12 grudnia

23 5 0
                                        

Czwartek, świat stanął na głowie

Chciałam dzisiaj podsunąć tacie pomysł, żeby dał mi trochę więcej kieszonkowego, niż zazwyczaj, bo idą święta, a on... bez słowa dał mi dwa razy tyle co normalnie. W całkowitym szoku poszłam do Łukasza. Mój brat nie wydawał się zdziwiony. Posadził mnie na łóżku i kucnął przede mną. Zachowywał się bardzo nieswojo. Zwróciłam mu na to uwagę, a on wtedy powiedział:

– Julka, oni się rozwodzą.

– Kto? – zapytałam, nic nie rozumiejąc.

– Rodzice.

Przez chwilę nie mogłam wydobyć z siebie głosu. Czułam się jak w jakimś koszmarnym śnie. W końcu udało mi się zapytać:

– Skąd wiesz?

– Słyszałem, jak o tym wczoraj rozmawiali.

Patrzyłam na niego z otwartą buzią. Między rodzicami czasami dochodziło do spięć. Najczęściej chodziło o pieniądze. Mama, jako doradca podatkowy, zarabiała dużo więcej niż tata, który jest kucharzem. Nigdy jednak nie pomyślałabym, że to może być, aż tak poważne. Nagle zmroziła mnie przerażająca myśl.

– Myślisz, że... Myślisz, że oni mogą mieć kogoś innego? Tata albo mama?

Ostatnio bardzo rzadko bywali w domu. Że też wcześniej nie zwróciłam na to uwagi!

Mój brat nie był zdziwiony tym pytaniem.

– Nie wiem – powiedział cicho.

– O, Jezu! Łukasz! Co my teraz zrobimy?!

– Proszę cię, Julka, nie panikuj. Wszystko będzie dobrze.

– Skąd wiesz?

Łukasz poklepał mnie po dłoni.

– Po prostu mi zaufaj. Nie pozwolę, żeby nas rozdzielili.

Nagły ból w klatce piersiowej aż mnie zmroził. Dotarło do mnie czym tak naprawdę jest rozwód. Nie tylko straciłabym normalny dom, ale mogłabym też stracić jednego rodzica i brata. Nie miałam pojęcia, że wizja utraty Łukasza, aż tak mnie zaboli.

– Obiecujesz? – zapytałam cicho.

– Obiecuję.


12 grudnia, długa przerwa

Nie wiem, jakim cudem udało mi się usiedzieć na polskim, ale od razu po lekcji, pobiegłam do łazienki. Zamknęłam się w kabinie i zadzwoniłam do Patryka.

Po prostu musiałam usłyszeć jego głos.

– Julka?

Patryk odebrał niemal od razu. W tle słyszałam krzyki, więc zgadłam, że jest na szkolnym korytarzu.

Otworzyłam usta, żeby odpowiedzieć, ale z mojego gardła nie wydobył się głos.

– Halo? Julia? Wszystko w porządku?

Chciałam mu powiedzieć, że moi rodzice się rozwodzą, poprosić, żeby po mnie przyjechał, żeby zrobił coś, cokolwiek, żebym nie czuła się tak, jak teraz, ale zamiast tego wydusiłam.

– Musimy skończyć maraton.

W słuchawce rozległ się śmiech Patryka.

– Ale jesteś napalona na małego czarodzieja. Skończymy. W sobotę?

– Jak masz czas?

– Zawsze mam dla ciebie czas.

Gardło mi się zacisnęło, a po drugiej stronie rozległy się jakieś szelesty i nagle obcy głos zapytał:

– Gotka Marzena?!

Słyszałam w tle Patryka, który domagał się zwrotu telefonu, a potem połączenie zostało przerwane.

Chwilę jeszcze siedziałam w toalecie, a potem wzięłam głęboki oddech i wyszłam.

Czułam się jeszcze gorzej, niż wcześniej, ale nie miałam pojęcia dlaczego.


12 grudnia, mój pokój, godzina 22

Pojechaliśmy całą rodziną do centrum handlowego, poszliśmy na market i jak zawsze wzięliśmy dwa wózki (jeden dla dorosłych, drugi dla „dzieci"). Mama powiedziała, że spotykamy się za pół godziny przy stoisku z bombkami. Rozdzieliliśmy się, ale ani ja, ani Łukasz, nie mieliśmy jakoś weny, więc pojawiliśmy się na umówionym miejscu wcześniej. Przez to byliśmy świadkami rozmowy rodziców.

Jeśli można to w ogóle było nazwać rozmową.

– Nie! Teraz musimy spędzić święta ze swoimi dziećmi. Później się o tym pomyśli.

– Nasze dzieci nie są ślepe i głuche, Michał. Zobaczą, że coś jest nie tak!

Chciałam się odwrócić i uciec jak najdalej, ale Łukasz dzielnie ruszył naprzód i głośno zawołał:

– Już jesteśmy!

Rodzice urwali i przywołali na twarze sztuczne uśmiechy. Mama miała rację – nie jesteśmy ślepi, ani głusi.

A szkoda.

Piątek TrzynastegoOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz