1 grudnia

53 12 5
                                        

Niedziela

Dzisiaj mama wzięła się za poprawianie mi humoru. Zrobiła mi omleta i kakao. Omlet, czyli żółte nie–wiadomo–co, zgniecione i w dwóch kawałkach. A kakao... Wolałabym go nie opisywać. U nas w domu gotuje tata, bo mama w kuchni, to zatrucie pokarmowe gwarantowane.

Ale przynajmniej się starała, czego nie można było powiedzieć o moim bracie, który właśnie wszedł do kuchni, wlazł na krzesło, zasalutował i w melodię hymnu zaczął śpiewać:

Jeszcze nie było takiego dnia,

póki my żyjemy
żeby Julii nic się nie stało,

wszyscy to wiemy.
Pa! Pa! Julii włoski!

Z jej durnej głowy do nicości!
Pójdźmy za przykładem!

Walnijmy ją w łeb kebabem!

– Przestań natychmiast!

To mama. Chce złapać Łukasza za rękę, ale on zeskoczył z krzesła i zaczął uciekać dookoła stołu, a mama, rzecz jasna, zaczęła go gonić. Jeśli chciała poprawić mi humor, nie mogła zrobić nic lepszego. Już prawie tarzam się ze śmiechu, ale to jeszcze nie koniec. Łukasz ponownie wskoczył na krzesło, prawie wywracając się z nim do przodu.

– Pa! Pa! Julii włoski!

I w końcu mama złapała go za sweter.

– Ewka!

Łukasz mówi, a w sumie krzyczy do mamy, bo od lat zwraca się do rodziców po imieniu. Nie dlatego, że tak chcieli, tylko dlatego, że to ich denerwuje.

– Złaź ty przebrzydły, mały...!

Mama i Łukasz zaczęli się siłować. Sorry, że tak brzydko piszę, ale chce wszystko opisać na bieżąco. No, więc wygląda na to, że mama jednak wygrywa... Ale, nie! Co za zwrot! Proszę państwa! Łukasz przejmuje prowadzenie, zeskakując z krzesła i znowu rozpoczynając bieg wokół stołu! Co za emocje! Mama chwyta go za tył swetra, a on wpada na szafkę. To już chyba koniec rozgrywki, ale walka była wyrównana.

Ja nie mogę. Dzięki ci wszechświecie, że stworzyłeś taki wybryk natury jak bracia!


1 grudnia, późno

Dobra – spojrzałam w końcu w lustro i muszę przyznać, że... moje uszy są ogromne. Gdyby chcieli zrobić ekranizację bajki „Dumbo", z ludzką nastolatką w roli głównej, spokojnie mogłabym starać się o rolę głównego bohatera. Oczywiście, jeśli słonik mógłby być rudy i pokryty piegami na każdym najmniejszym milimetrze skóry.

I koślawy, nie zapominajmy o tym.

Choć moje oczy faktycznie wydają się większe.

Dobrze, że nie mam zeza.

Piątek TrzynastegoOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz