Co chwilę rozluźniałam i ściskałam dłonie w pięści. Miałam nadzieję, że te drobne ruchy pozostaną niezauważone przez zgromadzonych tu ludzi. O ile drżenie rąk mogłam w ten sposób ukryć, to zatajenie przed nimi szaleńczego rytmu mego serca nie było już takie proste. Bez przerwy obijało się ono o ściśnięte żebra. Stałam przed tłumem ze spuszczoną głową i nie potrafiłam unieść wzroku ku górze. Czułam, jak wszyscy wpatrują się we mnie, oceniają.
Te istoty o niezwykłych umiejętnościach były moim przeciwieństwem. Od wieków trzymali nas w ryzach. Pilnowali. Osądzali. Utrzymywali równowagę między nami wampirami a ludźmi. Walczyli w imieniu słabszych, w imieniu życia. Z tego powodu ich wyczulone zmysły nigdy nie odpuszczały. Zagryzłam zęby. Cokolwiek bym zrobiła, teraz i tak nie miałoby to znaczenia. Wzięłam kilka powolnych wdechów. Za każdym razem wstrzymywałam oddech nieco dłużej. Rozluźniłam nogi, przenosząc ciężar z jednej na drugą. Nie miałam śmiałości spojrzeć w dzikie oczy zmiennych. To miejsce od wieków należało wyłącznie do nich. Tu był ich dom, tu mogli odpuścić i żyć w zgodzie ze sobą. Szum ich krwi nieprzerwanie karcił mnie, nucąc do ucha, kim jestem i co tutaj robię.
Słońce zaszło jakiś czas temu. Mimo chłodu bijącego z lasu zrobiło mi się gorąco. A co, jeśli znów mi się nie uda? A co, jeśli ponownie zostanę odrzucona? Zacisnęłam powieki. Zapragnęłam się ukryć. Umysł podpowiadał mi, abym zaczęła uciekać. To był pierwotny instynkt, z którym coraz trudniej było mi walczyć.
- Muszę się uspokoić. Mam tylko ich! Nie mam już, dokąd iść! – Tłumaczyłam sobie w kółko.
Z prawej strony poczułam ciepło. Ufałam mu. Stojący tuż obok mnie mężczyzna przybliżył się i cicho odchrząknął. Przywołał mnie do porządku. Kiedy spojrzałam na niego, na jego twarzy malował się lekki uśmiech. On we mnie wierzył. Wykorzystując moje skupienie, wyciągnął w moim kierunku otwartą dłoń. Na niej leżał sztylet ozdobiony głęboko wyrytymi runami. Ręce starca były podobne do sztyletu. Wymagające życie naznaczyło je bliznami.
Nagle, pod moją skórą poczułam delikatne wibracje. Na moich przedramionach od pewnego czasu znajdowały się tajemnicze tatuaże przypominające bluszcz. Jego pnącza budziły się teraz z głębokiego snu. Ich delikatne nitki niczym splątana sieć oplatały ściśle moje kości. Wszystkie listki drżały, jakby cieszyły się na to, co za chwilę nastąpi.
- Och!
Po moim ciele przetoczyła się kolejna fala silnych doznań. Każda z tych mitycznych nici żyła własnym życiem, wrastała w mięśnie i kości. Scalała się z układem nerwowym. Miałam wrażenie, że wieczorny wiatr rozmyślnie się z nimi zabawia. Nieokiełznane jego porywy wprawiały bluszcz w coraz to szybszy ruch. Nagle zwolniły, jakby w końcu dotarły na swoje miejsce. Poczułam je w sercu i na dłoniach, które sięgnęły po ceremonialny sztylet. Te oznaczenia idealnie stabilizowały nóż w mych dłoniach. Wzięłam szarpany wdech. Przybliżyłam błyszczące ostrze do skóry. Już przy pierwszym nacięciu użyłam całej siły. Moje wampirze ciało stawiało opór. Ten metal nie był stworzony dla mojego gatunku. Pierwszy raz ktoś taki jak ja trzymał ten ceremonialny artefakt w rękach. Po kilku próbach moja twarda skóra nareszcie się poddała. Niestety, aby uzyskać to, co miałam im dziś oddać, musiałam bardziej się wysilić. Po walce z własnym ciałem uniosłam nadgarstki nad miniaturę lewitującą nad kamiennym ołtarzem. Spieszyłam się, ponieważ moje rany już zaczynały się zasklepiać.
Kropla po kropli, gęsta krew sączyła się na zewnątrz. Wolno skapywała na mały Księżyc. Wsiąkała w jego powierzchnię. Kiedy ostatnia kropla zniknęła, tłum poruszył się jednocześnie. Wszyscy współgrali ze sobą jak jeden zgrany organizm. Ja również się pochyliłam.
Księżyc unosił się nad misą. Wypełnioną mlecznobiałą mgiełką. To jej kolor miał tu znaczenie. Czerwień musiała zastąpić biel. Coś ścisnęło mnie w płucach. Za chwilę zapadnie werdykt. Nikt z zebranych nie śmiał oddychać. Wiatr, który do tej pory smagał moją skórę i splątał włosy, ustał. Cisza, która zapanowała była wręcz przytłaczająca. Nagle przestrzeń zdobiąca wnętrze Księżyca, zaczęła zdobić delikatna szkarłatna nić. Powoli rozrastała się w tym małym świecie. Wiła się ona niczym wąż. Czekałam, jak jakaś kropla spadnie z jego powierzchni, nadając odpowiedni kolor mgle. Srebrny Księżyc z wolna przeistoczył się w swoją krwawą wersję. Ku mojej rozpaczy nic dalej się nie działo.
Więcej krwi! Cięcia były za płytkie!
W panice spojrzałam na ołtarz. To tam odłożyłam sztylet.
Nie! Zabrano go! Dlaczego?
Moje ramiona opadły. Za późno! Wszelkie procesy ustały. Mgła się rozwiała.
Powietrze stało się gęste. Ciszę przerwał zsynchronizowany rytm serc. Dźwięk pulsował w mych uszach. Nadawał rytm do ucieczki. Moje ciało stężało. Czy pozwolą mi tu zostać? Sparaliżowana strachem podniosłam wzrok. Wpatrywały się we mnie setki szeroko otwartych oczu. Przenosiłam szybko wzrok z jednej twarzy na drugą. To nie może się tak skończyć. Ktoś mi pomoże? Moje nogi zadrżały. Ledwo utrzymywałam się w pionie. Nie mam więcej siły. Nie chcę znów uciekać.
Wtedy go ujrzałam.
Alfa stał z boku, oparty o jedną ze starożytnych kolumn. Tylko on był rozluźniony. Patrzył mi prosto w oczy. Zaglądał w głąb mojej duszy.
Uśmiechał się. On wiedział!
Dostał to, czego chciał. Przymrużył oczy. I zrobił krok w moją stronę, a później kolejny.
CZYTASZ
Pierwsza (TOM 1, saga SPLĄTANI)
RomansaCałość będzie można przeczytać do 30 czerwca 2026r. Emily nie szuka przygód. Nie szuka miłości. A już na pewno jako wampir nie szuka zmiennych. Ale czasem to, czego nie szukamy, odnajduje nas samo - i zmienia wszystko. NA CIĄG DALSZY, ZAPRASZAM DO T...
