U... cz.23

327 37 17
                                        

Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.

Nie do wiary, po prostu wyrzuciła mnie ze swojego pokoju. Zaskoczyła mnie siła jej gniewu, ale jednocześnie rozbawiła złość. Była w tym cudowna, jak we wszystkim zresztą, miała niesamowity i niespotykany u ludzi temperament i była zmienna niczym pogoda. W jednej chwili z rozanielonej rozkoszą rozleniwionej kochanki była zdolna przeistoczyć się w siejącą zniszczenie kometę. Naprawdę, niezwykłe zjawisko, tyleż imponujące co zabawne w przypadku, gdy rzecz dotyczyła istoty tak kruchej jak człowiek.

A teraz cóż... Z imponującym wzwodem i golusieńki jak nowonarodzone dziecię, stałem na korytarzu i krztusiłem się ze śmiechu.

– Nigdy więcej nie waż się do mnie zbliżać, ty... ty łajdaku! – dobiegł mnie kolejny wrzask mej bogini, a zaraz za nim wyleciały za mną z jej komnaty moje portki. Butem nie oberwałem w głowę tylko dlatego, że zapobiegliwie zdążyłem się uchylić.

Drzwi trzasnęły z hukiem, a jednocześnie z cichym skrzypnięciem uchyliły się inne. Na korytarz wyszła Bruxas ubrana w zielone, dość skąpe coś, które ona zapewne nazwałaby suknią, i czego głęboka barwa doskonale korespondowała z jej jadowitymi oczami.

Zobaczywszy mnie, wciąż krztuszącego się od tłumionego śmiechu, zmierzyła wzrokiem z góry na dół. Zatrzymała spojrzenie nieco poniżej bioder i kpiąco uniosła jedną brew. Wyprężyłem się prowokacyjnie, zakładając ręce na kark i wyszczerzyłem się do niej, na co prychnęła pogardliwie i przeniosła spojrzenie na leżące u mych stóp portki, a potem na zatrzaśnięte za moimi plecami drzwi.

– Czyżby się na tobie poznała, nasza mała samiczka? I jak widzę wywaliła cię za drzwi. – Słowa ociekały złośliwą satysfakcją. Ale nie miałem zamiaru dać się sprowokować, mimo że kontynuowała swój złośliwy wywód. – Sądząc po tym w jakim stanie jesteś, to był przegrany pojedynek.

Wzruszyłem ramionami, znalazła się znawczyni pojedynków. Teraz to ja prześlizgnąłem lubieżnym spojrzeniem po jej skąpo okrytych krągłościach ani trochę nie przejmując się, jej trującym języczkiem.

– Nic nie wiesz o przegranych pojedynkach, moja droga. – Chwyciłem sterczącego wciąż kutasa w dłoń i znacząco poruszyłem lędźwiami. – Ale chętnie cię czegoś nauczę w twojej komnatce. Mój oręż gotów do twych usług, pani.

Nie powiem, nie miałbym nic przeciw temu, po tym jak w pełnej gotowości zostałem zmuszony do salwowania się ucieczką z rozkosznych ramion Kay.

Niestety nieznośna i okrutna Bruxas nie zamierzała przyjść mi z pomocą w trudnej sytuacji, czego należało się podziewać po niestałej, egoistycznej demonicy. Nie zdołała wprawdzie ukryć błysku zainteresowania w oczach, lecz niemal natychmiast zamaskowała go grymasem zniesmaczenia.

Huk jaki rozległ się za moimi plecami i brzęk tłuczonego szkła oznajmił nam, iż na drzwiach właśnie roztrzaskał się jeden z ciężkich wazonów, które z upodobaniem kolekcjonował ojciec. Cóż, ojca już tu nie ma, nie będzie więc komu płakać nad niewątpliwą stratą.

UkryciOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz