6. Logan - korekta 2026

1.6K 72 1
                                        

  Wszystko wydawało się martwe

Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.

Wszystko wydawało się martwe. Kłusownicy nic po sobie nie pozostawili. Powinienem stąd odejść. Odwróciłem się i zanim zrobiłem pierwszy krok, usłyszałem wdech. Był cichy, wręcz desperacki. Ja i moja bestia zastygliśmy w miejscu.

- Kurwa! Co ja mam z nią zrobić?

Nie mam na to czasu. Czekają na mnie obowiązki. Lada moment młode wampiry zaczną szukać słabych punktów w naszej granicy. Jak zwykle ja i moi ludzie będziemy musieli pokazać im, gdzie jest ich miejsce.

Popatrzyłem na tarczę księżyca. Dziś była pełnia. Księżyc wydawał się wisieć tuż nade mną. Miałem naiwną nadzieję, że znajdę na niebie odpowiedź na pytanie, co powinienem dalej zrobić. Przez ogromną szczelinę w chmurach srebrne światło zalało całą przestrzeń. Padało wprost na nią. Przecież nie jestem do cholery niańką. Ojciec urwie mi łeb, jak znowu się spóźnię. Jednak czy miałem jakiś wybór? Mój zapach osiadł na całej łące. Jeśli ktoś ją tu znajdzie, będziemy mieli spore problemy. Wampiry od razu uznają, że ich prawa zostały pogwałcone. Nikt nie będzie zadawał zbędnych pytań. Potraktowaliby to, jak złamanie kolejnego traktatu. Musiałem coś wymyślić i to szybko.

Mój wilk przywarł do ziemi. Moje nogi zrobiły się ciężkie. Uparcie nie pozwalał mi odejść. Bez przerwy skomlał. Kiedy ją usłyszał, zapragnął do niej podejść i sprawdzić, w jakim stanie jest ta drobna kobieta. On miał swój cel, a ja musiałem myśleć o konsekwencjach.

Nurtowało mnie pewne pytanie. Nie dawało mi ono spokoju. Dlaczego nie wyczuwam jej zapachu? Smród rozkładu był mocny, ale nie aż tak.

Jednym, długim krokiem pokonałem dzielący nas dystans. Odrzuciłem na bok cielsko jelenia. Wszystko stało się jasne. Dopiero teraz wdepnąłem w niezłe gówno. Przede mną nie leżał zwykły wampir. To było ich młode. Mój wilk warknął, a później zamilkł, jakby zabrakło mu języka w gębie.

- Wściekasz się na nią, czy na kłusowników? - Zadałem pytanie. On uparcie milczał. - Czyli jak zwykle to ja muszę podjąć decyzję?

Rozmowa z nim nie miała sensu. Był dziki i nieokrzesany. W większości przypadków najpierw działał, a później myślał. Ponownie musiałem działać w pojedynkę.

Wziąłem kilka solidnych wdechów. Co było cholernie głupim pomysłem. Nie wyczuwałem jej, ponieważ nigdy nie miałem prawa jej czuć. Tak Matka Natura chroniła swoje najmłodsze dzieci. Miałem przed oczyma dowód jej mądrości. Każde z młodych, bez względu na gatunek, nie posiadało jeszcze indywidualnego zapachu. Nikt nie miał prawa ich wytropić ani skrzywdzić. W przypadku wampirów picie modyfikowanej krwi dodatkowo ułatwiło im zlanie się z otoczeniem. Kłusownicy byli ludźmi. Ten fakt był im obcy. Oczywiście, niewiedza nie tłumaczyła ich bestialstwa. Mogli ułatwić mi sprawę i ją zabić. Wtedy wszystko byłoby prostsze.

Niestety moja obecność w tym miejscu oraz jej stan, nie wróżyły nic dobrego. Nigdy nie byłem zwykłym zmiennym. Moja pozycja wszystko zmienia. Gdyby ją tu znaleźli, wybuchłaby kolejna wojna. Nie potrzebowałem następnej do kolekcji. Musiałem coś zrobić.

Pierwsza (TOM 1, saga SPLĄTANI)Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz