* Gdy ją zobaczycie z łukiem w ręku, zwiewajcie bo ma okropnego cela
___________________
Obudziło mnie głośne trzaśnięcie drzwi obok. Wyrwana ze snu, poderwałam się z łóżka. Spojrzałam na godzinę. Dochodziła siedemnasta. Jazz chyba nie wkurzy się, że drzemka trwała nie dwadzieścia minut, tylko w granicy trzech godzin? Eh, no tak, on nawet nie wie, że spałam. Poszłam się odświeżyć i ubrałam coś na siebie. Gotowa do wyjścia, zeszłam po schodach do przedpokoju. Mamy już nie było, a więc mogłam swobodnie ściągnąć bluzę. Posmarowałam kanapkę serkiem topionym i wyszłam z domu, podjadając. Wkroczyłam do lasu i podśpiewując udałam się do siedziby naszych przyjaciół. Już z daleka słyszałam odgłosy zgrzytu i gruby głos Ironhidea. Jak mniemam, tworzył broń dla Arsen. Byłam w trakcie kończenia mojej kromki chleba, gdy nagle zza krzaków wyskoczył młody dzieciak i uderzył o mnie. Kanapka spadła mi na ziemię, ale nie zrobiło mi się z tego powodu przykro, i tak nie lubię skórek od chleba - wiecie tych co już leżą jeden dzień. Spojrzałam na przestraszonego Bumblebeego.
- Przepraszam – westchnął. Było mu bardziej szkoda niż mi. Zaśmiałam się.
- Nic się nie stało, zjedzą jakieś ptaki - odpowiedziałam z ignorancją machając na, upokorzony lekko, kawałek chleba - a czemu tak biegłeś?
- Trenuję ze Skidsem i Mudflapem– wyjaśnił blondyn. Zza krzaków wyłonili się bliźniacy, jakby na zawołanie. Machnęłam głową na przywitanie na co odmachali. Przez chwilę było cicho. Miałam nadzieję, że nie wyniknie z niej żadna rozmowa, ponieważ nie przepadałam wdawać się w dyskusję, gdy rozmówcami byli bliźniacy. Nie chciałam być wredna, ale po prostu są irytujący. Na szczęście za chwilę wspólnie udaliśmy się do reszty autobotów. Większość z nich spojrzała się na mnie, gdy tylko wyłoniłam się z krzaków jako pierwsza. Tylko Ironhide był zajęty ostatnimi poprawkami w tworzeniu miecza dla Arsen. Optimus podszedł do mnie i przywitał się ze mną, jak zwykle czule, co odwzajemniłam obejmując mojego przyjaciela. Zapytałam się go dodatkowo, czy moja przyjaciółka robi postępy w nauce na co skrzywił twarz i odparł, że aż za duże. Zaśmiałam się przybijając piątkę Arsen. Podeszłam do Jazza i przeprosiłam za opóźnienie, ale okazało się, że nie potrzebnie się martwiłam. Uwielbiam go. On jako jedyny w pełni rozumie moje lenistwo. Uśmiechnął się do mnie z taką radością, że szczęście wręcz z niego promieniowało. Postanowiłam, że nie będę wnikała w przyczynę jego radości. Zapewne znowu medytował za długo.
- To co robimy, Jazz? – zapytałam pełna entuzjazmu – ćwiczmy strzelanie z twojego łuku?
- Jeśli masz ochotę, to pewnie. Musisz jednak uważać na swoją ranę.
Przytaknęłam przypominając sobie o bandażu na ręku. Ukrywałam go przed mamą, a z racji tego, że nie rana nie dawała się we znaki, zapomniałam, że ją mam. Hipis wyjął ze swojego alt mode profesjonalny łuk i podał mi do ręki. Nie należał do najbardziej lekkich, ale robił wrażenie. Był gładki, lśnił i miał jasnobrązowy kolor. Przyznałam mu, że jego broń robi wrażenie. Hipis pochwycił go z powrotem i napiął go odpowiednio.
- Najważniejsze, mój kwiatuszku, żebyś dobrze napinała łuk. Może cię zaboleć ramię, ale nie zniechęcaj się tym bo tak ma być – wyjaśnił, a ja przytaknęłam. Hipis tłumaczył dalej - Będzie ci początkowo trudno szło trafianie do celu. Ale to dopiero początki, więc to dopuszczalne.
- Podczas walki, jak strzelałam z patykowego łuku trafiłam kilka potworów.
- Nie oszukujmy się, było ich zbyt dużo żebyś miała nie trafić. Musisz nauczyć się skupiać na prawdziwych celach, ruchomych lub stojących. Pojedynczych. Wszystko przed tobą, teraz jednak poćwiczymy podstawy.

CZYTASZ
Transformers 1: A clash of worlds
Fiksi PenggemarCybertron jest zniszczony. Umiera coraz więcej robotów, a wojna zdaje się nie mieć końca. Ultra Magnus podejmuje decyzję, by chronić i odbudować dom, który stał się pogorzeliskiem. Wysyła więc drużynę zaufanego Optimusa Prime na planetę, na której z...