A/N: Woow! Już ponad tysiąc gwiazdek i 10 tysięcy wyświetleń. Kiedy to się stało O.O Dzięki :D
Magnus patrzał aż jego chłopak i... nie mógł w to uwierzyć, ale chyba... chyba syn... zniknęli mu z oczu.
Prawie trząsł się ze strachu. Co sobie Alec pomyślał? Jezu, są ze sobą ledwie miesiąc, ledwie wyszedł z depresji i powoli zaczynał czuć się znowu sobą, a tu wyskakuje jakaś baba z dzieckiem. A jeśli dzieciak naprawdę jest jego? Będzie musiał się nim zająć, rodzice na pewno nie pozwolą mu uciec od odpowiedzialności. Czy Alec przy nim zostanie?
Gdyby to był ktokolwiek inny Magnus wiedziałby jak to się potoczy. Ciągłe kłótnie o błahe rzeczy, niezadowolenie, że obcy dzieciak kręci się przy nich. Że Magnus nie ma czasu na spotkania i randki. A potem wielka kłótnia i bolesne zerwanie. Zostałby sam, albo raczej z dzieckiem.
Ale nie miał pojęcia jak będzie z nim. Czy się wściekł? A może uważa, że Magnus sam powinien wziąć odpowiedzialność?
Jeśli odejdzie to będzie koniec. Kompletnie się załamie. Jego psychika, jeszcze niekompletnie odbudowana po przejściach zostanie zrujnowana.
Odwrócił wzrok i ruszył w stronę kuchni. Słyszał kroki i stuk laski staruszki za nim. W gardle czuł olbrzymią gulę i raz po raz przełykał ślinę. W końcu dotarli i Magnus pokazał pani, żeby usiadła.
- Więc, może zacznie pani od początku? Dlaczego uważa, że to ja jestem ojcem tego dziecka i kiedy niby do tego doszło? - Powiedział sceptycznie, patrząc na paznokcie.
- Moja wnuczka była bardzo rozwydrzona i buntownicza. Co się dziwić jeśli jej matka zawsze ją tłamsiła? W każdym razie w pewnym momencie wyjechała i wróciła z brzuchem. Nie chciała nic mówić, no chyba że w kłótni z matką wspominała, że podróżowała. - Westchnęła. - Nie miałyśmy pojęcia kto jest ojca, a Dalia mówiła, że to nie jest ważne. Nienawidziła małego... To zdjęcie znalazłam po jej śmierci w skrytce pod podłogą razem z tym listem.
Tym razem podała mu starą kartkę wydartą z notesu. List, czy może liścik był krótki:
Dalia,
przeglądając stare karty pamięci znalazłam to zdjęcie. Nie mam pojęcia kiedy robione, ale po twoim liście pomyślałam, że może to on jest ojcem. Nie wiem czy uda ci się go znaleźć, ale wtedy mogłabyś pozbyć się problemu, więc chyba warto spróbować.
Współczuje ci dziewczyno matki i tego, że teraz musisz się użerać z bachorem.
Twoja psiapsiuła Holly!
Magnus położy go na stole i potarł czoło wierzchem dłoni.
- To jeszcze niczego nie dowodzi.
Staruszka popatrzyła na niego z politowaniem.
- Owszem. Nie będzie nic wiadome do badań, oczywiście. Jednak prawdopodobieństwo jest bardziej wysokie niż niskie. - Powiedziała obojętnie. - Niech pan mi wierzy, gdybym miała dość sił na tego chłopca, nie zostawiałabym go z pederastą. - Dokończyła chłodno.
Mężczyzna zamrugał zaskoczony i spojrzał na staruszkę w innym świetle. Nie była to raczej miła babcia, a silna kobieta u końca życia. Z twardymi zasadami.
- A więc zauważyła pani. I mimo tego nie uciekła? - Zapytał podobnym tonem.
- Za długo tu jechałam. Ma pan też prawo poznać syna, mimo pana choroby.
Musiał się zaśmiać. Ach te staruszki...
- Magnus?
Oboje rozmawiających obróciło głowy w stronę głosu. Asmodeusz stanął u wejścia kuchni i z obojętnym wyrazem twarzy spoglądał na nich. No tak, z jakiegoś powodu mężczyzna zawsze wiedział kiedy coś się działo. Jak domniemany wnuk mógłby się przed nim ukryć?
- Tato. Poznaj... Właściwie to jak się pani nazywa.
- Miriam Witkiewicz. - Wstał i oparła się hardo o laskę. - Jestem tutaj z powodu pana syna.
- Nie dziwię się, co takiego tym razem zrobił?
- Nic nie...
- Zapłodnił moją wnuczkę.
Mężczyzna zamarł na ułamek sekundy, po czym podniósł brew.
- On? Chyba pani go z kimś pomyliła. - Na ustach zagrał ironiczny uśmieszek. - Jest na to jakiś dowód? Gdzie jest to dziecko? Bo domyślam się, że o nie tu chodzi... - Spojrzał na syna.
- Przy basenie z Alekiem... I resztą. - Więc wszyscy już wiedzieli co się działo.
Miał ochotę walnąć się patelnią w łeb. Albo zatrzymać czas i nie musieć dalej przechodzić przez ten dziwny dzień. Boże, jak zareagowali na to ci wszyscy ludzie? Mama, Izzy, Simon, Aline, Clary... Jezusie...
Asmodeusz odwrócił się i ruszył w tamtym kierunku, Magnus wiedziony jakimś przeczuciem poszedł za nim jak baranek na rzeź.
W chwili kiedy wyszli na zewnątrz przywitał ich głośny wybuch śmiechu. Widok przed nimi był niezwykły. Nie mogło minąć dużo czasu, a wszyscy wyglądali na pogodzonym z "wesołą" nowiną. I chyba niezbyt zdziwieni. W centrum wszystkiego siedział mały Gabriel, na kolanach Aleca, wyglądając na nieco wystraszonego, ale i ciekawskiego. Chłopak widząc to oplótł go lekko ramieniem, opiekuńczo. Wokół stali jego znajomi, a matka skończyła coś opowiadać, wszczynając ten wybuch wesołości.
Magnus nie mógł wprost uwierzyć w to co widzi.
- Kochanie! - Zawołała mama widząc męża. - Chodź poznać wnuczka!
Asmodeusz uśmiechał się rzadko, ale teraz to zrobił słysząc niesamowity entuzjazm w głosie swojej ukochanej.
- Taki miałem zamiar. - Podszedł do chłopczyka i podniósł do siebie jego buzię za podbródek. - Czyż nie jesteśmy przystojni? - Zapytał pogodnie.
Gabriel spojrzał na niego jak na kosmitę, wielkimi oczami, ale nie wydawał się zestresowany. Mężczyzna puścił go, żartobliwie musnął palcem jego nosek i ruszył z powrotem do Magnusa. Ten złapał spojrzenie Aleca, który uśmiechnął się pokrzepiająco. Może wszystko będzie dobrze?
- To nie jest twój syn. - Powiedział jego ojciec bez ogródek.
A/N: Kurwa. Nie mam weny, ludzie. Nie podoba mi się ten rozdział. :( Wiem co napisać i wgl, tyle, że nie mam na to mocy... Ehhhh
Na razie tyle, bo bym to chyba jeszcze tydzień pisała...
CZYTASZ
Wariatkowo --- Malec AU
Hayran KurguPowalona historia, powalonych ludzi. AU: Magnusa po raz kolejny zdradzono. Traci chęć do projektowania mody, kochania, a wkrótce i do życia. W końcu jego przyjaciele zmuszają go do pójścia na terapie. Podobno bardzo pomogła już bratu Izzy, modelki i...
