sobota
Dzwonił Patryk. Wieki z nim nie rozmawiałam! Jego głos wydał mi się najcudowniejszą muzyką pod słońcem, więc nie omieszkałam mu tego powiedzieć. Roześmiał się, a ja przycisnęłam komórkę mocniej do ucha, jakbym mogła tym samym przecisnąć się na drugą stronę do przyjaciela.
– Strasznie za tobą tęsknię – mruknęłam, siadając na schodach w przedpokoju i podciągając kolana pod brodę. Zrobiło mi się nagle strasznie smutno. – Tak długo cię nie widziałam.
– Wszystko w porządku?
Nic nie było w porządku. Streściłam pobieżnie Patrykowi wydarzenia ostatniego tygodnia. Liczyłam na jakieś współczucie, ale na darmo.
– Ty to zawsze nakręcisz, fistaszku.
– Fistaszku? Poważnie?
– Już nie panikuj. Powtarzasz, że twoje życie się skończyło, ale może wręcz przeciwnie? Właśnie się zaczęło?
Zamilkłam, rozważając opcje, a Patryk się roześmiał.
– Dobra, szykuj się, zaraz wpadnę i obejrzę twoje nowe ja.
Dawniej byliśmy z Patrykiem nierozłączni, ale po śmierci jego mamy, jego tata sprzedał ich dom i wyprowadzili się do centrum. Dojazd na naszą ulicę zajmował mu prawie godzinę, do tego chodził teraz do innej szkoły, więc widywaliśmy się bardzo rzadko. Aż cała się napięłam jak struna z ekscytacji, że go zobaczę.
– Naprawdę?!
– Dla ciebie wszystko.
Zapiszczałam jak wariatka. Jednak go kocham! Znaczy... Jak przyjaciela, oczywiście.
30 listopada, później
Nienawidzę Patryka! Ta świnia parszywa! Gdy tylko przyszedł, zawołał:
– Fistaszku, wyglądasz jak bogini!
– Co ty z tym fistaszkiem? – burknęłam, ignorując komplement.
Patryk niestety był strasznym podrywaczem, więc nie można było mu ufać w takich kwestiach. Sam zawsze wyglądał świetnie i nie rozumiał bycia niezadowolonym ze swojego wyglądu. Chyba mu się wydawało, że wszyscy są w sobie tak mocno zakochani, jak on.
– Bo jesteś takim fistaszkiem. Ale Julio, jesteś najpiękniejszym fistaszkiem na tej planecie. Tylko popatrz na siebie, wyglądasz fantastycznie! Doroślej. A twoje oczy... cholera, twoje oczy są jak galaktyki.
– Zimne i pełne czarnych dziur?
– Obezwładniająco piękne i niezmierzone. Mówię ci, a ja wiem, co mówię, ta fryzura to był strzał w dziesiątkę. Wyglądasz w niej niesamowicie seksownie.
Nie zamierzałam tego podważać. Ja bym zaprzeczała, on by mnie w tym upewniał i spędzilibyśmy tak cały wieczór. W końcu jednak Patryk zszedł na swój ulubiony temat: na dziewczyny. Opowiadał o tabunach piękności, które przewinęły się przez jego życie w ostatnim miesiącu, a ja starałam się wyglądać na zainteresowaną.
– A Marzena! Jakbyś ją zobaczyła! Gotka, bo gotka, ale, do stu diabłów, wygląda jak anioł. Niestety przechodzi jakąś fazę i uważa, że miłością trzeba się dzielić, więc umawia się ze mną i takim kolesiem z uniwersytetu. Chciałbym mieć ją tylko dla siebie, ale dzięki temu ja też mogę się spotykać z innymi, więc uznałem, że nie będę narzekać.
Nawet nie wiedziałam, co na to odpowiedzieć.
– Wow – mruknęłam.
Patryk spojrzał na mnie spod uniesionych brwi. Wyglądał niemoralnie dobrze, jak zwykle zresztą, i wcale się nie dziwiłam tym wszystkim dziewczynom, że wpadają w jego sidła. Gdybym nie znała go od dziecka, znalazłabym się pewnie na liście jego ofiar.
Ciemne, falujące włosy, zawsze niechlujnie rozczochrane i oczy czarne jak noc. Choć ma siedemnaście lat, spokojnie mógłby uchodzić za starszego, bo jest wysoki i umięśniony. Rysy jego twarzy to mocne linie i kanty; byłyby pewnie zbyt ostre, gdyby nie pełne usta. Jakby tego było mało, ma oczywiście też to coś, co każe każdej dziewczynie czuć się w obowiązku do zadurzenia się w nim na amen.
– Nie chodzi tylko o włosy. Co się dzieje?
Oparłam się o wyspę kuchenną i zaczęłam toczyć jabłko wyjęte z patery. Siedzieliśmy w kuchni, bo chociaż owszem, to miejsce było jeszcze niedawno świadkiem mojej traumy, ale wciąż dobrze mi się tu przebywało. I tylko nowa, świeżutka firanka w oknie ze mnie kpiła.
– Pokłóciłam się z dziewczynami – wyznałam wreszcie, a potem streściłam mu ostatnie spotkanie z Sandrą i Olą.
– Czy ja dobrze rozumiem? – zapytał na koniec Patryk. Siedział rozparty na krześle przy stole i lustrował mnie wzrokiem. – Zarzuciłaś Sandrze, że zadaje się z tobą tylko ze względu na mnie i gdy tylko przyjdzie okazja, wbije ci nóż w plecy i zostawi dla Honoraty, która zamienia twoje życie w piekło od jakiś czterech lat, tak?
Gdy on to powiedział, zabrzmiało dużo gorzej.
– Ona nazwała mnie tchórzem i ofiarą losu!
Patryk wskazał na moją głowę.
– Kiedy ty jesteś ofiarą losu. Kilka dni wcześniej podpaliłaś się podczas robienia frytek, to chyba wystarczający dowód?
– Chyba żartujesz! Trzymasz jej stronę?
– Co ty we włosach przechowywałaś szare komórki? Powiedziałaś Oli, że nie jest fajna! Najbardziej wrażliwej osobie, jaką znamy. Powiedziałaś jej. Że nie jest. Fajna.
Wyrzuty sumienia przetoczyły się przeze mnie, jak fala, ale nie zamierzałam tego po sobie pokazać.
– Czyli trzymasz ich stronę.
Patryk zabrał kurtkę z oparcia krzesła i wstał.
– Wiesz co? Sandra miała rację.
A później wyszedł, zostawiając mnie oniemiałą ze złości.
Nienawidzę go.
CZYTASZ
Piątek Trzynastego
RomanceJulia Wagner ma pecha. Ogromnego pecha, który prześladuje ją od urodzenia, ale że urodziła się w piątek trzynastego, to nawet już się temu nie dziwi. Ale gdy podpala sobie włosy i musi je ściąć na krótko, szala goryczy się przelewa i Julia postanawi...
