7. Logan - korekta 2026

1.6K 67 1
                                        

Świtało

Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.

Świtało.

Poranne światło nieśmiało zaczęło oświetlać wnętrze chaty. Bez przerwy patrzyłem na spokojną twarz wampirzycy. Pierwsze promienie słońca padały na jej usta, drobny nos i gęste rzęsy. Byłem, szalenie ciekaw, jaki ma kolor oczu. Tak naprawdę w żadnym kolorze nie potrafiłem jej sobie wyobrazić. Bez przerwy świerzbiły mnie opuszki palców. Nie wiedzieć czemu, uporczywie powstrzymywałem się, żeby nie sprawdzić, czy jej usta są tak miękkie, na jakie wyglądają. Uśmiechnąłem się do niej. Wydawała się taka bezbronna i o zgrozo niewinna. Mój wilk żałośnie zawył.

- Co my wyprawiamy? Do kompletu brakuje nam jeszcze, abyśmy zaczęli się ślinić na jej widok. Kurwa, ja jedynie staram się utrzymać swojego wroga przy życiu. - Zawarczałem.

Po paru godzinach tej jednostronnej znajomości byłem wykończony. Wilk zaskomlał.

- Chłopie bądź profesjonalistą i... dżentelmenem. - Po chwili kontynuowałem swój jednostronny monolog. - Dobra. Zaraz wrócimy do tego, co znamy i o wszystkim zapomnimy. Już nigdy się nie spotkamy. Upewnijmy się, że zdrowieje i w drogę. - Nie wiem, kogo próbowałem uspokoić, siebie czy swoją drugą połowę.

Ta bezczynność strasznie mnie wykańczała. Czas stał w miejscu i musiałem koniecznie znaleźć sobie coś do roboty. Nie mogłem zachowywać się jak świr i bez przerwy patrzeć w dziewczynę jak w obrazek. Postanowiłem wymyślić sobie jakieś zajęcie. Coś, co zajmie nasze myśli. Czułem, że jeszcze dziesięć minut i postradam zmysły przez tę przeklętą kobietę. Ile można powtarzać, że jest ona zwykłą pijawką. Wiele podobnych do niej chodzi po tym świecie. W końcu postanowiłem przeszukać teren. Może znajdę tu coś przydatnego bądź coś, co zajmie moje myśli. Miałem ogromną potrzebę zaczerpnąć świeżego powietrza. Powietrze stało się tu stanowczo za gęste. Było za lepkie i osiadało na mojej skórze.

Za chatą, w dodatkowej komórce, znalazłem kilka zużytych ubrań i parę koców. Dzięki nim będę mógł, na czym się przespać. Ucieszyłem się natomiast z ubrań. Od wczoraj biegałem po okolicy nago. Kiedy ona się obudzi, zejdzie nam na zawał serca. Stop! Moje myśli znów zaszły za daleko. Wilk zawarczał.

- Przypominam ci, że wtedy będziemy już w drodze do domu! - Trudno było mi stwierdzić, czy to on lub ja mamy wątpliwości co do tych słów.

Idąc dalej, odkryłem również spory zapas drewna do komina. Obok niego, było ukryte wejście do małej piwniczki. Biorąc pod uwagę stan techniczny tego domu, pomysł z ziemianką wydawał mi się dość ekstrawagancki. Jednak kim byłem, aby podważać wizję miejscowego budowniczego.

Z braku innych zajęć postanowiłem sprawdzić również i to miejsce. Zszedłem po śliskich od wilgoci kamiennych schodach. We wnętrzu czuć było zapach stęchlizny oraz pleśni. To kamienne pomieszczenie nie było od dawna wietrzone. Było niemal puste. Pod jedną ze ścian stała dość sporych rozmiarów skrzynia. Była żeliwna i misternie zdobiona. Ktoś zamknął ją na sporą kłódkę. Zastanawiałem się jakie skarby znajdują się w środku. No cóż, ciekawość to pierwszy stopień do piekła, więc co mogłem na to poradzić. Na górze, ślady naszego włamania były doskonale widoczne, nie miałem więc nic do stracenia. Jak szaleć, to szaleć. Po kilku uderzeniach ostrym kamieniem, który znalazłem na zewnątrz, stary zamek w końcu puścił. Wnętrze skrzyni ukazało mi swoje sekrety. Byłem nie lada zaskoczony. Do kogo należało to miejsce. W skrzyni ukryte były worki z syntetyczną krwią. Leżały w tym miejscu jakby na nas czekały, brakowało jedynie kartki z napisem „częstuj się i smacznego". Co prawda data ich ważności skończyła się już dawno. Jednak w obecnej sytuacji panienka na górze nie powinna grymasić. Zabrałem cały ten zapas ze sobą. Słońce świeciło już w swojej pełnej krasie. Najwyższa pora na wizytę kontrolną u mojej małej pacjentki.

Pierwsza (TOM 1, saga SPLĄTANI)Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz