Powoli, bardzo powoli przywykałem do swojej roli tarczy ochronnej osłaniającej Teflona przed mrocznymi, brunatnymi siłami, które scentrowały całą swoją uwagę na moim Bracie Śliny. Była to cicha wojna tocząca się na szkolnych korytarzach, w łazienkach, w szatni szkolnej, w sali gimnastycznej, od dzwonka do dzwonka. Powoli robiłem się coraz bardziej wykończony i sfrustrowany, choć to i tak nic w porównaniu do Teflona. Jednego dnia nie przyszedł na pierwszą lekcję, choć wydzwaniałem do niego przez cały czas.
- Gdzie się podziewałeś? – zapytałem, gdy tylko zjawił się w szkole na pierwszej przerwie.
- Musiałem z kimś pogadać – powiedział cicho.
- O ósmej rano w środę?
Wzruszył ramionami. Zaniepokoiłem się, bo jeśli Teflon zaczął opuszczać lekcje, to znaczy, że robiło się coraz gorzej. Nie mogłem go winić, ale też nie miałem zamiaru pozwolić, by husaria szkolna odniosła zwycięstwo.
Jednego dnia Dominik Hurzycki namierzył Teflona w momencie, w którym nie było mnie przy nim. Gdy dotarłem do szatni, Husarz już grillował Teflona.
- Istnieją stworzenia – mówił Husarz – które są biologicznie przeznaczone do wyginięcia. Wiesz, czemu? Bo się nie chcą rozmnażać. Mam taką hipotezę, widzisz, że natura wyczuwa, które jednostki nie pasują do określonego wzorca i obdarza ja skłonnościami uniemożliwiającymi proces reprodukcyjny. Takimi, jak na przykład, gejostwo. Zwyczajnie sama natura wyczuwa, które geny są bardziej wartościowe, a które należy spuścić w ścieku.
Teflon ignorował go, zawzięcie grzebiąc w swojej szafce.
- Nie warto – rzucił tylko, gdy straciłem już cierpliwość i zamierzałem gołymi pięściami trwale wyeliminować Husarza z procesu reprodukcyjnego.
Minęła nas Rozalka, która miała swoją szafkę w sąsiednim rzędzie.
- Niektóre rzeczy są sprzeczne z naturą, a niektóre wręcz dla niej szkodliwe. Toksyczne. Obrażające swoim istnieniem zdrową, normalną tkankę społeczną.
Teflon imponował mi spokojem i gdybym nie znał go już trochę, mógłbym przypuszczać, że cały ten ściek wylewający się z ust Husarza nie robi na nim absolutnie żadnego wrażenia. Ale ja wiedziałem lepiej.
Spojrzałem na Typowego Sebę, który swoim zwyczajem zawsze pozostawał w pobliżu Husarza. Unikał mojego spojrzenia i zaciskał pięści.
Gdzieś w tle tego wydarzenia głośno trzasnęły drzwiczki szafki. Kilka osób siedzących na niskich ławkach pod ścianą pozornie ignorowało ten mały, kameralny teatr nienawiści z Teflonem w mimowolnej roli głównej.
- Patrz na Mickiewicza – Husarz zbliżył się jeszcze bardziej. Tomek próbował zamknąć w końcu drzwi szafki i się oddalić, ale ręce tak mu chodziły, że klucze wypadły mu na podłogę. Husarz jakby od niechcenia kopnął je gdzieś na bok. – Byłaby z niego wartościowa ludzka jednostka, gdyby nie zły wpływ. Twój zły wpływ, dodajmy dla porządku.
Coś zgrzytnęło metalicznie. Obróciliśmy się wszyscy trzej – ja, Husarz i Teflon – i zobaczyliśmy stojącą przed nami Rozalkę.
Z mieczem w dłoniach.
Wzrok, którym wpatrywała się w Husarza mógłby zatapiać drakkary i wprawić w przerażenie nawet najbardziej rozszalałych berserków. Końcem ostrza zakreśliła w powietrzu fachową ósemkę i szybkim krokiem ruszyła w stronę wzmożonego narodowo homofoba.
Z Husarza momentalnie uszedł cały rezon, a na jego twarz wpełzła autentyczna i całkowicie zrozumiała w tej sytuacji groza. Nawet mnie ciarki szły po plecach, widząc jak Walkiria naciera na narodowego Fenrira, który potknął się o leżący na ziemi tornister i przewrócił się na plecy, kompletnie już spanikowany. Była to prawdopodobnie najpiękniejsza rzecz, jaką widziałem w swoim piętnastoletnim życiu.
CZYTASZ
Bracia Śliny
Teen Fiction"To będzie historia o wielu rzeczach. Na przykład o gofrach. Gofry są w niej bardzo istotne, choć pewnie trochę czasu minie, zanim do tego dojdę. Podobnie jak do kumkwatów, które również są ważne, choć nie aż tak, jak gofry (kumkwaty to takie owoce...
