Chapter 22

858 72 0
                                        


Myślałam, że już nic w życiu mnie nie zaskoczy. Sądziłam, że żadne większe zło nie ma prawa mnie dosięgnąć, zresztą i tak co złego miałoby spotkać przykładną nastolatkę ?. Uważałam, że tak jak każdy w swoim życiu będę miała wzloty i upadki, ale nic ponadto. Nigdy nawet nie przypuszczałam, że może być coś więcej, coś wręcz magicznego.
Byłam przekonana, że cała magia ludzkiego życia polega głównie na wzajemnej miłości bliskich. Nawet przez chwile nie zastanawiałam się nad istnieniem jakichś istot będących nad człowiekiem. Od zawsze wpajano mi, że to właśnie nasza rasa stoi na czele łańcucha pokarmowego, jest najsilniejsza i najwytrwalsza. Zabawne, że wszystko, czego zdążyłam dowiedzieć się przez całe swoje 17 letnie życie o własnym gatunku, jego przewadze i wyższości straciło na wartości w zaledwie parę minut.
Zabawne, że człowiek nie liczy się ze stratą najcenniejszych wartości, dopóki faktycznie ona nie pozostanie jedynie wspomnieniem.
Tą wartością była dla mnie rodzina. A teraz co ?.
Straciłam wszystko na rzecz bycia wybrykiem natury ?. Nie, to co mi się przydarzyło nie było nawet za jej sprawą. To była tylko i wyłącznie moja wina. Na własne życzenie straciłam rodzinę, a w tym także samą siebie. Nie byłam już ta sama dziewczyną co parę lub paręnaście tygodni temu. Już dawno straciłam rachubę czasu. Zresztą wiedza o aktualnej dacie nie była mi do niczego potrzebna. Nienawidziłam samej siebie. Przez własną głupotę zaprzepaściłam nie tylko szanse na szczęśliwą przyszłość, w której moi rodzice braliby udział już nie wspominając o zdobyciu wymarzonego zawodu lekarza. Chciałam być kimś z kogo mój ojciec i mama mogliby być dumni, a teraz nie mam nawet co marzyć o tym, że będą przy mnie kiedy będę tego najbardziej potrzebować.
Szczerze mówiąc wcale nie pogodziłam się ze stratą. I nie zamierzałam tego zrobić, dopóki nie upewnię się, że zrobiłam wszystko, co w mojej mocy, aby ich odnaleźć.

Cholera, ja już nawet nie wiedziałam, kim jestem. To prawda, że ludzka natura jest słaba. Kłamiemy, oszukujemy, a także dopuszczamy się okropnych przestępstw. Ale i tak nie zamierzałam się jej wyzbyć.
-----
-Martwię się o rodziców- mój głos zabrzmiał obco. Jakby nie należał już do mnie. Mimo że moje zmysły działy sprawnie dopiero od paru minut to i tak zdążyłam już opieprzyć całą trójkę za niedorzeczny pomysł z nauczaniem mnie, jak być...właściwie wciąż nie wiem czym.
-Moim zdaniem masz ważniejsze zmartwienia. Nie sądzisz ?- i tu Hayden miał rację. Pomimo że odważyłam się wypowiedzieć na głos to zdanie dopiero w momencie, kiedy chłopak pakował moje rzeczy do samochodu to i tak na nowo spowodowało, że ogarnęła mnie niepewność. Przez moment zastanawiam się czemu chłopak nie zabiera nic ze sobą, ale szybko ten pomysł opuścił mój umysł.
Tak naprawdę nie wiedziałam dokąd jedziemy, nie znałam też powodu wyjazdu. W końcu mogłabym nawet powiedzieć, że wampiry i wilkołak złapali wspólny język, może nawet mieli szansę na stanie się przyjaciółmi. Mogłabym, gdybym nie wiedziała, że to element gry.
Kiedy tylko chłopak zapewnił braci ze wszystko jest w porządku a on sam będzie mnie pilnował, abym „wróciła do żywych". Uznali, że ich obecność jest zbędna i wrócili do domu, nic bardziej mylnego.
Hayden musiał przeprowadzić dość długą rozmowę na temat „sam sobie poradzę z nastolatką, idźcie stąd". I tak oto po wielu zapewnienieniach chłopaka zgodzili się wrócić do swojej posiadłości. Na wspomnienie tego, co się tam wydarzyło przeszedł mnie dreszcz.
_____
Pytałam wielokrotnie o cel naszej wycieczki, ale zostawałam zawsze zbywana tym samym argumentem.
„Skoro teraz jesteś jedną z nas, to muszę Cię nauczyć jak sobie radzić, a nie zrobię tego w mieście pełnego wampirów". I tak w kółko.

Kiedy tylko zostaliśmy sami od razu pobiegłam po swoje torby a Hayden sprawdzał szafki w poszukiwaniu kluczyków do auta.
____
Całkowicie opuszczona przez jakiekolwiek siły opadłam na przednie siedzenie. Deszcz stukał o szybę samochodu powodując ze w końcu zwróciłam uwagę na pogodę panującą na zewnątrz. Lubiłam deszcz, a teraz taka pogoda idealnie odzwierciedlała mój nastrój.
Ostatni raz rzuciłam okiem na miasto oświetlane przez blask ulicznych latarni. Ugryzłam się w język, ażeby tylko nie prosić o powrót. Sądziłam, że sobie poradzę. Porwanie, ucieczka rodziców, ale opuszczenie miasta, w którym spędziłam całe swoje życie to było dla mnie zdecydowanie zbyt wiele. Nie potrafiłam pogodzić się ze stratą. Nie wiedziałam kim się stanę, kiedy nie będzie ich przy mnie, kim się stanę będąc z dala od domu, a co ważniejsze kim się stanę będąc szkolna.
Właściwie to wciąż nie mam pojęcia do czego. Wiedziałam tyle, co nic, a mimo to postanowiłam mu zaufać i zdać się na niego. Obiecał mi ze wszystkiego dowiem się na miejscu, wiec niech tak będzie.

W momencie, kiedy ujrzałam tablicę informująca o znalezieniu się poza granicami miasta, moje oczy zaszły łzami.
Wiec tak miał wyglądać mój koniec
Zdawałam sobie sprawę z tego, że jeśli je opuszczę już nie wrócę, a mimo to odważyłam się na to.
To był koniec. Definitywny koniec.
Jednak jest coś, co tam zostawiłam.
Swoją duszę, o ile jeszcze takową posiadałam.
________
Jechaliśmy już dobre parę godzin. Nie sądziłam, że podróż będzie trwała tak długo. Zupełnie jakby miał mnie wywieźć z kraju.
Z początku rozmawialiśmy, a nawet opowiadaliśmy sobie żarty a teraz w aucie panowała cisza.
Hayden stał się podejrzanie milczący a sytuacji nie poprawił jego morderczy wzrok utkwiony w jezdnię. To by znaczyło, że albo jest wściekły, albo go irytuje.

-Camryn otwórz schowek- chłopak wciąż nie opuszczał wzroku z asfaltu.
Drżącymi dłońmi otworzyłam klapę.
Denerwowałam się tak jakby miała tam na mnie czekać spluwa 007 i może faktycznie na oglądam się zbyt dużo filmów, to wciąż pamiętam jak zazwyczaj kończą dziewczyny w samochodzie jadącym bóg wie gdzie.
Co ciekawsze, ja byłam właśnie w takiej sytuacji !.

DNA Virus (rewritten)Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz