1. Emily - korekta 2026

3.2K 85 6
                                        

Wszyscy, bez wyjątku, rodzimy się jako nędzne stworzenia. Wegetujemy, aż nastąpią Powtórne Narodziny. Wieczny Ogień wraz z kroplą naszej krwi wykuwa utracone przed laty przeznaczenie. Poznając wartość swego istnienia, doznajemy łaski na dalsze bytowanie.

Rok wcześniej.

Dziś spełni się marzenie wielu młodych wampirów. Wyczekiwali oni tego wieczoru przez ostatnie siedemnaście lat. W tej grupie była również moja przyjaciółka. Ona dostanie dziś szansę, by nasz gatunek nareszcie ją dostrzegł i docenił. Za godzinę razem z innymi otrzyma zaproszenie, dzięki któremu będzie mogła wejść przez bramy do naszej jedynej uczelni. To tam każdy z nas odkryje sens swego istnienia, swój cel na resztę życia. Taki jest nasz obowiązek i zarazem przywilej. Bez niego nie znaczymy nic w naszym obecnym świecie. To wyrocznia od wieków definiowała naszą wartość.

Wzdłuż kręgosłupa przeszły mnie nieprzyjemne dreszcze.

- Nataszo zwolnij! Proszę. Masz jeszcze godzinę. Niczego tym nie przyśpieszysz. On ponoć zawsze każe na siebie czekać! Na pewno się nie spóźnimy. - Przyjaciółka pierwszy raz w życiu wyprzedzała mnie o kilka dobrych metrów.

Do tej pory, to ja wygrywałam każdy nasz wyścig. Tym razem, świadomie przedłużałam nasze ostatnie, wspólne chwile. Wiem, byłam samolubna, ale nic innego nie mogłam już wymyślić. Będę za nią tęsknić.

Dziewczyna przede mną pędziła coraz szybciej i szybciej. Jej rude włosy tańczyły w promieniach słońca. Wyraźnie odznaczały się na tle mijanych przez nas drzew. W czasie biegu las zlał się w jedną zbitą, szarą masę. Kochałam ten stan. To były moje krótkie chwile ucieczki od rzeczywistości. Pozwalały mi one zapomnieć o świecie i rozluźnić wiecznie spięte mięśnie. Tym razem niestety mój las nie dawał mi tak potrzebnego ukojenia.

- Emily szybciej! Zaraz wszystko się rozpocznie. - Wraz z wiatrem dobiegł do mnie jej dźwięczny chichot.

Znów zwiększyła tempo. Zacisnęłam zęby. To dla jej dobra, powtarzałam sobie bez przerwy. Dam sobie radę. On mnie nie złamie! Wytrwam jeszcze chwilę. Tętno przyjaciółki wybijało coraz to szybszy rytm. Latami czekała na ten dzień. Pokonywała dystans do wioski tak, jakby mogła tym przyspieszyć czas. Jej piekło zyskało właśnie swoją datę ważności.

Od lat wiedziałyśmy, że ten dzień w końcu nastąpi. Leżąc godzinami na łące, wspólnie snułyśmy plany na przyszłość. Fantazjowałyśmy, że nasze domy będą ze sobą sąsiadować, a my nie stracimy ze sobą kontaktu. Nasz klan będzie się do nas odnosił z szacunkiem, ponieważ w pełni nas uzna. Tylko tyle, a może aż tyle potrzebowałyśmy do szczęścia. Ona musiała teraz jedynie po to sięgnąć.

Natasza oddychała równo. Znów przyspieszyła. Każdą przeszkodę omijałyśmy intuicyjnie. Spłoszona, dzika zwierzyna uciekała nam spod nóg. Do celu miałyśmy jedynie kilkanaście mil. Kiedy ponownie usłyszałam jej śmiech, poczułam rozlewające się po moim ciele ciepło. Będzie mi tego brakować. Za moment, pierwszy raz w życiu się rozdzielimy!

- Dziewczyno, mówię poważnie. Zwolnij! Rozdepczesz mi wszystkie zwierzęta, a te, które zostaną, padną z powodu szoku. Z kim jutro będę biegać? Wiesz, że lubię towarzystwo.

- Emi, a od kiedy interesują cię jakieś futrzaki? Nie mydl mi tu oczu kochana. Doskonale wiem, o co ci chodzi. Skarbie, wałkowałyśmy to już z milion razy.

- Wiem! Ale... wiesz, jaki on jest. - Wyszeptałam.

Przyjaciółka natychmiast spoważniała. Zaryła obcasami w miękkim mchu. Zwolniła i spojrzała na mnie. Między jej idealnymi brwiami pojawiła się drobna zmarszczka.

Pierwsza (TOM 1, saga SPLĄTANI)Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz