Rozdział 2.10

235 12 5
                                        


- Hoohie hi, he hyjdzie!

- Próbowałeś wykręcić? – zapytałem zdesperowany. – Może gdybyś chwycił za gwint i zaczął obracać w kierunku przeciwnym do wskazówek zegara...

- Enchej hep y uchee!

- Wieszczu, pilnuj języka – upomniałem go. Westchnęłam i obróciłem się w stronę Rozalii siedzącej po drugiej stronie łóżka. – Ty mu to zrobiłaś?

- Nie – pokręciła głową. – Uwierz mi, gdybym chciała go skrzywdzić, użyłabym czegoś bardziej niebezpiecznego niż żarówka.

- Haho echge!

- Ty siedź cicho – wycelowałem w niego palec, nie spuszczając wzroku z Rozalii. – Mów, Walkirio. Do czego tu doszło?

- Przyszłam go odwiedzić, wiesz, poprawić poduszki, pocieszyć na łożu boleści... Strasznie był dzisiaj zachmurzony, więc opowiedziałam mu o takiej jednej rzeczy, o której kiedyś wspomniał mi Kevin...

Od strony łoża boleści mojego Brata Śliny rozległo się ponure bulgotanie. Zignorowałem je ostentacyjnie.

- Jakiej rzeczy? – zapytałem.

- Że podobno jeśli ktoś wsadzi sobie żarówkę do gardła, to mięśnie szczęki odruchowo zaciskają się na niej i nie da się jej usunąć, chyba że chirurgicznie. I Adam się wtedy strasznie zamyślił, więc uznałam, że jest już zmęczony. No to chciałam już iść do siebie, ale skorzystałam jeszcze z toalety i gdy wróciłam, żeby się z nim pożegnać, weszłam do jego pokoju, a on trzymał w rękach lampkę nocną, a w ustach...

Wykonała znaczący ruch ręką w stronę Adama. Wieszcz przypatrywał się nam spojrzeniem na tyle cynicznym i niechętnym, na ile to możliwe u osoby, której z ust sterczy gruby gwint żarówki.

- Zrobiłeś to sobie z własnej woli? – upewniłem się. – Z własnej woli wykręciłeś żarówkę z lampki nocnej i z własnej woli wsadziłeś ją sobie do gardła?

Adam nie odpowiedział, patrzył tylko na mnie tak, jakby to wszystko była moja wina.

- Próbowałaś wysmarować mu usta masłem? – zapytałem. – Może trzeba zwiększyć potencjał tarcia...?

- Uderzyłam go pięścią w brzuch, jak przy odkrztuszaniu – przyznała Rozalia, jakby nieco zawstydzona. – Ale prawie przegryzł żarówkę, więc odpuściłam.

Wieszcz zabulgotał, tym razem jakby z przestrachem i gwałtownie pokręcił głową, jednocześnie wytrzeszczając oczy.

- Bardzo mądrze – pokiwałem głową w zamyśleniu. – Szkoda marnować przyzwoitą żarówkę. Dobrze, że nie opowiedziałaś mu drugiej wersji tej ciekawostki.

- Jakiej drugiej wersji...? – zmarszczyła czoło.

- Lepiej, żebym nie wymawiał jej w przytomności naszego Wieszcza – uciąłem. – Nie wiadomo, co jeszcze mu może przyjść do głowy. Każdy kij ma dwa końce, tyle tylko podpowiem.

- Ach acheje he ohche che achie – wybełkotał Adam.

- Nie bawimy się dobrze – warknąłem poirytowany. – Uwierz mi, ta sytuacja jest mi wybitnie nie na rękę. Nie jestem tu dla prostej uciechy. Jeśli już musisz wiedzieć, Wieszczu, to nie jest wizyta towarzyska. Przyszedłem do ciebie w istotnej sprawie natury intymnej, a nie... elektryczno-laryngologicznej. Ale, oczywiście, Adam Mickiewicz zawsze musi zadbać o to, by cały świat kręcił się wokół niego! Nawet jeśli wymaga to wsadzania sobie żarówki w otwór cielesny.

- Intymnej? – zapytała Rozalia, która była zbyt bystra, by przegapić to konkretne słowo.

Zacisnąłem usta. Wolałem nie wspominać o tym w przytomności Walkirii. Nie, żebym jej nie ufał, ale mimo swoich licznych zalet Rozalia miała bardzo męczący nawyk nadmiernej ekscytacji męskimi relacjami jednopłciowymi. Na tym etapie nie byłem jeszcze na to gotowy.

Bracia ŚlinyOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz