- Jak to "dostał czwórkę?"
- Uwierz mi, Rozalio, wszyscy byliśmy w szoku – zapewniłem, przeciskając się niewielki, ale z każdą chwilę gęstniejący tłum zalewający szkolny korytarz. Było tuż po dzwonku na długą przerwę, ten magiczny moment każdego dnia, gdy szkolne korytarze zmieniają się w trwający piętnaście minut chaos. - W zasadzie to nadal jesteśmy.
- Chwilę mnie nie ma i wszystko zaczyna się sypać – Rozalia wywróciła oczami. Był to pierwszy dzień jej powrotu do szkoły. – Powinnam wiedzieć o czymś jeszcze? Jakieś katastrofy? Apokalipsy? Może nasza nauczycielka języka polskiego zaczęła fascynować się mitologią nordycką?
Wzruszyłem ramionami. Do tej pory nie wspominałem jej o Janie i cieszyłem się z tej decyzji, biorąc pod uwagę fakt, jak to się skończyło.
- Dam ci znać, jeśli coś mi przyjdzie do głowy – zapewniłem. – Tymczasem...
Nie zdążyłem dokończyć, bo Rozalię wypatrzyła właśnie chmara dawno niewidzianych koleżanek, które piskiem i okrzykami przywoływały ją do siebie.
- Wybaczysz? – uśmiechnęła się przepraszająco.
Pokiwałem głową ze zrozumieniem.
- Idź, Rozalio – westchnąłem teatralnie. – Zostaw mnie samego na pastwę losu, po długim okresie naszej rozłąki.
- Nie dramatyzuj, zaraz wracam. O, cześć Sebastian!
Nietypowy Seba, który pojawił się właśnie na horyzoncie zdarzeń, uśmiechnął się szeroko na nasz widok.
- Cześć, Rozalia – powiedział, ale ona już zniknęła w tłumie koleżanek. Westchnąłem ciężko.
Naiwnie zakładałem, że po jej powrocie sytuacja wróci do względnej normy. Niestety, obsesja Wieszcza i moje własne rozterki chwilowo raczej to uniemożliwiały. Pisana jest ci samotność, Teflonie, pomyślałem melancholicznie.
- Co ci jest? – Seba najwyraźniej zaniepokoił się moim marsowym wyrazem twarzy.
Uśmiechnąłem się przymusem i pokręciłem głową
- Nic. Miałem dziwny sen. – zmieniłem temat, bo Sebastian, choć niewątpliwie był poczciwą duszą, niekoniecznie nadawał się na rozmówcę na tematy egzystencjalne. – Próbuję sobie przypomnieć, o co w nim właściwie chodziło.
Grubo ciosane oblicze Seby rozpromieniło się nieoczekiwanie.
- Tu ci mogę pomóc! – powiedział z entuzjazmem. – Gdy byłem mały, dziadek Leopold nauczył mnie sposobu na przypominanie sobie snów. Trzeba zadrzeć głowę daleko do tyłu, zwinąć dłoń w rurkę i spojrzeć przez otwór na sufit.
- I to działa? – spojrzałem na niego z ukosa, ale Sebastian był zbyt prostoduszny, by mnie wkręcać.
- Pewnie, że działa – pokiwał głową. – Ale też na początku nie wierzyłem. Raz, gdy miałem osiem lat, przyśnił mi się paskudny koszmar. Obudziłem się zlany potem, ale nie pamiętałem niczego, tylko że był naprawdę straszny. I wtedy przypomniałem sobie sposób dziadka Leopolda, zwinąłem rękę, spojrzałem w górę przez otwór w pięści i, mówię ci, od razu wszystko mi się przypomniało, z najdrobniejszymi szczegółami i w ogóle. Więc zacząłem drzeć się tak głośno, bo to było naprawdę straszne, że obudziłem połowę osiedla.
Z zadowoleniem pokiwał głową. Po chwili zmarszczył jednak czoło.
- Jak tak teraz o tym myślę, to chyba nie było to za mądre – przyznał. – Ale sposób działa, gwarantuję.
CZYTASZ
Bracia Śliny
Fiksi Remaja"To będzie historia o wielu rzeczach. Na przykład o gofrach. Gofry są w niej bardzo istotne, choć pewnie trochę czasu minie, zanim do tego dojdę. Podobnie jak do kumkwatów, które również są ważne, choć nie aż tak, jak gofry (kumkwaty to takie owoce...
