Bezustannie biegłem. Moje pazury rozrywały zamarzniętą ziemię. Mroźne powietrze wbijało ostre szpile w płuca. Ja i mój wilk stanowiliśmy jedność. Nie wiedziałem, gdzie kończy się on, a zaczynam ja. Jakiś czas temu pozostawiłem za sobą ojca, stado oraz wszelkie obowiązki związane z moją pozycją. Mój ojciec, kiedy go opuszczałem, kolejny raz śmiał się ze mnie.
- Zachowujesz się jak wariat. - Mówił.
W głębi duszy wiedziałem, że mnie rozumie.
- Synu, powinieneś być bardziej cierpliwy. To w końcu pojawi się w twoim życiu. Najważniejsze, że jesteś na to gotowy. - Pocieszał mnie, kiedy wracałem z niczym.
Nigdy nie zwątpiłem. On również by się nie poddał. Za każdym razem, kiedy wyruszałem w samotną podróż, czułem, że jestem coraz bliżej celu. Odkąd pamiętam, towarzyszyło mi mgliste przeczucie. Gdzieś tam, czeka na mnie coś ważnego. To ono nada sens mojemu istnieniu. Pragnąłem tej zmiany. Całym sobą. Kolejna podróż powoli dobiegała końca. Przy granicy czekali już na mnie moi ludzie. Prawdziwe życie nie mogło na mnie czekać. Byłem Alfą. Znałem swoje miejsce. Ojciec nie może mnie dłużej zastępować. Podległe nam stada były gotowe na mój powrót.
Od kilkunastu dni biegłem w wilczej formie. Dawno temu przekroczyłem granice wytyczone przez traktaty. Napędzała nas jakaś pierwotna siła. To był ten czas, w którym nowe pokolenie wampirów wędrowało ku swemu przeznaczeniu. Ich cykl miał się właśnie dopełnić. A to, zawsze przysparzało wiele problemów. Kończył mi się czas.
Za każdym razem droga do domu była coraz bardziej wymagająca. Ta nicość we mnie rosła. Trawiła wnętrzności. Mój beta znów będzie miał ze mną kłopot.
Miną miesiące, zanim...
Nagle w powietrzu wyczułem znajomą woń. Wilk zawarczał. Idioci! Byli nie po tej stronie.
Sfermentowany zapach ludzkiego potu przeplatał się z odorem rozkładu. Spory dystans dzielił mnie od tego miejsca. Za kilka godzin powinienem do nich dotrzeć.
Kłusownicy. To oni stanowili najgorszy sort ludzi. Byli w stanie sprzedać i zabić wszystko to, co stało na ich drodze. Mimo to nie powinienem ich tu pozostawić. Upewnię się, czy nic im nie grozi.
- Ruszaj! - Po raz pierwszy wydałem komendę.
Do tej pory to mój wilk prowadził. Znajdowaliśmy się na granicy kilku klanów. To nigdy nie wróżyło nic dobrego. Oczywiście pozwalaliśmy ludziom okazjonalnie wejść na tereny wampirów. Działo się to wyłącznie pod naszą kontrolą, przy naszej granicy. Po tej stronie ludzie mogli liczyć na szybki zysk. Jednak teraz było to co innego. Oni nie mieli prawa tu dojść. Nikt ich nie ochraniał. W całym moim życiu nie spotkałem się z taką głupotą. Mieli, cholera tupet! Adrenalina zalała moje żyły. Postanowiłem zobaczyć co, tu się dzieje. Po paru godzinach biegu trafiłem na skraj łąki. Czekałem przy granicy lasu. Obserwowałem.
Grupa mężczyzn w popłochu zwijała obóz. Ładowali świeże skóry na wóz. Dopisało im szczęście. Żyli, a ten łup pozwoli im przetrwać ciężką zimę. Widok, jaki po sobie zostawiali, był koszmarny. Wszędzie walały się oskórowane truchła zwierząt. Wokół rozchodził się smród padliny. Dobrze, że zbliżała się zima. Chłód ograniczał rozkład padliny. Ilość zwierzyny łownej w tej okolicy była przytłaczająca. Zwierzęta nauczyły się, że na terenach wampirów nikt im nie zagraża. Mężczyźni kończyli już swój załadunek. Co chwilę patrzyli nerwowo w niebo. Zapewne chcieli wyruszyć przed zmrokiem. Czas nie był ich sprzymierzeńcem. Byli niechlujni. To było zaskakujące. Nie szanowali swojej ciężkiej pracy. Owszem nie byli za mądrzy, skoro zapuścili się w tak dalekie tereny. Jednak siedzieli tu już od dłuższego czasu. Czemu teraz reagowali tak nerwowo? Węszyłem w powietrzu. Nie wyczuwałem zagrożenia. Chcąc sprawdzić, co tu się dzieje, musiałem najpierw poczekać na dogodny moment. Nie miałem ochoty ani czasu konfrontować się z nimi. W okolicy wałęsały się konające młode wybitej zwierzyny. Mój wilk pragnął szybko skrócić ich cierpienie. Tylko tak można było im pomóc. Kiedy szybko zapadła noc mężczyźni odjechali. Deszcz padał od godziny. Porywy wiatru niosły ze sobą mokre liście. Matka Natura grzebała swoje dzieci.
- Pięknie! Brakowało mi jeszcze babrania się w błocie.
Dałem mojemu wilkowi zgodę do działania. Zalała nas fala mdłości. Myśliwi zabawili tu jakiś czas. Wszędzie leżały szczątki zwierząt. Były w różnym stadium rozkładu. Sucha trawa już dawno wchłonęła ich krew. Po przeczesaniu obrzeża postanowiłem sprawdzić jej centrum. Tym razem zrobiłem to sam. Mój wilk był niespokojny. Wariował. Musiał wrócić do mojego wnętrza. Pierwszy raz od dawna poczułem swój środek ciężkości. Przekręciłem głowę na bok i usłyszałem charakterystyczny dźwięk. Ścięgno przeskoczyło na swoje miejsce.
Tu i ówdzie ciała zwierząt ułożone były w stosy. Na środku polany dojrzałem coś dziwnego.
- Cholera! Co oni narobili! - mój głos był ochrypły.
Uważnie rozejrzałem się dookoła. Byłem tu sam. Wróciłem wzrokiem w to samo miejsce. Pod jednym z jeleni leżało ciało kobiety. Mężczyźni się nie wysilili. Nie ukryli nawet jej ciała. Było ono oblepione błotem i krwią. Jej i prawdopodobnie tego zwierzęcia. Noce były już mroźne. Deszcz i liście powoli zamarzały na jej brudnym ciele. Fragmenty jej białej skóry kontrastowały z pobojowiskiem, jakie pozostawili po sobie ci barbarzyńcy. Zbliżyłem się do niej. Ostrożnie, by jej nie wystraszyć. Pokręciłem głową na boki i zaśmiałem się cicho.
- Chłopie, co ty robisz?
Teraz nie ma to dla niej żadnego znaczenia. Jej długie włosy częściowo przysłaniały delikatną twarz. Pomimo to, widziałem na niej ślady uderzeń. Użyli czegoś naprawdę twardego. Dziewczyna ubrana była w typowy, skórzany strój łowcy. Tak. To był młody wampir. Bez zapachu i klanu. Rzemienie oplatały jej nadgarstki. Zazgrzytałem zębami. Nikt nie powinien umierać w ten sposób. Nawet oni.
Wziąłem głęboki wdech. Doskonale wiedziałem co to, dla mnie oznacza. Nie powinno mnie tu być. Znowu pakowałem się w kłopoty. Wilk zaskomlał w mojej głowie. Powinniśmy odejść. Natychmiast.
Ostatni raz spojrzałem na dziewczynę. Walczyła o swoje życie do samego końca. Na barkach miała ślady po licznych przypaleniach. Odwróciłem wzrok. Pora wypuścić wilka. Zanim zrobiłem pierwszy krok, usłyszałem płytki wdech.
Zastygłem.
- Kurwa!
Czas stanął w miejscu. Bestia we mnie ucichła.
-Co ja mam z nią zrobić?
Już wiedziałem, że będę tego żałował. Mimo to się odwróciłem.
CZYTASZ
Pierwsza (TOM 1, saga SPLĄTANI)
RomanceCałość będzie można przeczytać do 30 czerwca 2026r. Emily nie szuka przygód. Nie szuka miłości. A już na pewno jako wampir nie szuka zmiennych. Ale czasem to, czego nie szukamy, odnajduje nas samo - i zmienia wszystko. NA CIĄG DALSZY, ZAPRASZAM DO T...
