Czułem się tak, jakby minęły dwa lata.
Co było głupie – rozmawialiśmy przecież raptem siedemnaście godzin temu (liczyłem). Najwidoczniej mózg wpadniętej osoby dziwnie postrzegał czas.
Bo że byłem wpadnięty, nie było co do tego żadnych wątpliwości. Totalnie, całkowicie, a prawdopodobnie i nieodwracalnie wpadnięty, wpadnięty bez nadziei na wypadnięcie z tych kędzierzawych włosów i musierowiczowych dołeczków.
Jan stał pod zegarem, jak obiecał, co chwila zerkając na dzierżonego w dłoni smartfona, drugą ręką co i rusz czochrając sobie włosy. Padał lekki śnieg, osnuwając okolicę delikatną warstewką bieli, przez co nieszczególnie estetyczne zwykle centrum miasta tego wieczoru narzucało skojarzenia z pączkiem posypanym cukrem-pudrem.
Spanikowałem, co przyznam z nijakim wstydem. Nie miałem pojęcia, co zrobić z rękami – Hamleta postanowiłem zostawić na ten wieczór u Wieszcza. Obaj szybko się zaprzyjaźnili, ale nie zdziwiło mnie to. Hamleta nie dało się bowiem nie uwielbiać od pierwszego wejrzenia, więc nawet taki choleryk jak mój nieszczęsny Brat Śliny nie był w stanie oprzeć się kudłatemu urokowi osobistemu. Lubienie Adama z kolei wymagało pewnego wyrobionego smaku, ale – na szczęście – Hamlet, po kontrolnym polizaniu Wieszcza po policzku, uznał, że jest to osoba w jak najbardziej jego guście.
Jan uniósł głowę i uśmiechnął się na mój widok.
Serce zabębniło mi w piersi. Co powiedzieć? Jak zacząć tę rozmowę? To musi być coś elokwentnego, ale nie pretensjonalnego, błyskotliwego, ale nie przemądrzałego, uroczego, ale nie infantylnego... Gorączkowo przeszukiwałem zwoje mózgowe w poszukiwaniach stosownego otwarcia konwersacji, ale uśmiech janusowego oblicza działał na mnie rozbrajająco.
- Eee... – powiedziałem elokwentnie i zamilkłem. Ta nędzna samogłoska wisiała między nami niezręcznie, aż w końcu mój biedny mózg raczył wygenerować kolejne słowo: – Jestem.
Nieźle, jęknąłem wewnętrznie. W takim tempie do najbliższego przecinka dojadę, przy sprzyjających wiatrach, za jakieś trzy tygodnie.
Jan nie wydawał się jednak przejęty moim niedostatkiem elokwencji.
- Cieszy mnie to niepomiernie – oznajmił. – Co powiesz na mały spacer przed kawą?
- Kawą – powtórzyłem głupio.
Jan zmarszczył czoło, ale uśmiechnął się, przez co przez moment jego twarz wyglądała jak dwa zdjęcia nieumiejętnie połączone w fotoszopie.
- Kawą – potwierdził. – Nie wiem, Teflonie, czego oczekiwałeś po naszej dzisiejszej randce, ale muszę z góry cię ostrzec, że nie jestem łatwy. Wręcz przeciwnie. Moje dotychczasowe doświadczenia nauczyły mnie niejakiej przezorności.
- Nie uważałem, że będziesz łatwy – odparłem natychmiast, czując jak płoną mi uszy. – Ja też nie jestem łatwy. Jestem trudny. Bardzo trudny. Jak Dark Soulsy.
- Jesteś trudną osobą? – Jan uśmiechnął się.
Uznałem, że po powrocie do domu będę musiał odbyć poważną rozmowę z moim mózgiem. Zawodzić mnie w takiej chwili!
- Jestem – przyznałem zdetonowany. Nawet dla samego siebie, złośliwie dodałem w myślach.
Jan pokiwał głową.
- W takim razie wszystko wskazuje na to, że się dogadamy.
Odetchnąłem zimnym powietrzem. W powietrzu unosiła się wieczorna mgła, zaskakująco gęsta. Sunęliśmy niespiesznie chodnikiem w kierunku parku.
CZYTASZ
Bracia Śliny
Tienerfictie"To będzie historia o wielu rzeczach. Na przykład o gofrach. Gofry są w niej bardzo istotne, choć pewnie trochę czasu minie, zanim do tego dojdę. Podobnie jak do kumkwatów, które również są ważne, choć nie aż tak, jak gofry (kumkwaty to takie owoce...
