𝚇𝚇𝚇𝙸𝙸

670 56 51
                                        

𝚠𝚑𝚢 𝚍𝚘𝚗'𝚝 𝚢𝚘𝚞 𝚐𝚒𝚟𝚎 𝚒𝚝 𝚊 𝚝𝚛𝚢.
~ 𝚜𝚔𝚒𝚕𝚕𝚎𝚝𝚜𝚘𝚕𝚍𝚒𝚎𝚛

R U T H

Wstawaj! Nie ma spania!

Otworzyłam gwałtownie oczy, podnosząc się do pozycji siedzącej. Banan wystraszył się równie mocno, gdyż zerwał się na łapki i schował za moimi plecami. Zarówno on, jak i ja znieruchomieliśmy, nasłuchując co się dalej wydarzy.

Moje serce biło bardzo szybko, oddech spłycił się, a kołdra, która dotychczas przyjemnie grzała moje ciało, stała się nieznośna. Lepiła się do mnie i było mi pod nią tak gorąco, że moje plecy zalały poty.

Nagle w pokoju rozległo się walenie w drzwi — pukanie to za mało powiedziane. Przestraszyłam się, przez co moja sylwetka drgnęła.

Halo! Ruth! — Usłyszałam Tony'ego.

Tak szybko, jak strach opuścił moje ciało i umysł, został równie szybko zastąpiony przez irytację.

— Co chcesz? — warknęłam.

O! Już nie śpisz!

— Jak udało ci się na to wpaść?

Mogę wejść?

— Nie!

No weź!

Mówiąc to, nacisnął klamkę.

— Tony! Do chuja!

— Co? — spytał, zaglądając do wewnątrz. Zza drzwi wystawała tylko jego głowa.

— Jajco! Nie pozwoliłam ci wejść!

— Ja sobie pozwoliłem-

— A jakbym się przebierała? Albo była nago?

— To nadal nie byłby powód, abym nie wchodził. — Poruszał brwiami.

— Wkurwiasz mnie, a jest dopiero rano! — wrzasnęłam.

— Złość piękności szkodzi, skarbie, a musisz ją zachować na jutrzejszy bal. I ja właśnie w tej sprawie-

— Mam to w dupie, Tony! Głęboko w dupie! — Wstałam gwałtownie z łóżka, niestety strasząc mojego Banana, gdyż patrzył na mnie teraz jak na zjawę.

On, biedny, nie wiedział co się działo... Zresztą u mnie było wcale nie lepiej. Ja też, kurwa, nie wiedziałam po co ta cała szopka, do cholery!

— Cieszę się słońce, ale później się pozłościsz. Będę czekał na ciebie przy wyjściu z siedziby. O szczegółach poinformuję, jak już będziemy w drodze-

Urwał, kiedy uświadomił sobie, że próbowałam zamordować go wzrokiem.

— Co? — Zmarszczył brwi.

— Wyjdź albo cię wypatroszę.

Nie zwlekając, wyszedł z mojego pokoju bez zbędnych komentarzy czy oponowania. Zamknął za sobą drzwi, ale nie słyszałam żadnych kroków. Nadal tam stał.

— Idzi stąd! — krzyknęłam czując, jak kipi ze mnie złość.

Ubierz się szybko. Kawa i śniadanie później.

— Za. Jakie. Kurwa. GRZECHY? — ryknęłam w dłonie, którymi zakryłam sobie twarz.

Masz dziesięć minut! Czekam na dole.

Mirror Image: Ruthless | Bucky Barnes fanfictionOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz