27 grudnia

24 5 0
                                        

Piątek

Jestem w takim szoku, że aż cała chodzę. Babcia wołała mnie na kolację, ale nie jestem głodna. Zamknęłam się w pokoju i nie obchodzi mnie czy Kaśka będzie chciała tu wejść, czy nie. Potrzebuję samotności. Terapii elektrowstrząsami. A może w ogóle terapii. 

Ale od początku.

Przyszedł Patryk. Wszyscy poszli na spacer, w domu zostałam tylko ja i babcia. Poinformowałam go, że ma szczęście, bo uniknął spotkania z Kaśką, ale nie wydawał się być tym przejęty. W ogóle był jakiś dziwny. Dziwniejszy niż zwykle. Usiadł sztywno na moim łóżku i bawił się zegarkiem na nadgarstku, to odpinając pasek od niego, to zapinając.

– Wszystko w porządku? – zapytałam w końcu, gdy nie zareagował na moją historię o wigilijnej katastrofie.

Nawet na mnie nie patrzył.

– Patryk! – zdenerwowałam się. – Co ci jest?

– Nic – odpowiedział natychmiast. – To znaczy... – dodał. – Wszystko. Wszystko mi jest.

Wyglądał jakby coś go bolało. Wystraszyłam się.

– Co się stało? – zapytałam głucho.

Na początku nie odpowiedział. Później zaczął bredzić coś o swoich poprzednich dziewczynach. Problem z dziewczynami, pomyślałam wtedy. W porządku. Jeszcze nie wiedziałam, że to będzie bardzo poważny problem.

– Mów jaśniej.

Spojrzał na mnie nagle. Coś w jego oczach sprawiło, że aż zakręciło mi się w głowie ze zdenerwowania.

– Sądziłem, że nie mogę się zakochać.

Uniosłam brwi. Patryk umawiał się z tyloma dziewczynami, że zliczenie ich zajęłoby mi pewnie kilka dni, ale zawsze powtarzał, że nie spotyka się z nimi dla zabawy, tylko na poważnie. Dla niego miłość była świętym graalem, garnkiem złota na końcu tęczy.

– Przykro mi.

Pokręcił głową.

– Mówiłem sobie, że jestem za młody, ale coś kazało mi szukać dalej. Niektóre dziewczyny wyznawały mi miłość, ale to nie miało znaczenia, nie, kiedy ja nic do nich nie czułem. Czasami miałem wrażenie, że inne łamią mi serce... ale to nie był ból, raczej rozczarowanie, że nie byłem w stanie się tym naprawdę przejąć. A ja chciałem tego bólu! Chciałem tej oszałamiającej miłości, która sprawia, że cały świat blednie w porównaniu. Nie zależało mi na samym pożądaniu, chciałem wszystkiego. I wtedy pomyślałem o tobie.

– O mnie? A co ja mam tu do rzeczy? – zapytałam ze śmiechem. – Nie znam się na miłości. Pogadaj z Łukaszem, on ma ostatnio o tym szersze pojęcie.

Patryk wstał z łóżka, najprawdopodobniej z zamiarem pójścia do Łukasza.

– Kocham cię – powiedział.

Machnęłam ręką.

– Nie ma sprawy. Zawsze do usług.

Patryk pokręcił głową.

– Nie rozumiesz. – Podszedł do krzesła, na którym siedziałam i oparł ręce po obu moich stronach. – Ja cię kocham, Julio.

Myślałam, że sobie ze mnie żartuje, ale on wtedy położył mi dłoń na karku i przyciągnął do siebie, tak że jego usta znalazły się tuż nad moimi.

– Teraz cię pocałuję – wyszeptał.

I zrobił to.

Gdy jego usta zderzyły się z moimi, moje serce stanęło. W uszach zaczęło mi aż piszczeć, miałam wrażenie, że przez moje ciało przepłynął prąd. To była sekunda, może mniej, a mi przed oczami przeleciały wszystkie wspomnienia z Patrykiem. To było jak umieranie, ale nigdy jeszcze nie czułam się bardziej żywa.

Nie można było powiedzieć, żebym oddała ten pocałunek. Ja się w nim zatraciłam. Nie panowałam nad tym co robię, zarzuciłam mu ręce na szyję i prawie wstałam z krzesła, tak blisko się do niego przysunęłam. Oczywiście nie uczyłam się na błędach. Krzesło odjechało do tyłu i straciłabym równowagę, gdyby nie to, że obejmowałam Patryka. Spojrzeliśmy na siebie w zdumieniu, ale żadne z nas jakoś nie mogło się zdobyć na słowa.

Więc zaczęliśmy całować się dalej.

Patryk pokierował mnie na łóżko, a ja pociągnęłam go za sobą; opadliśmy na materac: ja wczepiona w jego koszulę, on jedną ręką mnie obejmując, a drugą amortyzując upadek. Nie było w nas wahania, coś się w nas odblokowało i chociaż to był drugi pocałunek w moim życiu, nie byłam w  stanie się tym przejmować. Nie, gdy ciało Patryka wbijało się w moje, jakby chciało się z nim stopić w jedno. Nie, gdy jego usta znalazły się na mojej szyi, a ja jęknęłam...

I to właśnie ten jęk mnie przeraził. Z moich ust nigdy wcześniej nie wydobył się taki dźwięk.

Namiętność to była ogromna siła. Wichura, która mogła porwać człowieka i cisnąć gdzieś na skały, żeby się roztrzaskał na maleńkie kawałki. Jej potęga tak mnie przeraziła , że chciałam zepchnąć z siebie Patryka, ale on pierwszy wyczuł, że coś się zmieniło. Opadł na plecy obok mnie i leżeliśmy tak chwilę, oddychając ciężko, a do mnie zaczęło docierać, co się właśnie stało.

Całowałam się z Patrykiem. Moim najlepszym przyjacielem od lat. Tym samym, który kilka minut temu (albo godzin, kompletnie straciłam rachubę czasu) wyznał mi miłość.

– Ty... – nie chciało mi to przejść przez gardło. – Kochasz mnie? To nie jest żart?

Patryk usiadł i przeczesał dłonią włosy.

– Wiedziałem, żeby nie dać ci dojść do głosu – westchnął.

– Ja...

Nie wiedziałam, co powiedzieć. Ręce mi się trzęsły, wzrok miałam zamglony i właśnie odkryłam, że cierpię na astmę, bo miałam atak duszności.

– Zapomnijmy o tym. Uznaj to po prostu za lekcje podglądową tego, co robię z dziewczynami, gdy jestem z nimi sam na sam.

– Patryk...

Zapadła cisza. To była pierwsza niezręczna cisza w naszej przyjaźni. Patryk na mnie nie patrzył i wyglądał tak, jakby toczył jakąś wewnętrzną walkę. Wreszcie zapytał:

– Kochasz mnie? Nie jak przyjaciela.

Teraz już nie było w nim nic z tego wariata, który biegał ze mną po pokoju, udając, że lata na miotle. Nie był też tym uwodzicielskim przystojniakiem, który rzucał mi spojrzenia spod rzęs i oblizywał usta, jakby zamierzał mnie zaraz pożreć. Nie – był chłopcem, który zadziwiająco przypominał mi mojego brata, gdy ten stał na ganku i z niewinną, dziecięcą wrażliwością pytał czy uda mu się pocałować dziewczynę pierwszy raz w życiu.

Chciałam znaleźć jakieś słowa, ale w mojej głowie była pustka. On tylko na mnie spojrzał i już widziałam, że wie.

– Nie musisz odpowiadać. Przemyśl to sobie i może kiedyś do tego wrócimy. Albo i nie. – Poklepał mnie po kolanie. – Na mnie już pora. Wystarczająco namieszałem jak na jeden dzień.

I poszedł.

A mnie jest teraz tak strasznie wstyd.


27 grudnia, ok. 18

Siedzę nad telefonem i cały czas próbuję napisać coś do Oli albo Sandry, ale od razu to usuwam. Chcę im powiedzieć o tym co zrobił Patryk, a jednocześnie nie potrafię. Bo jak niby im to powiem?

– Wiecie, Patryk wyznał mi miłość, a później mnie pocałował. Ja go nie kocham, ale i tak rzuciłam się na niego jak opętana seksem dzikuska. Chyba będę musiała złamać mu serce. Niezbyt fajnie, nie?

O, Jezusie. Jak jest mi wstyd. Chyba zaraz umrę.

Piątek TrzynastegoOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz