Poniedziałek, kuchnia
Mama oszalała. Chodzi po domu, powtarzając, że „to" do niczego nie prowadzi, a gdy chcieliśmy się ze Szczurem... eee... delikatnie dowiedzieć o czym mówi, zamknęła nas na klucz w kuchni.
Mamy jeszcze ze dwadzieścia minut do wyjścia do szkoły i mam nadzieję, że jednak ktoś nam otworzy.
9 grudnia, jakoś po 8, DALEJ KUCHNIA
No nie wierzę w to! Kto zamyka swoje własne rodzone dzieci w kuchni i o nich zapomina?? Nasi rodzice, ot kto.
Usłyszeliśmy jakieś krzyki, a później już tylko odgłos odjeżdżającego auta. Zostaliśmy w domu sami. Łukasz chciał wyjść przez okno, ale kazałam mu się uspokoić. Był w piżamie. Co mu z tego, że wyskoczy przez okno, jak nie wejdzie z powrotem do domu? Pójdzie do szkoły w flanelowych spodniach i koszulce z pokemonami? Nie sądzę. Ja, co prawda, jestem ubrana, ale wszystkie rzeczy mam w przedpokoju na szafce, wraz z telefonem i przejazdówką. No i trudno byłoby iść do szkoły w samym cienkim sweterku w taką pogodę.
9 grudnia, autobus
Tada! Jestem genialna! Tak przydzwoniłam patelnią w klamkę, że zamek się ruszył i jak Łukasz pchnął drzwi, te się otworzyły!
Co prawda będzie trzeba je naprawić, ale wolność nie zna ceny.
No i kto w ogóle ma zamek w drzwiach do kuchni? Po co ja się pytam?
9 grudnia, przerwa
Moja teoria o spisku zaczyna się sprawdzać. Sokołowska wezwała mnie „na rozmowę". No ja już widzę tę jej rozmowę. Mam przerąbane.
9 grudnia, geografia
Dostałam uwagę.
Jakżeby inaczej.
Tłumaczyłam, że mama zatrzasnęła nas PRZYPADKIEM (żeby jakaś pomoc społeczna nie przyszła do nas do domu, czy coś) w kuchni i dlatego nie dotarłam na chemię, nawet zaczęłam jej recytować rzeczy, których się nauczyłam, ale Sokołowska nie chciała mnie słuchać.
Powiedziała, że ma na mnie oko i jeszcze jeden taki wyskok to mam gwarantowaną naganę od dyrektorki.
Ekstra.
Brzmi fantastycznie.
9 grudnia, ostatnia lekcja, WOS
Właśnie stało się coś, co zrekompensowało mi wszystkie złe rzeczy z ostatnich dni. Sandra się do mnie odezwała! Chciałam ją przeprosić, ale ona tylko wyciągnęła przed siebie dłoń.
– Wiem, Wagner. Nie strzęp języka.
A później dostałyśmy ataku śmiechu.
9 grudnia
To co zobaczyłam już na zawsze zapisze się na kartach mojego życia jako trauma...
Ale od początku.
Po pogodzeniu się z Sandrą, poszłyśmy we trzy do centrum handlowego, żeby pochodzić po sklepach. Dziewczyny poszły do Super Pharm, to ja weszłam do Reserved, żeby popatrzeć na koszulki, licząc, że może znajdę jakąś fajną, która zastąpi mi moją NOT TODAY SATAN, której w konsekwencji nie namoczyłam, a tata nie był w stanie doprać.
Oglądałam właśnie naprawdę fajną koszulkę w serduszka, gdy zobaczyłam Liama. Chciałam się przywitać, ale wtedy podeszła do niego jakaś dziewczyna. Liam uśmiechnął się do niej i rozejrzał wokoło, więc schowałam się za wieszakami. Wyjrzałam zza koszulek akurat wtedy, gdy Liam pchnął tę dziewczynę na lustrzaną ścianę... i zaczął ją całować!
To nie mój chłopak, ani nic, ale aż mnie zmroziło! Stałam tam (ukrywałam się, nieważne) z szeroko otwartą ze zdumienia buzią, ale to jeszcze nie był koniec. Liam oderwał się od niej (jestem pewna, że słyszałam ssący odgłos) i posłał jej uśmiech, ale nie ten czarujący, z rodzaju tych, którymi raczył mnie, nie – to był uśmiech oznaczający, że coś niemoralnego miota się po tej jego pięknej główce. I zgadłam. Liam rzucił szybkie spojrzenie w stronę przymierzalni, jakby pytał: „Masz ochotę?", na co ta laska zachichotała, a mnie aż ścisnęło ze złości. No a potem, bezczelnie na moich oczach, wciągnął ją do przymierzalni.
Niewiarygodne!
9 grudnia , mój pokój
Opowiedziałam dziewczynom o tym, co zobaczyłam, ale nie chciały uwierzyć. Powtarzały, że to niemożliwe, żeby Liam się tak zachował, bo był takim gentlemanem z południa i w ogóle. Jedno mogę powiedzieć na pewno – jak zaciągał tę dziewczynę do przymierzalni, żeby robić z nią tam Bóg wie co, wcale nie wyglądał na gentlemana.
– Nie mogę sobie wyobrazić takiej sytuacji – powiedziała Ola.
Ja sama wcześniej też bym nie mogła, ale teraz tylko o tym mogłam myśleć.
– O, matko! Nie będę mogła mu już spojrzeć w oczy! – zawyłam.
Sandra jak zwykle miała do zaoferowania pocieszenie:
– Nie będziesz pewnie musiała. Skoro Honorata coś mu o tobie nagadała, to idę o zakład, że upewniła się, że Liam będzie tobą gardził już na wieki.
Normalnie by mnie zdenerwowała, ale teraz ją uścisnęłam.
– Tęskniłam za tobą.
CZYTASZ
Piątek Trzynastego
RomantiekJulia Wagner ma pecha. Ogromnego pecha, który prześladuje ją od urodzenia, ale że urodziła się w piątek trzynastego, to nawet już się temu nie dziwi. Ale gdy podpala sobie włosy i musi je ściąć na krótko, szala goryczy się przelewa i Julia postanawi...
