Wieszcz pochylił się nad swoim tabletem. Jego czoło – zmarszczone. Jego oblicze – dogłębnie zafrasowane. Jego wzrok – jastrzębi. Następnie uniósł palec wskazujący i z namaszczeniem złożył go na ekranie, rysując nim zamaszystego esa-floresa.
Połowa mojej kosmicznej floty zniknęła w efektownej, trójwymiarowej eksplozji, pozostawiając mi jedynie jednostki pomocnicze.
- A-ha! – ryknął tryumfalnie mój Brat Śliny, młócąc pięściami nad głową jak wariat. – Dorżnąłem cię w końcu, Teflonie! Gryź kosmiczny pył!
Uśmiechnąłem się niepokojąco. Przez wiele dni trenowałbym ten uśmiech przed lustrem, długimi godzinami doprowadzają go do perfekcji, pilnując, by nie stał się karykaturą, ale też nie był zbyt subtelny i nie umknął obserwatorowi. Wysiłek ten opłacił się, bowiem Adam przerwał wiwatowanie na swą własną cześć i zaczął przyglądać mi się z zaniepokojeniem.
- Teflon? – zapytał głosem osoby, która uświadomiła sobie, że zostawiła zupę na gazie. – Nie podoba mi się to spojrzenie.
- Jakież to spojrzenie masz na myśli, mój Bracie Śliny? – zapytałem, fałszywie swobodnym tonem. Nie spiesząc się, przesunąłem myszkę, wybierając stosowną opcję.
- Wilcze – mruknął Wieszcz. – I mściwe. Zwykle masz dość maślany wzrok, owczo-koziczny.
- Koziczny? – ta uwaga na moment wyrwała mnie z mego strategicznego transu. – Co masz na myśli, mówiąc „koziczny"?
- Jak kozica górska – wyjaśnił Adam. – Widziałem dokument na BBC. Mają takie zamglone spojrzenia, jak ty zwykle. Szczególnie odkąd zacząłeś się umawiać z tym całym Janem.
Odchrząknąłem, nieco zmieszany. Adam nie był w żadnym wypadku taktycznym geniuszem i gdybym tego nie wiedział, w tym momencie zacząłbym podejrzewać, że specjalnie szarpnął za tę konkretną strunę mojej duszy, by zaburzyć moje skupienie. Wzmianka o Janie spowodowała u mnie bowiem korowód bardzo ciepłych, bardzo przyjemnych i momentami ekscytująco wilgotnych myśli i wspomnień...
Potrząsnąłem głową. Skup się, Teflonie! To nie czas na przyjemności. To czas sądu. Czas białego zimna. Czas zadać ostateczny cios!
Błyskawicznie wklepałem kilka komend i po kilku sekundach z potężnej floty Adama ostał się jeno animowany pył.
- Co? – Wieszcz pochwycił tablet i przysunął go sobie pod sam nos, wydając przy tym pełne niedowierzenia kwiknięcie.
Powstrzymałem odruch tryumfalnego młócenia pięściami i wydawania z siebie okrzyków radości. Z dwóch powodów. Po pierwsze – byłoby to poniżej mojej godności. Czy w podobnej sytuacji tak zachowałby się generał Patton? Sun Tzu? Ender Wiggin? Oczywiście, że nie. Dlatego i ja również, wzorem tych niedościgłych strategicznych geniuszy, postanowiłem, że w obliczu zwycięstwa zachowam dystyngowaną powściągliwość i lekki, choć przepełniony wyższością uśmieszek.
Po drugie, z Adamem coś było nie tak i nie chodziło nawet o skwaśnienie po przegranej w głupią grę strategiczną wygrzebaną z odmętów Steama. Gdyby o to chodziło, mój szlachetny Brat Śliny chodziłby skwaśniały bez przerwy. Nie, moje wybitne taktyczne zmysły podpowiadały mi, że sprawa sięgała głębiej. Postanowiłem jednak nie drążyć, przynajmniej jeszcze nie.
- Nieważne – burknął Adam odrzucając tablet na biurko przy łóżku. – Jutro cię dorżnę. Miałeś mi wytłumaczyć, o co chodzi z całym tym Trybunałem.
Na wzmiankę o Trybunale mój żołądek zabulgotał z trwogi. Jeśli to niedorosłe indywiduum miało rację, i Trybunał nadal funkcjonuje w naszej budzie, moje pochopne ujawnienie Ziniarskiemu istnienia Krzesła Prawdy może kosztować mnie naprawdę wiele.
CZYTASZ
Bracia Śliny
Novela Juvenil"To będzie historia o wielu rzeczach. Na przykład o gofrach. Gofry są w niej bardzo istotne, choć pewnie trochę czasu minie, zanim do tego dojdę. Podobnie jak do kumkwatów, które również są ważne, choć nie aż tak, jak gofry (kumkwaty to takie owoce...
