Nielegał cz. 34

47 19 104
                                        

 *

          Zanim razem z Martinezem wróciła do Kalifornii, spędziła w Tampa jeszcze cały następny dzień. Poświęciła go w całości ojcu i babci Christinie. Ale tylko jej powiedziała całą prawdę – o swoim miejscu pracy, o Gubinovie i śmierci Rona. Doskonale wiedziała, że może liczyć na pełną dyskrecję Christiny. Dla ojca ustaliły wersję, że Jessie pracuje w agencji nieruchomości, na wszelki wypadek, gdyby kiedyś nieopatrznie padło słowo „agencja". Nawet nie dlatego, że nie miała zaufania do ojca. Zwyczajnie obawiała się, że mógłby coś niechcący palnąć, bo jeśli chodziło o kwestie odpowiedzialności, to Danny Brook zdecydowanie nie był jej wzorem. Po tym, jak obiecała, że będzie pisać i dzwonić, pożegnała się z ojcem bardzo serdecznym uściskiem i na koniec z uśmiechem zapowiedziała, że babcia będzie miała na niego oko, więc ma się dobrze sprawować. A potem obydwie wsiadły do samochodu i Jessie odwiozła Christinę do domu.

     – Może wejdziesz jeszcze na chwilę? Zostało trochę ciasta śliwkowego – kusiła babcia.

     Dziewczyna westchnęła z uśmiechem i zgasiła silnik, wymownie zerkając na Christinę.

     – Taki sympatyczny człowiek – odezwała się kobieta, kiedy szły starannie zamiecionym chodnikiem w stronę domu. – Kto by pomyślał...

     – Więzienia są pełne ludzi, którzy byli sympatyczni – sparafrazowała słowa Burta sprzed kilku dni. – Babciu... Nie jestem pewna, czy postąpiłam właściwie...

     Zatrzymały się przed drzwiami. Christina spojrzała w twarz wnuczki, podniosła dłoń i pogładziła ją po policzku.

     – Z tej sytuacji nie było dobrego wyjścia. Mogłaś wybrać mniejsze zło i myślę, że to właśnie wybrałaś.

     – Anton powiedział, że Ron by mi tego nie wybaczył.

     – Anton chciał zagrać na twoich emocjach, nic więcej. Jeśli masz wątpliwości, to pomyśl, jak na to wszystko zareagowałby Ron. Przecież obie wiemy, że był nieskazitelny pod wieloma względami. Tak, myślę, że gdyby znał całą prawdę, to nigdy by cię nie potępił.

5

          Mimo że był to środek tygodnia, w Disneylandzie zgromadzili się wszyscy, łącznie z McGoldiem. Mieli świętować specjalną okazję – sukces FBI, który dla nich oznaczał bezdyskusyjny sukces dwójki agentów z ich zespołu: Charlie i Emilia. Burt poprosił ich do siebie dzień wcześniej, żeby osobiście podziękować za dobrze wykonaną pracę i zakomunikować, że oboje mają się udać do ośrodka, celem jej uczczenia.

     – To polecenie służbowe – dodał. – Macie się stawić. Obowiązkowo.

     Kiedy zapewnili, że nie zawiodą, McGoldie odprawił Martineza i poprosił, by Charlie została jeszcze chwilę w gabinecie. Kiedy Emilio się pożegnał i wyszedł, Burt wskazał dziewczynie fotel.

     – Przykro mi z powodu Rona – powiedział.

     Pokiwała tylko głową, bo nie wiedziała, co mogłaby powiedzieć.

     – Jeśli chcesz, możesz skorzystać z wizyty u naszego psychologa...

     – Nie! – wpadła mu w słowo. – Dziękuję, Burt, ale to nie będzie konieczne. Wiesz... – zawahała się na chwilę. – Być może to dziwne, ale chyba nie czuję się tak, jak powinnam się czuć. – Podniosła na niego wzrok.

     – Nie rozumiem.

     – Kiedy to wszystko się stało prawie pięć lat temu... Nie mogłam się pozbierać. Rozpadło się całe moje życie i myślałam, że już mi się nie uda poskładać go do kupy. A kiedy kilka dni temu pojechałam do Rona, czułam się, jakbym się zobaczyła z duchem, z ulotną zjawą. On był w bardzo złym stanie, Burt. W bardzo złym. Więc kiedy następnego dnia powiedzieli, że... To było tak, jakby mówili o kimś nierealnym, o kimś, kogo tak czy inaczej już nie ma. Czy ze mną jest coś nie tak, Burt?

NielegałOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz