Wrócił Zordon. W sobotę rano zjawił się u babci, gdzie pozostawił swoje rzeczy, przegadał z nestorką naszego roku dobre dwie godziny, po czym zjawił się u nas na obiedzie.
Przeczuwałem kłopoty. Z rodzicami mój brat utrzymywał dość chłodne relacje, co przełożyło się na dość burzową atmosferę przy stole.
- Schudłeś – powiedziała mama znad talerza z rosołem. - Założę się, że nie odżywiałeś się zbyt dobrze w tej Anglii.
- Wręcz przeciwnie, mamo. Od czasu mojej wyprowadzki stałem się fanatykiem warzyw. Pół mieszkania mam zawalone karczochami i innymi takimi. Nie ma dnia, żeby mój współlokator nie wdepnął w jakiegoś pomidora albo coś w tym stylu.
- Karczochami? – zdziwiła się mama.
- Ale stałej pracy nie znalazłeś – zauważył kwaśno tata.
- Stała praca to przeżytek, tato.
Rozmowa w takim stylu toczyła się mniej więcej do deseru, gdy Zordon oznajmił, że musi wyjść na balkon zapalić. Poszedłem razem z nim.
- Dobrze cię widzieć – rzekłem, wpatrując się w mojego starszego brata oddającego się jednemu ze swoich mniej zgubnych nałogów. Tu, chwilowo poza zasięgiem rodzicielskiego radaru, mogliśmy w końcu porozmawiać jak brat z bratem.
- No mów – ponagliłem go zniecierpliwiony. – Co to za niespodzianka?
- Bez nerwów, Adam – Zenon rozkoszował się papierosem. - To w zasadzie miałem powiedzieć przy stole, ale wolę najpierw tobie.
Wydmuchnął kłąb dymu.
- Chyba będę się żenił.
Osłupiałem, nie ukrywam. Wizja Zordona w związku małżeńskim wydawała mi się czymś praktycznie niemożliwym do ogarnięcia umysłem.
- Nieźle, co? – powiedział, wyraźnie rozbawiony moim zaskoczeniem. – Tego się nie spodziewałeś?
- Ani trochę – przyznałem. – Opowiadaj.
- Na saksach poznałem jedną dziewczynę. Pracuje w warzywniaku na moim osiedlu, jej ojciec jest właścicielem.
- To dlatego pół mieszkania masz zawalone karczochami i pomidorami? – domyśliłem się.
Zordon pokiwał głową.
- Nazywa się Fatima – dodał. – Jej ojciec robi w imporcie warzyw na całych Wyspach. Jesteśmy ze sobą już od prawie czterech miesięcy.
- I nic mi nie powiedziałeś! – oburzyłem się. – Słowem nawet nie pisnąłeś, a ja ci się zwierzałem ze wszystkich swoich problemów.
- No wiesz, jestem twoim mentorem, nie? – powiedział, choć po twarzy widziałem, że jest nieco zawstydzony. I słusznie, bo ten brak konfidencji z jego strony naprawdę mnie zabolał. O czymś takim, rodzonemu bratu nie powiedzieć! – Nie mogę się przed tobą tak ze wszystkim odsłaniać, bo stracę autorytet. Ale, ale – powiedział szybko, widząc, że nie przemawia do mnie ta argumentacja – chcę za to, żebyś był moim drużbą. Co powiesz?
- Nie musisz nawet pytać – zapaliłem się. – Jedno twoje słowo, Zordonie i jestem na posterunku.
- Dlatego przyjechałem – powiedział, gasząc papierosa i wrzucając niedopałek do pustej doniczki. – Pozałatwiać wszystkie papiery i inne takie. Ja już chyba nie będę wracał do kraju, Adam. To znaczy, nie na stałe. Na Wyspach mam wszystko, czego mi potrzeba. Ojciec Fatimy powiedział, że da mi robotę u siebie, przy dystrybucji karczochów. Będziemy załatwiać sobie mieszkanie, może nawet od razu coś większego, bo wiesz, nigdy nie wiadomo, kiedy rodzina zacznie nam się powiększać...
CZYTASZ
Bracia Śliny
Fiksi Remaja"To będzie historia o wielu rzeczach. Na przykład o gofrach. Gofry są w niej bardzo istotne, choć pewnie trochę czasu minie, zanim do tego dojdę. Podobnie jak do kumkwatów, które również są ważne, choć nie aż tak, jak gofry (kumkwaty to takie owoce...
