𝚇𝚇𝚇𝙸𝙸𝙸

717 51 77
                                        

𝚒 𝚍𝚘𝚗'𝚝 𝚋𝚎𝚕𝚒𝚎𝚟𝚎 𝚢𝚘𝚞 𝚠𝚑𝚎𝚗 𝚢𝚘𝚞
𝚝𝚎𝚕𝚕 𝚖𝚎 𝚢𝚘𝚞 𝚊𝚛𝚎 𝚏𝚒𝚗𝚎.
~ '𝙰𝚛𝚎 𝚈𝚘𝚞 𝚁𝚎𝚊𝚕𝚕𝚢 𝙾𝚔𝚊𝚢?' 𝚋𝚢 𝚂𝚕𝚎𝚎𝚙 𝚃𝚘𝚔𝚎𝚗

R U T H

Siedziałam przy kuchennym stole, dopijając już drugą filiżankę kawy. Byłam dziwnie nerwowa. Stresowałam się.

Chodziło o ten dzisiejszy bal.

To było dziwne. Ciężko mi to nawet wyjaśnić, opisać. Odczuwałam dyskomfort, ale nie był on związany z faktem, iż nie lubię imprez. Chodziło o coś zupełnie innego.

Miałam przeczucie.

Jakie? Cóż, również chciałabym wiedzieć.

Udało mi się wyrwać z chwilowego zamyślenia. Westchnęłam cicho, a następnie chwyciłam za ucho filiżanki i przystawiłam ją do ust. Z sercem w gardle upuściłam naczynie w momencie, kiedy zobaczyłam że na jego dnie nie znajdowała się końcówka kawy, a brunatna krew.

Odsunęłam się od stołu, próbując głęboko oddychać. Zrobiło mi się zimno, ale tylko chwilowo. Do oczu podeszły mi łzy. Czułam się potwornie.

Nie wiedziałam, co się dzisiaj, kurwa, działo.

Patrzyłam teraz w rozbitą filiżankę na stole i...

I w resztki kawy, która rozprysnęła się po powierzchni mebla.

Potrzebowałam chwili. Aby okiełznać myśli, aby się uspokoić. Zamknęłam oczy licząc, że sytuacja całkowicie się unormuje. Moje dłonie drżały, a ciało przepełnione było nieuzasadnionym lękiem. I nie mówię tu teraz o poczynaniach Echo. Jak wspomniałam, od rana towarzyszył mi niepokój. Bardzo mi się to nie podobało.

W dodatku odkąd tylko otworzyłam rano oczy, Echo nie odezwała się do mnie słowem.

To się nie zdarzało...

Wręcz przeciwnie — zawsze czułam chociażby jej przerażającą obecność, ale nigdy ciszę. Wraz z dorastaniem zawsze miałam przeświadczenie, że nie jestem tutaj sama. Że jest ktoś jeszcze. Kiedyś nie byłabym świadoma. Aktualnie jednak wiem, że stała za tym Echo.

Ale jak mam wytłumaczyć to, co się dzisiaj działo?

— Wszystko gra?

Wzdrygnęłam się. Mimo, iż siedziałam przodem do wejścia kuchni, nie zarejestrowałam, że ktoś tu przyszedł. Tym kimś okazał się oczywiście Barnes. Stanął w progu z kubkiem w ręku i obserwował mnie uważnie.

To był pierwszy raz od ostatniej kłótni, gdy któreś z nas w końcu się do siebie odezwało. Mieliśmy ciche dni, w trakcie których świadomie unikaliśmy swojej obecności.

Aż do teraz.

— Tak, jest okej. Dzięki.

— Na pewno? Ta filiżanka mówi co innego.

Myślałam, że po mojej odpowiedzi po prostu odpuści. Jednakże mimo, iż ton jego głosu był dosyć ponury i chłodny, drążył temat, jakby go to interesowało.

No, może serio go to interesowało. Nie wiem.

— Po prostu... — Nabrałam głęboki wdech. — Nie. Jest okej. Już okej.

Mirror Image: Ruthless | Bucky Barnes fanfictionOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz