"- Nie pozwolę ci odejść, bo właśnie tak samolubny jestem"
" -Bądź szczęśliwa - powiedział widocznie poirytowany.
-Gdybyś tylko znał moją definicję szczęścia - mruknęłam cicho pod nosem"
TO BYŁO MOJE PIERWSZE OPOWIADANIE, WIĘC ZDAJE SOBIE SPRAWĘ Z...
Uchyliłam drzwi na korytarz i wysunęłam głowę, tak by sprawdzić, czy droga wolna.
Czysto.
Dopiero po chwili zdałam sobie sprawę z tego, że mogę wyglądać podejrzanie.
Westchnęłam głęboko co rusz, zerkając na tarczę zegara zapiętą na moim nadgarstku. Siłą hamowałam się, żeby nie zbiec po schodach, by potem jak strzała wylecieć z budynku. Byłam pełna niepokoju, dlatego wolałabym mieć to, czym prędzej za sobą. Powoli odwróciłam się na pięcie twarzą do drzwi. Musiałam je zamknąć, żeby stwarzać, chociażby pozory, że wszystko jest dobrze a ułożone pod kołdrą poduchy, są moim ciałem.
Co prawda figurą mnie nie przypominały.
Powoli przekręcałam kluczyk w drzwiach, chcąc stłumić ewentualny hałas. -Co tam robisz?. -O Boże!- krzyknęłam,wyrzucając kluczyk w powietrze tak, że upadł parę metrów dalej.
-Fuj, nie porównuj mnie do starego dziada na chmurce*- Riley zrobił zniesmaczoną minę. -Nie jestem chrześcijanką- bąknęłam, starając się w miarę unormować akcję serca.
Jeśli dalej tak pójdzie niedługo, zejdę na zawał.
- W takim razie chcesz powiedzieć, że klękasz na dywanach i wypinając tyłek, symbolizujesz sposób, w jaki stworzono kamień- chłopak nabijał się z wyznawców islamu wyraźnie zadowolony ze swojego żartu.
- Bo jeśli tak to z chęcią się dowiem, skąd się wziął- dodał z uśmiechem na ustach. Pokręciłam głową. Spodziewałam się tego. Naprawdę. Cała ta gadka z cyklu „jestem wierzącym wampirem, ponieważ to ja jestem Bogiem" miała mnie jedynie wytrącić z równowagi, mimo że już i tak byłam wystarczająco zdenerwowana.
- Nie należę do żadnej religii..- udało mi się wreszcie wykrztusić. Miałam cichą nadzieję, że to ostatecznie zakończy rozmowę.
-- Wiec próbujesz mi przez to powiedzieć, że... - Dość- przerwałam mu, domyślając się, do czego zmierza. -- Z całą pewnością można założyć, że to Bóg chciał, abyśmy o nim rozmawiali i to dzięki sobie samemu się tu znalazł, wiec mnie nie wiń. -- Wiesz, myślę, że Hayden chętnie podyskutuje z tobą na ten temat.
- Golden Retriver? Wolałbym nie - teatralne wywrócił oczami dla podkreślenia swojej niechęci względem chłopaka.
Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.
- Spieszę się - mruknęłam zniecierpliwiona, przystępując z nogi na nogę. - Można wiedzieć dokąd ? - zamilkłam na chwile, szukając sensownego wytłumaczenia, po czym wypaliłam bez zastanowienia: - Do łazienki. - Będę tu czekał - powiedział i gdyby spojrzenie mogło zabijać z pewnością Riley Harrison leżałby martwy. -Nie patrz tak ''program ochrony Camryn'' to nie mój pomysł.
Puściłam jego komentarz mimo uszu i skierowałam się do następnego korytarza skąd, wiodła prosta droga do łazienki a co ważniejsze - wyjścia.