6
Dzwonek do drzwi nieco ją zaskoczył. Z McGoldiem widziała się poprzedniego popołudnia i nie miała pojęcia, czego mógłby chcieć. Bo że to był Burt, nie miała wątpliwości. Nie odwiedzał jej nikt poza szefem i Martinezem, ale Emilio – nie do uwierzenia – dwa dni po przyjęciu w Disneylandzie pośliznął się na mokrych schodach w jakimś centrum handlowym i wylądował w szpitalu ze złamaną nogą i solidnie potłuczonymi żebrami. Ktoś rozlał płyn hamulcowy i Martinez wlazł w mokre miejsce, zanim obsługa zdążyła postawić znaki ostrzegawcze i wezwać sprzątających. Teoretycznie należało mu się odszkodowanie, ale Emilio postanowił nie pozywać centrum handlowego. Oczywiście w swej wielkoduszności uznał, że obsługa miała prawo nie zdążyć, zanim tak niefortunnie i jak podkreślił – przez własną nieuwagę – wlazł na mokre schody i wywinął klasycznego orła. Zatem do drzwi mógł dzwonić tylko Burt. Bo przecież nie Shiver. Choć znów pojawiła się w niej ta irracjonalna iskierka nadziei... Zganiła się szybciej, niż iskierka zdołała zgasnąć samoczynnie. Podeszła do drzwi i otworzyła, wbrew wszelkim zasadom ostrożności, co uświadomiła sobie, kiedy zobaczyła całkiem obcego człowieka. Wyglądał na nieco młodszego od Burta, na oko mógł być koło czterdziestki.
– Dzień dobry – odezwał się. – Możemy porozmawiać?
W ręce trzymał dużą czarną aktówkę znakomicie pasującą do białej koszuli i ciemnego garnituru. Nie nosił krawata, koszulę miał rozpiętą pod szyją. Spoglądał na dziewczynę niebieskimi oczami w ciemnej oprawie.
– Proszę się nie obawiać. Przyszedłem, bo dysponuję informacjami, które mogą się okazać interesujące. A w każdym razie wydaje mi się, że powinna pani wiedzieć...
Szybko oceniła sytuację. Służbową broń miała w górnej szufladzie komody jakieś cztery stopy od drzwi wejściowych. Ale czy gdyby ktoś chciał zrobić jej coś złego, czekałby cierpliwie, aż wpuści go do domu? Wystarczyłoby przecież pchnąć ją do środka i zamknąć za sobą drzwi, a potem dokończyć dzieła.
– Obecnie nie pracuję nad żadną sprawą, więc jeśli dysponuje pan jakimiś informacjami, najlepiej byłoby, gdyby udał się pan z nimi do biura...
– To nie są tego rodzaju informacje – wpadł jej w słowo.
Przez sekundę przemknęło jej przez głowę, że ten człowiek za chwilę powie jej, że Ron żyje i poczuła, że nie zniosłaby kolejnego razu, że bez względu na wszystko chciała raz na zawsze zamknąć ten rozdział swojego życia.
– Proszę – powiedziała.
Odsunęła się od drzwi, żeby mógł wejść, a potem poprowadziła go do tej części mieszkania, którą można byłoby uznać za salon, a w każdym razie najbardziej odpowiednie miejsce do przyjmowania gości. Wskazał mężczyźnie miejsce na kanapie, a sama usiadła w fotelu. Nie przywykła do częstych odwiedzin, dlatego nie przyszło jej do głowy, by zapytać nieznajomego, czy chciałby się czegoś napić. Zamiast tego utkwiła w nim pełne napięcia spojrzenie.
– Wiem, że to może zabrzmi dziwnie... – zaczął. – Przyszedłem tu, bo w pewnym sensie załatwiam prywatne porachunki. Z Burtem McGoldiem – dodał.
Charlie niemalże otwarła usta ze zdziwienia. Czegoś takiego się nie spodziewała. Już sam fakt, że ten człowiek się tu pojawił i mówił o informacjach, które jakoby miały ją zainteresować, był wystarczająco dziwny, a jeśli te informacje miały dotyczyć jej szefa, to sytuacja robiła się więcej niż nieprawdopodobna.
– A co ja mam wspólnego z informacjami dotyczącymi Bur... Mojego przełożonego? – spytała.
– Możemy mówić sobie po imieniu? – odparł, zamiast odpowiedzieć na pytanie, a Charlie odruchowo pokiwała głową. – Jestem Sidney.
CZYTASZ
Nielegał
AksiyonHistoria trudnego wkroczenia w dorosłość (choć absolutnie nie YA i NA) i zmagania się z demonami przeszłości, z motywami wywiadowczymi w tle. Również miłośnicy romansu znajdą tu wątek dla siebie. Akcja toczy się w latach 80. i 90. Publikacja jest ju...
