Gdy Corinne wybiegła z akademii w porze lunchu nastał szum, bo wiele osób tworzyło nowe teorie, gdzie młoda Brytyjka się udała. Cecha chyba typowa dla Amerykanów, wtykanie nosa w nieswoje sprawy.Wszyscy zastanawiali się nad jej fenomenem. Zauważyli, że do wszystkiego podchodziła inaczej niż oni, czego kompletnie nie pojmowali, a co kształtowało w nich zazdrość. Cora jednak się tym nie przejmowała i na krzywe spojrzenia odpowiadała uśmiechem.Nie inaczej było i tym razem, gdy wszyscy skupieni przy oknach wychodzących na ulicę patrzyli, jak dziewczyna ubrana w elegancką sukienkę i płaszcz truchta po schodach i wychodzi na ulicę, a wiatr rozwiewa jej włosy. Gdzie szła po raz drugi tamtego dnia? Gdy wybiegła w porze lunchu, było to jeszcze zrozumiałe, ale teraz?Wszyscy natychmiastowo zaczęli plotkować.
A gdzie poszła Corinne?
Tak jak się umówiła z Gravesem, po zajęciach udała się do Ministerstwa, by przejąć od pierwszej asystentki spis swoich obowiązków. Przywitała około trzydziestoletnią kobietę miłym uśmiechem, po czym wypytała o wszystko, co musi wiedzieć i życzyła jej miłego dnia. Cora westchnęła głęboko, po czym zaczęła od zaniesienia panu Gravesowi pliku dokumentów do podpisu. Jak głosił napis na teczce, były to wnioski o pozwolenia na różdżki.Uśmiechnęła się po czym ruszyła przed siebie z towarzyszącym jej stukotem butów. Zapukała i weszła do jego gabinetu, witając się cicho z obecnym tam mężczyzną. Gdy już wszystko zostało podpisane odniosła teczkę z powrotem do działu, który odwiedziła wczoraj i wróciła do ,,swojego" biurka, porządkując porozwalane dokumenty do odpowiednich teczek. Chwała Merlinowi, że wszystkie były oznaczone! Gdy zbliżała się godzina piąta,zaparzyła herbatę i razem z biszkoptami zaniosła ją głowie Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów. Spojrzał na nią zdziwiony.
-Mówiłeś,że przez parę lat byłeś w Anglii, a właśnie wybiła ,,fiveo'clock".- Po czym postawiła tackę na biurku.
-Napij się ze mną.- Zaproponował, wyczarowując drugą filiżankę.Dziewczyna usiadła na miękkim fotelu i wzięła do ręki filiżankę herbaty, dolewając odrobinę mleka.
***
Przeszło im to do tradycji i przez następne dwa miesiące tak w dużej części wyglądała praca Cory. Dotrzymywała Percivalowi towarzystwa, gdy ten nudził się popołudniami w biurze, oczekując, czy Madame Piquery, której był prawą ręką, go nie wezwie. Po pracy udawali się do posiadłości mężczyzny, gdzie spędzali kilka godzin na rozmowach. Było to jedyne miejsce w Nowym Jorku, gdzie Cora czuła się jak w domu, gdyż w akademii... Nie była lubiana. Victor, który obraził się na nią, gdy odrzuciła jego zaloty zaczął rozpuszczać o niej paskudne plotki, nie popisując się jednak kreatywnością. Wszyscy non stop patrzyli na nią krzywym okiem, więc Scamander spędzała tam jak najmniej czasu, poświęcając go Percyemu. Zdarzały się dni, gdy siedzieli w jego gabinecie, po obu stronach biurka i byli zajęci sobą. Ona wkuwała swoje notatki i uczyła się, on pracował. Co z tego, że mogli robić to osobno? Cieszyli się ze swojej obecności i chcieli spędzać razem każdą chwilę. Jednak ostatnimi czasy co nieco zaczęło się zmieniać. Zaczęli patrzeć na siebie inaczej, jak na swoje obiekty uczuć. Graves wahał się z tym, co czuł wgłębi siebie. Gdy widział pełną życia dziewczynę, był szczęśliwy, ale czy miał prawo zatruwać jej serce swym jadem? Ze strony Corinne sprawa wyglądała znacznie inaczej. Była świadoma różnicy wieku między nimi, sam Graves czasem traktował ją protekcjonalnie, a ona nie wierzyła, że mógłby widzieć w niej coś więcej niż nastolatkę z marzeniami, którą była. Nie sądziła, że chciałby zadawać się ze 'smarkulą', co poważnie obniżało jej samoocenę. Nie liczyła na nic więcej, zadowalała się jego obecnością i herbatą z mlekiem pitą w jego biurze.
Podobnie wyglądał dzisiejszy dzień, kiedy to siedzieli na miękkich fotelach. Było już grubo po dziesiątej w nocy, lecz dopiero kończyli zajmowanie się papierami, którymi zostali zasypani. Od kiedy tylko Cora zjawiła się w Ministerstwie biegała po wszystkich piętrach niczym kot z pęcherzem, gdyż stały się dwa ważne wypadki, które postawiły mnóstwo ludzi na nogi. Oprócz niespodziewanego nawrotu tajemniczych wybuchów, który wzbudził panikę, niejaka Porpentyna Goldstein, obecnie już były Auror, zaatakowała niemagiczną kobietę ze stowarzyszenia anty-magicznego ,,Drugich Salemian" na środku miasta. Departament Przestrzegania Prawa Czarodziejów miał dzisiejszego dnia urwanie głowy, a asystentka jego szefa przebiegła niemalże maraton w swoich nowych szpilkach, które ubrała sądząc, że to będzie leniwy dzień jak co dzień. Nie dziwiło nikogo więc, że jak tylko odniosła ostatni papier, przekazała odpowiednie dokumenty, odesłała sowę i wykonała ostatnie czynności, zasiadła przy biurku Gravesa zdejmując buty z obolałych stóp z westchnieniem ulgi.
-Co powiesz na herbatę zanim stąd wyjdziemy?- Zaproponowała wstając, gdyż wiedziała, że nie odmówi. Mruknął coś co brzmiało jak wyraz aprobaty znad jakiegoś dokumentu, na co Corinne tylko się zaśmiała. Nie ubierając butów ruszyła do swojego biurka delektując się chłodem obejmującym jej stopy. Gdy wróciła i postawiła na blacie napar, którego zapach wypełniał powoli pomieszczenie, mężczyzna zaśmiał się serdecznie, obserwując jej bose stopy zatapiające się w dywanie. Odłożył teczkę, oznajmiając, że to koniec na ten konkretny dzień.
-W piątki nigdy nie było tyle roboty.- Jęknęła Cora wykładając się na fotelu i sącząc ciepły napar. Nie przejmowała się, że jej nogi zwisały przerzucone przez podłokietnik a włosy są lekko rozwalone, po całym dniu obowiązków. Sądziła, że tak zmęczona wygląda okropnie, lecz Gravesa ten widok jedynie rozczulił. Zaczęli rozmawiać o Brytyjskich zwyczajach i śmiać się z różnic między ludźmi, które obserwowali w obu krajach.
-Mam wrażenie, że wy Amerykanie non stop czegoś komuś zazdrościcie.-Mruknęła Cora zagryzając biszkopta.
-Skąd taki wniosek?- Zdziwił się mężczyzna.
-Najlepszy przykład: napisałam świetnie egzaminy wstępne na studium profesora Arnolda, a non stop słyszę plotki, że niby przespałam się z komisją, skoro tu jestem. Zamiast cieszyć się,że po wielu latach prób oni też się dostali, zazdroszczą mi, że przyjęli mnie w tak młodym wieku. Nie rozumiem tego w waszej mentalności.
-A przespałaś się z komisją?- Zażartował, unosząc brew do góry.
-Nie!-Oburzyła się na żarty Corinne.- No ale sam przyznaj, że ciąglektoś komuś tu czegoś zazdrościcie!
-Masz chłopaka?- Zapytał, niby zupełnie odrywając się od tematu. Cora zaskoczona odpowiedziała przecząco, na co ten dodał:- No to ja nie mam komu czegoś zazdrościć.- Po czym podszedł do niej bliżej, opierając się biodrem o kant biurka i zeskanował ją wzrokiem. Dziewczyna momentalnie się zarumieniła i przekręciła się w fotelu, siadając jak na damę przystało.- Długo zastanawiałem się co zrobić z pewnym... hmm, problemem, który mnie dręczył, ale postanowiłem, jak to kiedyś powiedziałaś, dać się ponieść fali. Od kiedy tylko cię zobaczyłem, coś we mnie drgnęło i nadal się nie zatrzymało. Mówię o moim sercu, które obudziłaś do życia. Nie wiem, jakie są twoje odczucia wobec mnie, jednak wyrażę się jasno...- W tym momencie umilkł widząc, jak dziewczyna wstaje z fotela stając przed nim z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Bał się odrzucenia. Tak! On, który w swoim życiu miał kobiet na pęczki, nie angażując się uczuciowo w żadną ze swoich licznych przygód, bał się odrzucenia przez nastolatkę, bo była to pierwsza kobieta, na której mu zależało.
-Po prostu to zrób.- Zbliżyła się do niego, przez co dzielił ich tylko krok od stykania się ciałami.
-Co?- Zadał najinteligentniejsze pytanie, jakie przyszło mu do głowy. Czy też raczej nie przyszło, bo jego umysł był zajęty tylko tym, jak blisko jest dziewczyna, która zawróciła mu w głowie. Przez następne miesiące ciągle naśmiewali się z jego domyślności w tamtym momencie.
-Pocałuj mnie.- Mruknęła, kładąc dłoń na jego torsie, sama będąc zaszokowana własną odwagą. Nie musiała długo czekać, bo mężczyzna w ułamku sekundy położył swoje dłonie na jej talii i przyciągnął ją do siebie, atakując swoimi ustami jej drobne, pogryzione z nerwów wargi. Trzymał ją zaborczo, więc nie miała żadnej drogi ucieczki. Ale nie chciała uciekać. Jego uścisk przydał się za to, gdy ugięły się pod nią kolana, gdy mruknął cicho pogłębiając pocałunek. W pieszczocie tej umieścili wszystkie uczucia, których nie potrafili z siebie wydobyć na głos. Graves nie był nachalny, nie chciał jej skrzywdzić, brał tylko tyle, ile była gotowa mu dać, a była w stanie i chciała dać mu wiele.
CZYTASZ
Stay with me| Grindelwald
Fiksi Penggemar,,-Czy ty właśnie próbujesz mi powiedzieć, że miałaś romans z Grindelwaldem?!- Tezeusz Scamander zdenerwował się na swoją młodszą siostrę, która siedziała skulona na fotelu w jego gabinecie. Obok niej znajdował się Newt i razem tłumaczyli się najsta...
