firmy w czterdzieści minut. Główna siedziba znajdywała się w centrum pobliskiego miasta, był to nowoczesny szklany wieżowiec z wieloma firmami, ale korporacja Asmodeusa zajmowała cztery najwyższe piętra. Sekretarka zdziwiła się na ich widok.

- Szefie. - Powiedziała z szacunkiem, a z oczu wyzierała jej ciekawość.

- Nic się nie dzieje, nie martw się. - Uśmiechnął się do niej i przeszli obok. 

Korytarz był szeroki i prowadził do niewielu miejsc, oni jednak weszli do wielkich drzwi na przeciwko nich. Gabinet był duży i minimalistycznie urządzony. Wszystkie ściany były półkami, na których stały szare segregatory, wszystkie zapełnione, tak, że wyglądały jak tapeta na ścianie. Na przeciwko nich stało wielkie rzeźbione biurko i wysokie krzesło, niczym tron, za nim. Leżał tam też laptop i cztery zdjęcia w ramce. To wszystko.

Wariatkowo --- Malec AUOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz