2 grudnia

68 15 6
                                        

Poniedziałek, matematyka

Przed wyjściem do szkoły dorwała mnie mama. Uczesała mnie i lekko pomalowała, twierdząc, że w takiej rozsypce nie powinnam wychodzić z domu. Co prawda w rozsypce była moja psychika, a nie wygląd, ale zachowałam to spostrzeżenie dla siebie. Ze świeżym błyszczykiem i tuszem na rzęsach poszłam na przystanek.

Niestety muszę dojeżdżać do szkoły, bo mieszkamy na wygwizdowiu.

Dobra, to nie zawsze takie niestety, bo mogę się w autobusie trochę przespać, albo odrobić zadanie domowe. Chciałam dzisiaj skorzystać z pierwszej opcji, ale się nie udało, bo Ola jakimś cudem zdążyła na wcześniejszy autobus i jechała razem ze mną. Na początku nawet na mnie nie patrzyła, chociaż wiedziałam, że wstała wcześniej, żeby spotkać się ze mną przed szkołą.

Przysunęłam się bliżej do miejsca, w którym siedziała.

– Hej – mruknęłam. – Mówił ci ktoś, że jesteś super fajna?

Ola zachichotała, ale powiedziała tylko:

– Nie.

– No więc – zaczęłam, opierając się nonszalancko o rurkę, co podpatrzyłam u Patryka, ale co pewnie mi nie wyszło, bo autobus trząsł jak szalony. – Jesteś suuuper fajna. Właściwie, to jesteś tak fajna, że nie wiem dlaczego się ze mną zadajesz. Gdyby fajność umiała latać już dawno doleciałabyś do egzosfery i umarła z braku tlenu.

Wtedy Ola śmiała się już na całego. Przesunęła się na krzesełku, robiąc mi obok siebie miejsce.

– Ty też jesteś niczego sobie.

Gdy dotarłyśmy do szkoły, Sandra czekała na schodach przed wejściem. Zatrzymałam się przed nią, ale ona mnie zignorowała. Zaczęła rozmawiać tylko z Olą. No cóż, lepsze to niż nic.

Poczłapałam za nimi do środka.

2 grudnia, długa przerwa

I zaczęło się. Honorata zauważyła, że mam krótkie włosy. Zatrzymała się w połowie korytarza i wybuchnęła śmiechem.

– A myślałam, że nie możesz być brzydsza! – zawołała.

– A ja myślałam, że nie możesz być bardziej nieznośna, a tu niespodzianka.

Roześmiała się jeszcze głośniej i odrzuciła swoje czarne, i niestety długie, włosy na plecy. Podczas tego ruchu koszulka tak jej się opięła na piersiach, że myślałam, że materiał nie wytrzyma. Przy niej wyglądałam jak dwunastoletni chłopiec.

– Niespodzianką jest to, że w ogóle nauczyłaś się mówić z twoim opóźnieniem umysłowym.

Przewróciłam oczami.

– To wszystko?

– Jestem po prostu ciekawa, czy widziałaś się w lustrze na tej swojej planecie brzydali? Bo jeśli tak, to nie wiem co tu robisz. Na twoim miejscu wpełzłabym do jakieś nory i zdechła.

Poważnie zastanowiłam się nad tym czy by nie rzucić Honoraty zapiekanką w twarz, ale nie chciałam marnować całkiem porządnego obiadu.

– Tak zrobię – mruknęłam, próbując ją wyminąć.

Nie uszłam nawet kroku, gdy Honorata zawołała:

– Hej, Wagner!

Odwróciłam się dla świętego spokoju.

– Co?

– Smacznego – powiedziała i pchnęła mnie na ścianę.

Spojrzałam na zapiekankę, która artystycznie rozpłaszczyła się na podłodze podczas, gdy ja uderzyłam plecami w ścianę. Sandra miała rację – jestem ofiarą losu. Ale nie aż taką, żeby dać się wrobić w sprzątanie. Gdy tylko zobaczyłam woźnego na horyzoncie, teleportowałam się jak najdalej od miejsca zbrodni.

Piątek TrzynastegoOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz