Rozdział 1.4

353 23 10
                                        

- No dobrze – Teflon podsunął sobie laptopa. – Miejmy to już za sobą.

Znajdowaliśmy się w pustej klasie języka polskiego udostępnionej nam na mocy dyrektorskiego polecenia. Teflon bezceremonialnie usadowił się za nauczycielskim biurkiem.

- Najpierw zobaczmy jak wygląda obecna strona – powiedziałem. Tomek wzruszył ramionami i wklepał na klawiaturze adres naszej budy.

Spojrzeliśmy.

Dziesięć sekund później Teflon ostrożnie, bardzo ostrożnie zamknął laptopa. Na jego twarzy malował się wyraz absolutnej, zapierającej dech w piersiach grozy.

- Animowane gify – wyszeptał wpatrując się w przed siebie martwym wzrokiem. – Żółte tabelki w hateemelu. Na czarnym, niejednolitym tle. Z mrugającymi gwiazdkami. I zieloną czcionką Comic Sans.

- Wiele straszliwych rzeczy w swoim życiu widziałem, ale czegoś takiego jeszcze nigdy – zawtórowałem mu, równie strząśnięty.

- Strona naszej budy uraża mnie jako dizajnera, internautę i istotę ludzką obdarzoną elementarnym zmysłem estetycznym – oświadczył Teflon, na powrót ostrożnie otwierając laptopa. Rzucił okiem jeszcze raz, zazgrzytał zębami i czym prędzej zamknął okno przeglądarki.

- Czyli dasz radę zaprojektować lepszą? – upewniłem się dla porządku.

Teflon spojrzał na mnie z politowaniem.

- Wątpię, bym dał radę zaprojektować gorszą. Choćbym nawet bardzo się starał. Nawet najprostszy szablon będzie wyglądał lepiej, niż ta abominacja.

- Strona potrzebuje jednak treści – zajrzałem do kartki z wytycznymi, którą dostałem od dyrektora Ziniarskiego. – Potrzebujemy kalendarza roku szkolnego, prezentacji kadry pedagogicznej... z oddzielną podstroną dla każdego nauczyciela. Ilu mamy belfrów w naszym gimnazjum?

- Zbyt wielu – powiedział ponuro Teflon. – Zdecydowanie zbyt wielu.

- Listy klas, historia szkoły, biografia patrona... to będzie akurat proste, zrobię kopiujwklejkę z Wikipedii... oho.

- Nie podoba mi się to „oho" – mój towarzysz niedoli spojrzał na mnie z niepokojem. – „Oho" sugeruje masę nieprzyjemnej, żmudnej roboty przynajmniej dla jednego z nas.

- Dla mnie – potwierdziłem z ciężkim westchnięciem. – Mamy założyć i prowadzić szkolnego bloga. Aktualizowanego przynajmniej raz w tygodniu.

- I co będziesz tam zamieszczał? – zainteresował się Teflon. Nie umknęło mojej uwadze perfidnie asekuracyjne sformułowanie tego pytania.

- Ja będę? – uniosłem brew. – Myślałem, że siedzimy w tym razem.

- Ej, ja odpowiadam za kodowanie i postawienie strony – Teflon uniósł obie dłonie w demonstracyjnym geście. – Od tekstów jesteś ty. Poza tym, jedna notka na tydzień to chyba nie aż tak wiele?

Westchnąłem ciężko. Teflon, choć bez wątpienia dysponował ponadprzeciętnymi umiejętnościami informatycznymi, nie był blogerem. Nie znał tej straszliwej niemocy, jaka towarzyszy każdej utalentowanej jednostce zmuszonej do pracy twórczej pod groźbą konsekwencji. Jeden tekst tygodniowo? I to na tak denny i mało wymyślny temat, jak życie naszej budy? O czym miałbym niby pisać, o szkolnych dyskotekach? Nowej kreacji Medei? To przecież śmieszne. Mój własny, prowadzony w bólach i cierpieniach, zraszany krwią i potem, blog już od prawie trzech miesięcy czeka na nową notkę.

- To ponad moje siły - uznałem, mnąc w rękach kartkę. – Pójdę do dyrektora i...

- I co mu powiesz? – zainteresował się Teflon.

Bracia ŚlinyOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz