- Teflonie?
- Hm? – uniosłem głowę, wyrywając się z zamyślenia.
- Rozalia mnie zdradza.
Mój serdeczny przyjaciel, Adam Mickiewicz, zwany powszechnie Wieszczem, wydał z siebie przepełnione frustracją westchnięcie i odłożył tablet na szafkę stojącą obok szpitalnego łóżka, po czym zakopał się głębiej pod kocem – tak, że wystawała spod niego jedynie górna połowa jego nachmurzonego oblicza.
- Jakim cudem doszedłeś do takiego wniosku? – zapytałem z niejakim roztargnieniem, po postanowiłem połączyć wizytę u mojego cierpiącego na łożu boleści Brata Śliny (nie pytajcie) z przygotowaniami do olimpiady z polskiego, w którą podstępnie wmanewrowała mnie Medeea Trucicielka, to znaczy nasza pani od polskiego.
Wieszcz nie odpowiedział, wykonał tylko gniewny ruch podbródka w stronę tabletu. Sięgnąłem po urządzenie i zacząłem przeglądać, co też wprawiło Adama w tak posępny, można by nawet rzec, minorowy nastrój.
- Zdjęcia Rozalii z jej wizyty w Wielkiej Brytanii? – raz po raz przesuwałem palcem po ekranie dotykowym. – Rozalia z jakimś blondynem przed pałacem Buckingham... Rozalia na tle zanieczyszczonego przez gołębie pomnika, o ile dobrze rozpoznaję, Lorda Nelsona... Rozalia z tym samym blondynem co wcześniej w herbaciarni...
- Sześćdziesiąt cztery procent zdjęć, na których jest Rozalia, jest w towarzystwie tego typa – wyburczał Wieszcz. – Nazywa się Kevin, jest od niej trzy lata starszy, ma krzywe zęby i słucha Nicklebacka. Przeanalizowałem każde zdjęcie, które Rozalia wrzuciła w ciągu ostatnich dwóch tygodni. Mam to wszystko w folderach, posortowane w kolejności chronologicznej, geograficznej i tematycznej. Wiesz, co to oznacza?
Zmarszczyłem czoło.
- Że masz osobowość neurotyczną? – spróbowałem zgadnąć.
W odpowiedzi Adam zakopał się pod kocem jeszcze głębiej i zmienił się tym samym w małego, rozwścieczonego pagórka. Chyba się obraził, bo odwrócił się do mnie plecami.
Westchnąłem.
- Nie sądzisz, że odrobinę przesadzasz? – zapytałem odkładając tablet z powrotem na miejsce. – To chyba oczywiste, że w zwiedzaniu miasta towarzyszy jej autochton.
- Sześćdziesiąt cztery procent! – warknął w odpowiedzi. – To jest przesada! Poza tym... nie akceptuję tego autochtona. Nie w takich proporcjach. Dwadzieścia procent bym zrozumiał. Góra trzydzieści. Ale tyle? Policzyłem na ilu zdjęciach ją obejmuje, i...
- Nie chcę tego słuchać – zawołałem, demonstracyjnie przykładając dłonie do uszu. – Jako twój najlepszy przyjaciel i duchowy przewodnik stwierdzam, że histeryzujesz.
- Coś się dzieje? – usłyszałem wesoły głos zza drzwi sali, przez które moment później wyjrzała wygolona na zero absolutne głowa Zenona, starszego brata Wieszcza.
- Cześć, Zordon – uśmiechnąłem się na jego widok, a mój uśmiech poszerzył się jeszcze bardziej, gdy zobaczyłem, trzyma w rękach blaszane pudełko. Znalem to pudełko i, co przyznaję z niejakim wstydem, było ono jednym z istotniejszych powodów, dla których możliwie często wpadałem odwiedzić Wieszcza w szpitalu.
- Przytargałem nową partię ciasteczek – potrząsnął lekko pudełkiem.
- Nie mam apetytu – Adam narzucił sobie koc na głowę.
Zordon zerknął w moją stronę.
- Co mu się stało?
- Adam ma sinusoidę psychiczną – pospieszyłem z wyjaśnieniem.
CZYTASZ
Bracia Śliny
أدب المراهقين"To będzie historia o wielu rzeczach. Na przykład o gofrach. Gofry są w niej bardzo istotne, choć pewnie trochę czasu minie, zanim do tego dojdę. Podobnie jak do kumkwatów, które również są ważne, choć nie aż tak, jak gofry (kumkwaty to takie owoce...
