Rozdział 1.9

243 16 1
                                        



Incydent w szatni przysporzył Rozalii sporo popularności i ta popularność naturalnym stanem rzeczy rozlała się nie co również i na mnie oraz Teflona. Nasz konflikt ze szkolną husarią okazał się nie aż tak jednostronny, jak nam się początkowo wydawało. Do końca zajęć lekcyjnych co najmniej kilka osób podeszło z nami porozmawiać. Sam Teflon w znacznie mniejszym stopniu poddawany był procesowi gnębienia, tak jakby nieprzyjazne mu jednostki zmuszone były do wycofania się na strategicznie upatrzone pozycje i przemyślenia taktyki. Swoje trzy grosze wrzuciła również Medea, stając wbrew obowiązującej podstawie programowej i znienacka całą lekcję polskiego poświęcając Illiadzie, a konkretniej relacji Achillesa i Patroklesa. Przemawiała o tym z taką swadą, ogniem w oczach i rumieńcem na policzkach, że niepodobna było nie dać się porwać i nie wzruszyć. Szczególnie żeńska część klasy okazała głębokie zainteresowanie serdeczną przyjaźnią i bliskością obu herosów, w niektórych momentach wydając nawet z siebie głębokie westchnienia i stłumione chichoty. Teflon natomiast siedział z czerwoną tworzą, starając się ignorować mało subtelne spojrzenia, jakimi regularnie zaszczycała go nauczycielka. Bałem się, że temat dzisiejszej lekcji niepotrzebnie rozjątrzy zaczynającą się goić sytuację, ale – o dziwo – stało się coś przeciwnego. Na swój sposób klasa zaczęła powoli oswajać się z faktem, że w jej gronie znajduje się gej i że w zasadzie nic to nie zmienia w żaden sposób. Teflon nie zmienił się przecież z dnia na dzień – zmieniło się tylko podejście, jakie miała do niego grupa. Po kilku dniach doszło nawet do tego, że Trójkowiec dał mojemu Bratu Śliny spisać od siebie na kartkówce z fizyki, a skoro już nawet Trójkowiec nie miał nic przeciwko Teflonowi, to oznaczało, że nie powinien mieć i nikt inny.

Przez kolejne dni temperatura sytuacji zdawała się stopniowo opadać. Husarz i jego świta ograniczali się jedynie do paskudnych spojrzeń i gestów wykonywanych z niejakiej odległości ode mnie i Teflona. Gdy jednak na horyzoncie pojawiała się Rozalia, Husarz za każdym razem oddalał się z godnością, lecz podejrzanie szybkim krokiem. Co prawda niewiele osób miało odwagę śmiać się z niego otwarcie, ale paradoksalnie to tylko podkręcało atmosferę - Dominik podejrzliwie wpatrywał się w każdą uczniowską grupkę, wszędzie węsząc śmieszkowanie z jego osoby. Miotał się i bulgotał wewnętrznie, doskonale zdając sobie sprawę z faktu, że oto na niego przyszła kolej, by stać się pośmiewiskiem całej szkoły, zaś jego ego wyraźnie nie umiało sobie z tym poradzić.

W końcu nadszedł dzień zebrania szkolnego koła artystycznego pod batutą pani Oli.

Poza mną, Rozalką i Teflonem na miejscu pojawiła się również Agata – czekająca na koniec świata wegetarianka z krótkimi włosami, która jako pierwsza zadeklarowała poparcie Teflonowi – a także kilka innych dziewczyn.

Siedliśmy w pustej klasie języka polskiego. Medea zasiadłą za biurkiem.

- A zatem – zaczęła swym wspaniałym głosem godnym antycznej mówczyni. Wiele można było o Medei powiedzieć, ale umiejętności perorowania odmówić się jej nie dało. – Cieszę się, że udało nam się zaprosić do naszego grona nowe twarze. Panowie Tomasz Flenowicz i Adam Mickiewicz zdecydowali się zasilić nasze szeregi i tym samym umożliwić nam stworzenie słuchowiska w oparciu o jedno z dzieł Sofoklesa...

- Przepraszam...? – nieśmiało uniósł dłoń Teflon. – Czy to już postanowione, że robimy Sofoklesa?

Medea obrzuciła Teflona niechętnym spojrzeniem, najwyraźniej nieprzyzwyczajona do kwestionowania jej wyborów artystycznych.

- Koledze Flenowiczowi Sofokles, jak rozumiem, się nie podoba? – zapytała chłodno.

- Podoba, a jakże – zapewnił szybko mój Brat Śliny. – Po prostu zastanawiałem się nad czymś bardziej... ikonicznym.

Bracia ŚlinyOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz