*
Nawet nie wiedziała, kiedy zdołała zasnąć wśród morza myśli o rozpracowaniu Gubinova. I niespodziewanie udalo się przespać spokojnie kilka godzin, bez koszmarów, śniąc zwyczajne sny o niczym. Obudziła się kilkanaście minut po ósmej i przebudzenie było jak zwykle przykre, kiedy po błogich chwilach nieświadomości i nicości musiała powrócić do brutalnie realnego świata, w którym Ronnie umarł po raz drugi, a ona miała do wykonania trudną i niewdzięczną pracę, a po niej przejście przez całą resztę życia. Bez Rona.
„Żyłam bez Rona przez ostatnie kilka lat – pomyślała. – Dałam radę. Z Siódemką, z ich nierzucającym się w oczy wsparciem. A teraz dołączył ósmy... – mimowolnie przemknęło jej przez myśl, kiedy przypomniała sobie Martineza. – Jeśli siedmiu dało radę utrzymać mnie na powierzchni życia, to ośmiu zdoła to zrobić tym bardziej."
Ta myśl niespodziewanie dodała jej sił. Przynajmniej tyle, że mogła wstać z łóżka, umyć się i pójść po Martineza – ósmego na pokładzie – i zejść z nim na śniadanie. I choć myśli uporczywie wracały do Rona, starała się je odpychać z całej mocy, przywołując na to miejsce twarze agentów Burta. Tylko ona wiedziała, ile ją to kosztowało. Choć może jednak nie tylko ona... Martinez siedzący po przeciwnej stronie niewielkiego stolika obserwował ją uważnie i choć starał się to robić dyskretnie, Charlie dostrzegła jego spojrzenia. I była niemalże pewna, że on wie, co się dzieje w jej głowie. O nic jednak nie pytał, nie drążył. Zwyczajnie był obok, gotowy służyć pomocą, gdyby go potrzebowała. I choć jedli w milczeniu, nie było ono ani wymuszone, ani niezręczne, i dziewczyna pomyślała, że dotarli się zaskakująco szybko. Nie chciała jednak myśleć, że to dzięki tej całej sytuacji z odnalezieniem Rona żywego... I znów uświadomiła sobie, że już nie żywego, że zmarłego po raz drugi. I mimo że ten drugi raz bolał nieporównywalnie mniej, to jednak na tyle mocno, żeby zmuszać świadomość do wyświetlania w głowie niechcianych obrazów. Raz po raz uporczywie pojawiała się w umyśle wizja emanującego metalicznym chłodem stołu w prosektorium. Zarys ciała pod białym prześcieradłem. Dłoń lekarza odsuwająca rąbek tego prześcieradła, żeby odsłonić martwą twarz Rona... Nie. Nie chciała widzieć tego w wyobraźni. Nie chciała wewnętrznym wzrokiem oglądać ciała swojego niedoszłego męża na metalowym, prosektoryjnym stole.
„Nie chcę! Nie chcę tego widzieć! Nie chcę, do cholery! Dość!!!"
Bezwiednie, poza kontrolą umysłu, uderzyła pięścią w stół.
– Charlie? – W głosie Martineza usłyszała tylko zaniepokojenie.
Podniosła na niego wzrok i odetchnęła głęboko.
– Przepraszam. Trochę nie panuję nad emocjami.
– Domyślam się. Prawie nic nie tknęłaś. – Wzrokiem wskazał na stojące przed nią śniadanie. – Ale rozumiem to. Masz prawo do tych wszystkich emocji. Gdybyś mogła je gdzieś rozładować...
– Rozładuję – wpadła mu w słowo. – Zamierzam pojechać do Gubinova i...
– I co?
– Wygarnę mu. Powiem, że przez niego...
– Charlie – tym razem to on jej przerwał. – Jeśli oskarżysz go o śmierć syna, a on zapyta, dlaczego tak myślisz, będziesz musiała to jakoś wiarygodnie uzasadnić. Chyba że zamierzasz powiedzieć mu prawdę.
Odwróciła wzrok i za wszelką cenę postarała się uspokoić i spróbować myśleć logicznie. Martinez miał rację. Przecież wiedziała, że nie może oskarżyć Antona już teraz. Jeśli zamierzała wystawić go federalnym, nie mogła zdradzić się z tym, co wie i kim jest. To musiało poczekać do chwili, kiedy będzie miała w ręku niepodważalny dowód zdrady Gubinova. Tyle że nie wiedziała, jak ten dowód zdobyć.
CZYTASZ
Nielegał
ActionHistoria trudnego wkroczenia w dorosłość (choć absolutnie nie YA i NA) i zmagania się z demonami przeszłości, z motywami wywiadowczymi w tle. Również miłośnicy romansu znajdą tu wątek dla siebie. Akcja toczy się w latach 80. i 90. Publikacja jest ju...
