Było zimno – nawet w czapce, kurtce i grubej bluzie z kapturem dotkliwie odczuwałem przenikliwy chłód wczesnego poranka. W zwyczajnych okolicznościach o tej porze przewracałbym się jeszcze na drugi bok i rozważał, jak szybko uda mi się wziąć prysznic i zjeść śniadanie, by wykroić sobie jeszcze kilka minut półprzytomnego leżenia pod kołdrą.
Ale nie tym razem. Dziś moja dziewczyna wyjeżdżała na miesiąc do Wielkiej Brytanii na wymianę uczniowską i to była moja ostatnia okazja, by zobaczyć ją jeszcze przed podróżą.
Moja dziewczyna, powtórzyłem w myślach i uśmiechnąłem się, szczelniej wbijając tył głowy w kaptur. Dopiero co się poznaliśmy, a już muszę się z nią rozstać – i to akurat w momencie, w którym za nic w świecie za nic w świecie nie chciałbym się z nią rozstawać.
Przyspieszyłem kroku. Minąłem sklep, zamknięty plac zabaw i stary budynek sądu rejonowego, aż w końcu dotarłem na miejsce.
W ostatniej chwili. Rodzice Rozalii pomagali jej pakować bagaże do samochodu. Chciałem podejść, ale Walkiria zauważyła mnie wcześniej. Powiedziała coś do swojej mamy i ruszyła w moją stronę.
- Myślałam, że nie przyjdziesz – powiedziała.
- Że zostawię cię bez pożegnania? Nigdy bym tego nie zrobił.
Uśmiechnęła się. Przytuliłem ją, wciąż myśląc o tym, że przez następny miesiąc nie będę miał szansy tego zrobić.
- To tylko cztery tygodnie – szepnęła. – Nie zdążysz nawet porządnie zatęsknić.
- Już tęsknię – zapewniłem ją. – Co ja bez ciebie zrobię, Walkirio?
- Będziesz Adamem Mickiewiczem. Będziesz się pakował w kłopoty i wychodził z nich cało i pomagał ludziom wokół siebie. A potem mówił, że wcale taki nie jesteś.
- Bo nie jestem.
Roześmiała się.
- Chodź tu.
Przytuliła się jeszcze mocniej.
- Adam?
- Mhm?
- Mogę cię o coś zapytać?
- Jasne. O co tylko chcesz.
- Czemu ty i Teflon mówicie na siebie „Bracia Śliny"? Bo wiesz, to brzmi trochę jakbyście...
- Wiem – przerwałem jej zawstydzony. – Ale nic z tych rzeczy. Faktycznie, nie przemyślałem tej nazwy – Przyznałem i opowiedziałem jej o tym, jak wraz z Flenowiczem Tomaszem, wzorem północnoamerykańskich Indian, zawarliśmy przymierze braterstwa w szkolnej toalecie na pierwszym piętrze naszego gimnazjum.
- To piękne – powiedziała poważnym głosem. Nie nabijała się. Naprawdę uważała, że ten głupkowaty, niedorzeczny gest był czymś wyjątkowym. – Ze wszystkich rzeczy, jakie o tobie wiem, ta jest chyba najpiękniejsza.
- Ale dopiero po tym, jak dokładnie umyliśmy ręce – dodałem z uśmiechem.
Staliśmy tak jeszcze przez moment, po czym tata Rozalii zawołał, że muszą już jechać. Pocałowałem ją na pożegnanie, ale delikatnie, z ostrożnością. Nie chciałem zepsuć tego momentu.
Przez chwilę patrzyłem jeszcze na znikający w porannej mgle samochód. Spojrzałem na wyświetlacz telefonu – do rozpoczęcia zajęć została jeszcze prawie godzina. Nie chciałem wracać do mieszkanie, więc poszedłem okrężną drogą, zamierzając przechwycić Teflona w chwili, gdy będzie wychodził ze swojego domu.
CZYTASZ
Bracia Śliny
Teen Fiction"To będzie historia o wielu rzeczach. Na przykład o gofrach. Gofry są w niej bardzo istotne, choć pewnie trochę czasu minie, zanim do tego dojdę. Podobnie jak do kumkwatów, które również są ważne, choć nie aż tak, jak gofry (kumkwaty to takie owoce...
