1 stycznia

81 9 7
                                        

wtorek, po pierwszej w nocy, spiżarnia

No i mamy Nowy Rok... A ja zamknęłam się w spiżarni i nie wyjdę stąd do kolejnego Sylwestra. Chyba jestem też trochę pijana i coś czuję, że zaraz się popłaczę, albo po prostu umrę. Ale od początku, prawda?

Otóż siedziałam sobie z Reniferem i innymi ludźmi ze szkoły w kuchni. Łysy (który, swoją drogą, łysy wcale nie jest...) postawił na stole kubek i przedstawił nam zasady gry: każdy po kolei miał próbować wrzucić, przez odbicie od stołu, monetę do kubka. Jeśli mu się udało – piła cała grupa, jeśli nie – pił on.

Nigdy wcześniej nie grałam w pijacką grę i okazało się, że może i dobrze. Udało mi się wcelować do kubka tylko raz, więc po kilku rundach, kubek zaczął poruszać się po stole sam.

Renifer musiał zauważyć, że jestem mniej stabilna niż zazwyczaj, bo objął mnie ramieniem.

– Chodź się przejść – rzucił i pokierował mnie do wyjścia z kuchni.

– Świetnie sobie radziłam!

– Oczywiście, Wagner, po prostu nie chciałam, żebyś ich tam zmasakrowała, tak dobrze ci szło.

Sprzedałam mu kuksańca w bok, a on w odpowiedzi roześmiał się i przyciągnął mnie do siebie bliżej. Trochę kręciło mi się w głowie, a on pachniał tak pięknie, że chciałam wspiąć się na palce i polizać go po szyi.

Ale na szczęście tego nie zrobiłam.

Nie wiem, czego szukaliśmy. Wpadaliśmy na ludzi, gadaliśmy i szliśmy dalej. Na piętrze znaleźliśmy skład fajerwerków, który wyglądał niebezpiecznie i parę, która całowała się namiętnie na parapecie. Renifer zakręcił i chciał wrócić na dół, ale gdy się odwróciliśmy, zobaczyłam, że na schodach na jeszcze wyższe piętro siedzą Liam i dziewczyna, którą widziałam na jego story na Instagramie. Zatrzymałam się tak gwałtownie, że byłabym się przewróciła.

Liam zmierzył mnie spojrzeniem.

– Wysokie masz te koleżanki – mruknął.

Był wstawiony, ale wyglądał obłędnie. W ciemnym swetrze i ze śladami szminki na szyi, zupełnie nie przypominał kowboja z romansów. Wręcz przeciwnie: dzisiaj był łamaczem serc.

Odchrząknęłam, czując się dziwnie świadoma swojego ciała.

– Chyba się nie znacie? Renifer, to Liam. Liam to Renifer.

Renifer wyciągnął dłoń, ale Liam jej nie uścisnął. Zrobiło mi się gorąco ze zdenerwowania, więc, żeby to pokryć, uśmiechnęłam się do jego partnerki.

– Jestem Julia.

– Ewelina.

Uścisnęłyśmy sobie dłonie.

– Miło mi cię poznać – powiedziałam.

Liam uniósł brwi.

– Dlaczego?

– Słucham?

– Dlaczego miło ci ją poznać?

We trójkę na niego spojrzeliśmy. Jego polski był dużo lepszy niż wcześniej: albo ćwiczył, albo alkohol rozwiązał mu język.

– Bo...

Renifer nieznacznie przesunął się w przód, gdy się zawahałam.

– Nie musisz mu odpowiadać.

Liam zerwał się na nogi.

– Nie mów jej, co ma robić!

Aż się cofnęłam, zszokowana, a Renifer wręcz przeciwnie: dał kolejny krok do przodu.

Piątek TrzynastegoOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz