Podążając ścieżkami wśród zarośli, rozglądała się uważnie, żeby zarejestrować każdy istotny szczegół. Jednak wyglądało na to, że wszystko zostało po staremu. Na budynku również nie zauważyła żadnych kamer, nie było tu też nikogo z ochroniarzy. To oznaczało, że pilnują tylko frontu; głównego wejścia i bramy wjazdowej, a zatem mogła się przedostać do rezydencji niezauważona. Musiała tylko znaleźć jakieś uchylone drzwi lub okno na parterze. Powiodła wzrokiem po dolnej części budynku i zatrzymała spojrzenie na oknach pokoi Rona. Przez chwilę stała bez ruchu, a przez głowę z szybkością migawki fotograficznej przemknęły wspomnienia – te odległe, kiedy tak często używali okna zamiast drzwi... Zamknęła oczy i powiedziała sobie stanowcze „Nie!". To nie był czas na takie wspominki i odczucia. Musiała się skupić na zadaniu. A zadanie polegało na wejściu do rezydencji, gdzie zamierzała pozostawić jedno z okien na parterze niedomknięte – w taki sposób, by nie zostało to zauważone, ale by się dało otworzyć od zewnątrz. Chciała wrócić tu nocą, żeby pomyszkować w poszukiwaniu dowodów winy Gubinova. Liczyła, że się natknie na jakieś dokumenty albo mikrofilmy, choć podświadomość wyraźnie podpowiadała, że znalezienie właściwych papierów w domu prawnika, który z pewnością miał na kopy wszelakich prawniczych dokumentów, graniczyło z cudem. W dodatku po kryjomu, ciemną nocą... Ale nie wpadła na żaden inny pomysł, a przecież nie mogła siedzieć bezczynnie, musiała działać. Bez solidnego doświadczenia, niemalże na oślep. I znów przyszło jej do głowy, że może powinna zadzwonić do któregoś z agentów Burta. Przyznać, że jest bezsilna i poprosić o radę. Być może to byłoby najrozsądniejszym rozwiązaniem, ale na razie chciała spróbować samodzielnie, w nadziei, że może los się okaże łaskawy na gruncie zawodowym, skoro nie szczędził jej bólu i rozczarowań w życiu osobistym. Zacisnęła zęby i postanowiła trzymać się swojego pomysłu. Przeszło jej przez myśl, że najlepiej byłoby wybrać któreś z okien w apartamentach Rona, bo podejrzewała, że nikt się tam nie kręci. Jednak żeby to zrobić, musiałaby tam wejść, a już sama myśl, że zobaczy to znajome wnętrze kojarzące się z Ronem bardziej niż jakiekolwiek inne miejsce w rezydencji, powodowało przyśpieszone bicie serca i nieprzyjemne, duszące gorąco. Odtworzyła sobie w myślach rozkład pomieszczeń na parterze od strony ogrodu. Pokoje Rona, na lewo od nich biblioteka, a za nią gabinet Antona. Po prawej irracjonalnie wysokie okna holu i podwójne oszklone drzwi, zamknięte. Dalej salon, gdzie przyjmowano gości, a za nim dwa gościnne pokoje. Wszystkie okna i obie pary drzwi po tej stronie budynku pozostawały zamknięte. Charlie zaklęła pod nosem.
Istniała jeszcze jedna droga, którą mogła się dostać do rezydencji bez narażenia na stuprocentowe zauważenie. Od wschodu, na bocznej ścianie budynku znajdowały się jeszcze jedne drzwi. Niepozorne, przeznaczone głównie dla pracujących tutaj ludzi. Umieszczone zostały w pobliżu pomieszczeń kuchennych, zatem musiałaby uważać, by nie zauważył jej nikt z zatrudnionych w kuchni. Nie miała wyjścia, musiała zaryzykować. Szybko przedostała się w pobliże bocznych drzwi. W ciągu dnia nie zamykano ich na klucz i jeśli zwyczaje się nie zmieniły, powinna wejść bez trudu. Zanim opuściła bezpieczną kryjówkę, rozejrzała się bardzo dokładnie, ale ogród w dalszym ciągu świecił pustkami. Wzięła głęboki wdech i przemknęła się w pobliże dębowych, jednoskrzydłowych drzwi. Po obu stronach znajdowały się lampy stylizowane na starodawne latarnie, po obu bokach i nad wejściem biegła wąska półokrągło sklepiona lustrzana szyba. Charlie nasłuchiwała przez chwilę, ale nie zdołała usłyszeć żadnego dźwięku z wnętrza, co mogło oznaczać, że droga była bezpieczna lub że drzwi wykonano tak solidnie, że nie przepuszczały żadnych dźwięków. Wolała wierzyć w tę pierwszą możliwość. Z bijącym mocno sercem nacisnęła klamkę i zajrzała do wnętrza. Zobaczyła pusty korytarz z podłogą wyścieloną ciemnobrązowym chodnikiem, który doskonale tłumił odgłos kroków. Wśliznęła się do środka i niemal biegiem przebyła drogę dzielącą ją od dawnych pokoi Rona. Przed wejściem zawahała się na moment, ale rozsądek wziął górę nad emocjami i nakazał działać i ograniczyć ryzyko wpadki, dlatego bezgłośnie otworzyła drzwi i równie bezgłośnie zamknęła je za sobą. Przed jej oczami znajdowało się wnętrze, które znała niemal tak dobrze, jak własny pokój w domu ojca. Omiotła spojrzeniem znajome kąty. Stwierdziła, że i tutaj nic się nie zmieniło i przyjęła ten fakt z ulgą, bo uważała, że pokoje Rona powinny pozostać nienaruszone, tak jak je zostawił. Zatrzymała wzrok na kanapie i wtedy przed oczyma wyobraźni znów pojawił się obraz bezdusznego wnętrza prosektorium, stalowy stół i zarys ciała pod prześcieradłem. Nagły skurcz zacisnął gardło, a ramiona pokryła gęsia skórka.
CZYTASZ
Nielegał
AksiHistoria trudnego wkroczenia w dorosłość (choć absolutnie nie YA i NA) i zmagania się z demonami przeszłości, z motywami wywiadowczymi w tle. Również miłośnicy romansu znajdą tu wątek dla siebie. Akcja toczy się w latach 80. i 90. Publikacja jest ju...
